18 września 2011 o godzinie 21:38. Kategorie: Miniblog, Uroczystości

Polityczny Blog Społeczny dynamicznie się rozwija - dlatego też to ostatnie trzy zdania jakie napiszę na Joggerze. Dziękuję wszystkim czytelnikom za komentarze i odwiedziny oraz ekipie Joggera za stworzenie tego wspaniałego miejsca. Zapraszam do dyskusji pod nowym adresem, gdzie można zapoznać się m.in. z wywiadem z Samuelem Pereira, obietnicami wyborczymi PO, tłumaczeniem depesz Wikileaks, a także zobaczyć posłów, którzy rezygnują w tym roku z wielkiej polityki.




22 sierpnia 2011 o godzinie 21:20. Kategorie: Uroczystości

4 lata pisania, komentowania, analiz i przemyśleń. Wiele kłótni i jeszcze więcej zabawnych momentów. To wszystko dało mi blogowanie na Joggerze. Czas jednak mija, zmienia się świat, a wraz z nim również sam sposób blogowania.

Wirtualna felietonistyka ewoluuje w kierunku serwisów społecznościowych, tak zwanych social media. Dziś liczy się szybka informacja na Twitterze, wydarzenia na Facebooku, a w przyszłości może także obecność w kręgach Google+. Informacja podawana przez znajomych jest znacznie bardziej wiarygodna, przystępna i zazwyczaj najbardziej aktualna. Przyszłość blogowania leży w umiejętnym wykorzystaniu społeczności skupionych wokół wspomnianych powyżej serwisów. Znakomicie zrozumieli to bloggerzy zza oceanu, powoli to zjawisko zaczyna dostrzegać także polska blogosfera.

Po czterech latach tradycyjnego pisania postanowiłem podjąć wyzwanie i stworzyć coś nowego, świeżego, od podstaw. Tak też powstał Polityczny Blog Społeczny firmowany moim nazwiskiem. To nowa w Polsce formuła blogowania - połączenie tradycyjnych notek i komentarzy, z reakcjami i polemikami wprost z Twittera, Facebooka i innych platform społecznościowych.

I nie chodzi tutaj o dywersyfikację źródeł, platform blogerskich, przy jednoczesnym zatraceniu centralnego ośrodka, jaką stanowi strona domowa bloggera. Wręcz przeciwnie - rzecz w połączeniu społeczności z blogiem, rozbudowanym ośrodkiem, centralnym punktem toczącej się dyskusji. Więcej informacji na ten temat nowego bloga znajdziecie tutaj.

Dziękuję za Wasz czas i zaangażowanie w komentowanie moich wpisów. Dziękuję za dobre i kąśliwe słowa. Mam nadzieję, że chociaż kilku Joggerowiczów będzie mi towarzyszyć pod nowym adresem. Zapraszam do odwiedzin nowego bloga!

Polityczne Koryto oficjalnie uznaję za zamknięte.




13 sierpnia 2011 o godzinie 22:05. Kategorie: Miniblog, Uroczystości

Minęły cztery lata od założenia Politycznego Koryta. W tym roku nie będzie wielkiej fety i obszernego podsumowania ostatnich 12 miesięcy, będą za to zmiany, duże zmiany... Już wkrótce!




01 lipca 2011 o godzinie 20:53. Kategorie: Polityka Zagraniczna, UE, Uroczystości

Udanego świętowania! – tak pożegnał się z widzami „Faktów TVN” prowadzący Kamil Durczok. Powodem do nocnych szaleństw Polaków ma być oczywiście przejęcie prezydencji w Radzie Unii Europejskiej. Bo przecież, jak zapewniają zgodnie politycy obozu rządzącego, to dzień na który wszyscy czekaliśmy od lat.

Ja nie czekałem i zapewne 99% Polaków również nie. Nawet ci, którzy myślą dziś inaczej, uważają że wreszcie nadszedł ten wyczekiwany dzień naszej nobilitacji w Unii Europejskiej, pewnie jeszcze rok czy nawet parę miesięcy temu nie mieli pojęcia kiedy, dlaczego i po co przejmujemy prezydencję.

Większość nie wiedziała nawet czym owa prezydencja jest. Ba, jeszcze przed kilkoma tygodniami z ust dziennikarzy można było usłyszeć, że w lipcu staniemy na czele Unii Europejskiej, Rady Europejskiej czy nawet… Rady Europy. Powszechna nieumiejętność rozróżnienia tych organów doskonale obrazuje poziom wyczekiwania na polską prezydencję. Tak w kraju, jak i w Europie.

Wbrew zapewnieniom rządu nasze przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej nie jest żadnym wyróżnieniem. Prezydencję obejmuje bowiem raz na jakiś czas każde państwo członkowskie UE. W systemie rotacyjnym kraje zmieniają się na tym stanowisku. Przed nami Radzie UE przewodniczyły Węgry, przed nimi Belgia, a jeszcze wcześniej Hiszpania. Niemcy przewodniczyli Radzie UE już 12 razy. My dopiero debiutujemy.

I może dlatego – poza pobudkami czysto propagandowymi – robimy z tego wydarzenie niemal epokowe. Prawda jest jednak taka, że z prezydencją jest trochę jak ze sprzątaniem klatki schodowej w blokowiskach. Zazwyczaj jest tak, że mieszkańcy dzielą się tym obowiązkiem. W tym tygodniu posprząta Kowalski, w następnym Nowak, a potem podłogę będzie mył Jabłoński. I tak w kółko. Dzięki temu klatka jest czysta, a lokatorzy bardziej wypoczęci, niż gdyby każdy miał co tydzień sprzątać swój kawałek podłogi. Analogicznie jest z prezydencją w Radzie Unii Europejskiej.

Tyle tylko, że my do naszej zmiany podchodzimy nadzwyczaj hucznie. Kilka dni przed wyznaczoną datą dzwonimy do całej rodziny, zapraszamy na uroczysty wieczór i świętowanie. Przygotowujemy wielką uroczystość, która po spożyciu większej ilości alkoholu przekształca się w zwyczajną balangę do białego rana.

Następnego dnia może się jednak okazać, że obudzimy się późnym popołudniem, z wielkim trudem ubierzemy elegancki strój i na silnym kacu, z krzywo zawiązanym krawatem wyjdziemy na klatkę schodową. Nie przejmując się wzrokiem zniecierpliwionych sąsiadów, których nasza opieszałość zmusiła do brudzenia sobie butów na nieumytych schodach, staniemy dumnie i w ten oto sposób rozpoczniemy naszą wartę. Naszą prezydencję.

Obyśmy tylko nie zapomnieli o wiaderku z wodą i ścierce.




10 kwietnia 2011 o godzinie 15:52. Kategorie: L. Kaczyński, Politycy, Śmierć, Uroczystości

Sobota od zawsze jest dla mnie okazją do odpoczynku. Po długim tygodniu zawsze śpię parę godzin dłużej, budząc się zazwyczaj w okolicach godziny 10:00. Rok temu było inaczej. Obudziłem się już przed 9:00, postanowiłem jednak nie wstawać i poleżeć sobie jeszcze trochę. W sypialni słyszałem, że któryś z domowników włączył już telewizor.

Nasłuchując jednym uchem zorientowałem się, że jak zawsze w moim domu, telewizor ustawiony jest na któryś z kanałów informacyjnych. Do mojej świadomości dochodziły strzępki słów osób prowadzących telewizyjny program. „Katyń”, „Prezydent”, „Delegacja”… czyli wszystko to, czego można się było spodziewać w dniu obchodów rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Przewróciłem się na drugi bok i bez specjalnego entuzjazmu nasłuchiwałem dalej.

„Katyń”, „Smoleńsk”, „samolot”, „problem”, Lech Kaczyński”, „katastrofa” – w pierwszej chwili, zaspany, nie wiedziałem do czego odnoszą się te słowa. Zaczęły pojawiać się jednak coraz częściej. Ktoś w domu krzyknął „Prezydent nie żyje!”. Otworzyłem szeroko oczy. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem przed telewizor.

W TVN24 Jarosław Kuźniar informował właśnie, że doszło do tragicznej w skutkach katastrofy. Wojciech Olejniczak zakrywał twarz. Kuźniarowi łamał się głos. Zdębiałem.

Po chwili przyszło otrzeźwienie – to nie sen, stało się coś naprawdę okropnego. Pierwsze zawodowe hipotezy, jakie przyszły do głowy młodemu adeptowi politologowi zaraz po przebudzeniu, zakładały 3 wersje rozwoju wydarzeń: » albo mamy do czynienia z tragicznym wypadkiem, » albo ktoś właśnie wypowiedział nam wojnę, pozbawiając nas jednocześnie całego wojskowego dowództwa, » albo – co wydawało mi się najmniej prawdopodobne – mamy do czynienia z atakiem terrorystycznym na miarę amerykańskiego WTC.




12 marca 2011 o godzinie 17:56. Kategorie: L. Kaczyński, Miniblog, Politycy, Śmierć, Uroczystości

Sprawa Dubienieckiego i Adama S., telefony do sędziów z ministerstwa z pytaniem o sprawy kończące się wnioskiem o ułaskawienie, komisja Millera i jej niemożliwy do wykonania eksperyment, Straż Miejska gasząca znicze i konfiskująca wieńce. To wszystko budzi złość u ludzi, którzy chcą uczcić pamięć zmarłego Prezydenta. Czy jest to tylko splot przypadkowych wydarzeń, czy może stoi za tym przemyślana i prawdopodobnie całkiem efektywna strategia - na to pytanie próbuję udzielić odpowiedzi na łamach Salonu24.




09 stycznia 2011 o godzinie 13:05. Kategorie: Ludzie, Pawlak, Politycy, Stowarzyszenia, Uroczystości

Od zawsze byłem gorącym zwolennikiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja podczas której Polacy biorą udział w narodowej zrzutce na zakup sprzętu ratującego życie to prawdziwy skarb, zwłaszcza w kraju z tak słabym systemem opieki zdrowotnej. Dzisiaj jednak – inaczej niż w 2008, 2009 czy w 2010 rokumam poważne wątpliwości czy warto zostawić trochę gotówki na koncie WOŚP.

Moje obiekcje wzbudziła bowiem zeszłoroczna akcja Owsiaka pt. „Stop powodziom”. Reklamowana jako zbiórka na rzecz powodzian była tak naprawdę kolejną kolektą na zakup potrzebnego państwu sprzętu. Zebrana kwota 2.644.507 zł została w całości przekazana na Ochotnicze Straże Pożarne. Te, na których czele stoi obecny wicepremier Waldemar Pawlak.

Owszem, za zebrane środki zakupiono 430 pomp i 145 agregatów, a datki te podzielono na 575 jednostek OSP (zmniejszając tym samym efektywność pomp do absolutnego minimum – przydzielając niemalże po jednym urządzeniu na jednostkę). Na zbiórkę padł jednak cień podejrzenia o polityczne zaangażowanie.




31 grudnia 2010 o godzinie 11:15. Kategorie: Komorowski, Miniblog, Politycy, Tusk, Uroczystości, Wybory

W sylwestrowy poranek 2010 pragnę życzyć Wam, moi drodzy, rozsądnych wyborów w drugiej połowie nowego roku. Oby udało się nam wszystkim wyciągnąć wnioski z gigantycznego zadłużenia, podwyżki podatków, słabości państwa na arenie międzynarodowej, afery hazardowej i stoczniowej, paraliżu kolei, fiaska budowy dróg, nieudolności przy wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej, z prezydenta opowiadającego w GMF o bigosowaniu, deklarującego wystąpienie z NATO, a także z premiera łamiącego niemal każdą obietnicę zawartą w wygłoszonym w 2007 roku expose. Życzę Wam wszystkim, a także sobie, szczęśliwych nowych wyborów i hucznego upadku rządu Donalda Tuska.




22 grudnia 2010 o godzinie 12:01. Kategorie: J. Kaczyński, L. Kaczyński, Media, Prawica, Uroczystości

Gazeta Wyborcza na tydzień przed Wigilią Bożego Narodzenia zaserwowała swoim czytelnikom wstrząsający obraz ciała ś.p. Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej. Jarosław Kaczyński stwierdził natomiast, że w sarkofagu na Wawelu znajduje się trumna z jakimś obcym mu człowiekiem. Tegoroczny okres przedświąteczny okazał się niebywale ohydnym polskim piekiełkiem.

Wojciech Czuchnowski w tekście Jak znaleziono ciało Lecha Kaczyńskiego opisał ze szczegółami potwornie zniszczone doczesne szczątki Prezydenta RP. W swoim tekście wspomina o zmiażdżonej głowie, urwanych kończynach, poszarpanym ciele. Daje masom czytającym Wyborczą to, czego tak bardzo potrzebowały: obraz zniszczonego, pokonanego wroga. Czyni to jednak z zastrzeżeniem, że publikacja tego tekstu nie miała by miejsca, gdyby nie stanowisko Jarosława Kaczyńskiego, wyrażone za pośrednictwem mecenasa Rogalskiego.

Za treści publikowane w Gazecie Wyborczej odpowiada więc prezes PiS. W jaki sposób? Ano w taki, że najpierw ustami swojego prawnika, a później osobiście zadeklarował, że nie rozpoznał ciała Lecha Kaczyńskiego po przetransportowaniu go do Polski. Były premier miał zidentyfikować brata w Smoleńsku, jednak do kraju przetransportowano – jak wyraża się sam zainteresowany – „jakiegoś innego człowieka”.

Nie jestem w stanie pojąć dlaczego Jarosław Kaczyński nie protestował zaraz po przewiezieniu ciała Prezydenta RP do Polski. Przecież nikt by chyba nie pozwolił, aby zamiast bliskiej osoby pochowano jakieś „obce ciało”. Protest przed pochówkiem byłby także dobrym ruchem politycznym na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi – byłby ostateczną kompromitacją rządu i zdemaskowaniem prawdziwych rosyjskich intencji. Chyba, że Jarosław Kaczyński dzisiaj kłamie.

Nie chcę rozstrzygać kto ma rację w tym gorszącym sporze. Pragnę jedynie zasygnalizować, że to co dzieje się nad trumną Lecha i Marii Kaczyńskich w ostatnich dniach jest coraz trudniejsze do zniesienia. Przypomina to brutalny mecz piłki nożnej, w którym zamiast futbolówki kopie się ciało tragicznie zmarłego Prezydenta. Panowie, opamiętajcie się!




02 września 2010 o godzinie 21:04. Kategorie: Gospodarka, Polityka Krajowa, Tusk, Uroczystości

Ocena rządu Donalda Tuska może być (i jest) różna. Jedni postrzegają obecnego premiera jako męża stanu, inni pukają się w czoło słysząc takie opinie. Jest jednak rzecz, co do której w społeczeństwie panuje pełna zgoda. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Tuska zgadzają się bowiem, że rząd Platformy Obywatelskiej w bardzo dużym stopniu skupia się na swoim wizerunku. Public Relations zostało właściwie wypromowane i spopularyzowane w społeczeństwie przez ekipę PO.

Polityka wizerunkowa partii Tuska oparta została o jeden, bardzo solidny i w miarę bezpieczny filar. Jest nim Prawo i Sprawiedliwość, a zwłaszcza lider tego ugrupowania – Jarosław Kaczyński. Gdy tylko coś zaczyna iść nie tak, gdy wokół premiera dzieje się źle, niemal natychmiast okazuje się, że u podstaw problemu leży PiS.

Tak było z aferą hazardową (politycy PO argumentowali, że nie było żadnej afery, a cała sprawa została wymyślona i sztucznie rozdmuchana przez PiS), było tak z podwyżką VAT-u (mówiono: „musimy podnieść podatki, bo ten zły PiS je obniżył i przez to teraz w kasie państwa są pustki”), nie inaczej jest i dziś – ws. „Solidarności”.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: