11 maja 2010 o godzinie 20:16. Kategorie: J. Kaczyński, Komorowski, Szopka Polityczna, Wybory

Po tym, jak prawica doszła do władzy w 2005 roku PO i PiS podzieliły pomiędzy sobą elektorat, a tym samym całe społeczeństwo. Partia braci Kaczyńskich zyskała opinię gwałtownej, impulsywnej formacji pełnej pieniaczy. Media, a także sympatycy Donalda Tuska, wykreowali wyborcę Prawa i Sprawiedliwości jako osobę w podeszłym wieku, bez wykształcenia, noszącą moherowy beret i ciskającą obelgi na prawo i lewo.

Wyśmiewano rozgoryczenie i złość elektoratu PiS-u. Ukazywano ślepe ataki zwolenników i polityków tej partii. Bezlitośnie obnażano także fizyczną agresję względem ludzi o odmiennych poglądach:


Platforma Obywatelska w obliczu takiego zachowania oponenta nie musiała robić wiele. Wystarczyło pokazać się w mediach na zasadzie kontrastu: „Oni są agresywni, my – spokojni”; „Oni są głupi, my – inteligentni”; „Oni się kompromitują, my – odnosimy sukcesy”.

Metoda ta okazała się niezwykle skuteczna – Platforma Obywatelska zyskiwała w sondażach z dnia na dzień, aż do 2007 roku, kiedy to Tusk zdecydowanie wygrał przyspieszone wybory parlamentarne. Niektórzy ludzie i dziennikarze cieszyli sięwreszcie będzie spokój, wreszcie można zasnąć bez obaw, że ktoś nas kompromituje!




08 maja 2010 o godzinie 15:58. Kategorie: J. Kaczyński, Komorowski, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Wybory

Donald Tusk, expose (2007 r.): Nie ma solidarności bez miłości. I ja wiem, że niektórzy na tej sali czasami uśmiechają się wątpiąc w to, że te słowa mają głęboki sens. Ja wierzę, bardzo wierzę w sens tych słów. I wiem jedno, prędzej czy później wy, i wy w sens tych słów też uwierzycie, bo one naprawdę mają głęboki sens.

Kiedy pod koniec 2007 roku Donald Tusk obejmował urząd premiera, wiele mówiło się o spokoju, jaki rządy Platformy Obywatelskiej miały zaprowadzić. Dziennikarze cieszyli się, że wreszcie my, Polacy budzimy się spokojnie i zasypiamy spokojnie. Partia Tuska wygrała dzięki koncepcji polityki miłości, która miała być lekarstwem na notoryczne dzielenie narodu na tych, którzy stoją tam gdzie wtedy i na tych gorszych, którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO. Medialny przekaz w dużym skrócie można streścić w jednym zdaniu: PO poprowadzi politykę dojrzalszą, mniej awanturniczą, bardziej otwartą.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę, nie sposób bowiem bronić tutaj Jarosława Kaczyńskiego i próbować udowodnić, że jego retoryka była ze wszech miar dyplomatyczna, stonowana i odpowiednia. Nie, nie była.

Platforma Obywatelska wygrała jednak wybory na fali antypisu. I był to właściwie diadem w zwycięskiej koronie ugrupowania Donalda Tuska. Polska miała być silna, ale otwarta, niezależna, ale jednocześnie dojrzała, stanowcza, ale skora do współpracy. Była to najważniejsza obietnica wyborcza PO. Co z niej zostało?




05 maja 2010 o godzinie 16:48. Kategorie: Media, Miniblog, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Wybory

Dziennikarze zachwycają się Komorowskim - i nie przeszkadza im przy tym jego nieznajomość języków, czy częste wpadki, takie jak np. twierdzenie, że Prezydent Lech Kaczyński mógł odesłać ustawę o IPN do Trybunału, gdyby tylko chciał, podczas gdy ten nie mógł, bo zginął. Publicyści cieszą się, że ich kandydat pochodzi z partii miłości - Platformy Obywatelskiej, która w politycznej potyczce jest umiarkowana i nikogo nie obraża, zwłaszcza gdy jej politycy o konkurentach mówią, że są oni małymi, zakompleksionymi ludźmi, którzy kompromitują wszystko, czego dotkną. Zachwyt, jaki wzbudza Komorowski, nie wynika jednak z jego charyzmy czy osobowości, a z prostego faktu, że reprezentuje on PO; w takich samych pięknych słowach pisano by o muszli klozetowej, gdyby miast człowieka, Platforma zdecydowałaby się na takiego kandydata.




24 kwietnia 2010 o godzinie 13:14. Kategorie: Media, Szopka Polityczna

Gazeta Wyborcza to jedyny dziennik, który jeszcze przed pogrzebem głowy państwa, zaczął jątrzyć, straszyć i opluwać w starym, dobrym stylu. Do dziś czytelników przestrzega się w nim przed ZEMSTĄ JAROSŁAWA, HAŃBĄ W ZWIĄZKU Z POCHÓWKIEM NA WAWELU, a także nieśmiertelną już IV RP. I to zupełnie bez powodu.

Żeby jednak nie być gołosłownym zacytuję tutaj fragment felietonu Ewy Milewicz, z piątkowego wydania tego tytułu, który – moim zdaniem – doskonale ilustruje poziom dialektycznej propagandy uprawianej przez Wyborczą:

Pierwsze słowa prezesa PiS – z cmentarzy, na których pochowano jego politycznych przyjaciół - są jak kaganki oświetlające drogę, którą pewnie podąży teraz PiS. „Musimy podjąć tak nagle przerwane ich dzieło. Być może przegramy, być może owoców naszej pracy nie doczekamy, być może jeszcze nie uda nam się tym razem powrót do Polski. Ale musimy dać świadectwo!” – taki list przysłał Jarosław Kaczyński nad grób Aleksandra Szczygły.

Pierwsze wrażenie po przeczytaniu tego tekstu – ot, zwyczajna mowa pogrzebowa. Ale nie dla Ewy Milewicz. Ta Pani jako „dziennikarka” Gazety Wyborczej widzi znacznie więcej niż przeciętny człowiek – co udowadnia, pisząc:

Dać świadectwo? W państwie demokratycznym? Świadectwo można dawać wtedy, gdy za głoszenie poglądów człowiekowi coś grozi. Więzienie, pobicie, opresja… Dają świadectwo opozycjoniści na Kubie. Dawali świadectwo Lech i Jarosław Kaczyńscy w PRL. Ale czy dziś w Polsce rządzi jakiś reżim?

Milewicz szybko odpowiada sobie na wszystkie nonsensowne pytania, które postawiła. Dochodzi do wniosku, że Jarosław Kaczyński postrzega Donalda Tuska jako dyktatora i zamierza go obalić. Pani „redaktor” oburza się, że – jak sama pisze – rozpocznie się szukanie winnych katastrofy. A winnym – według Ewy Milewicz – okaże się premier Donald Tusk, który zostanie osądzony przed Trybunałem Stanu. Oczywiście w IV RP, no bo jakże by inaczej…

Poziom absurdu i bezmyślności, jaki osiągnięto w tym artykule, możecie dogłębnie przeanalizować na własną rękę – cały felieton umieszczam w źródłach na końcu notki.

Pragnę jeszcze dodać, że po tym, co Ewa Milewicz wyłożyła czytelnikom na drugiej stronie Wyborczej, w następujących później artykułach redaktorzy żalą się, że to >>PiS<< doprowadzi do trwałego podziału społeczeństwa.

W tym miejscu stosownym wydaje się powtórzenie retorycznego pytania, zadanego kiedyś przez Kazika Staszewskiego: Czy Wy nas macie za idiotów?!




22 kwietnia 2010 o godzinie 17:52. Kategorie: Komorowski, Miniblog, Szopka Polityczna, Uroczystości

Chociaż od tragedii pod Smoleńskiem minęło już 12 dni, nadal w całej Polsce odbywają się uroczystości pogrzebowe. Wczoraj miało miejsce pożegnanie Anny Walentynowicz - znanej, lecz niedocenianej działaczki "Solidarności" - na który zjechało się prawie 2 000 osób, wśród nich był m.in. skonfliktowany z nią Lech Wałęsa. Po uroczystości, na jej grobie, zjawili się przedstawiciele Bronisława Komorowskiego, wśród nich Waldemar Strzałkowski, doradca Marszałka Sejmu... pech chciał, że - jak donoszą media - panowie byli pijani.




15 kwietnia 2010 o godzinie 14:01. Kategorie: L. Kaczyński, Media, Miniblog, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Wybory

Po wczorajszym wywiadzie Moniki Olejnik z Pawłem Kowalem mogę stwierdzić bez żadnej wątpliwości - żałoba już się skończyła, zaczęła się kampania. Natomiast po tzw. "spontanicznych manifestacjach" w Krakowie, zorganizowanych w istocie - jak donoszą media - przez Różę Thun i Tomasza Bobrowskiego (przy aktywnym udziale młodzieżówki PO), stwierdzić mogę jedynie, że będzie to kampania wyjątkowo brudna. Szkoda, przez pierwsze 2 - 3 dni wydawało się, że tym razem będzie zupełnie inaczej...




29 marca 2010 o godzinie 20:34. Kategorie: Miniblog, Polityka Krajowa, Prawica, Szopka Polityczna, Wybory

Wśród moich znajomych lament: ...szkoda, że nie wybrali Sikorskiego, tylko tę starą pierdołę... teraz nie mam na kogo głosować! Kaczyński PiSior, to wiadomo, że nie zagłosuję, a poza nim nikt inny nie ma szans... Przepraszam, ale czy tylko ja pamiętam, że Sikorski był od 2005 roku senatorem Prawa i Sprawiedliwości, następnie objął urząd w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, a na początku kariery w parlamencie III RP był członkiem rządu Jana Olszewskiego?!?




06 lutego 2010 o godzinie 13:34. Kategorie: Media, Polityka Krajowa, Prawica, Prawo, Szopka Polityczna

Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, to element projektu Ministerstwa Finansów, związanego bezpośrednio z aferą hazardową. Cała nowelizacja prawa hazardowego w Polsce ma jeden zasadniczy cel – pokazać, że pomimo kompromitacji kilku czołowych polityków PO, sama partia jest czysta, silna i prowadzona przez „żelaznego kanclerza”. Pokazać, a nie udowodnić. To zasadnicza różnica. Chodzi tutaj bowiem tylko o to, by wszystko ładnie wyglądało w telewizji.

Przy okazji tej zasłony dymnej, rząd Donalda Tuska zdecydował się wprowadzić wspomniany już Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Czyli mówiąc wprost – zakazaną konstytucyjnie cenzurę prewencyjną.

Skąd pomysł na takie regulacje? Zielone światło przyszło z Brukseli, gdzie Parlament Europejski przyjął Pakiet Telekomunikacyjny. Co prawda dokument nie okazał się tak restrykcyjny, jak początkowo się obawiano, jednak ciągle pozostawał niebezpieczny. Głównym wnioskiem płynącym z lektury Pakietu, było pozostawienie kontroli i regulacji sieci w gestii podmiotów ustawodawstwa krajowego, nie gwarantując przy tym praktycznie niczego Internautom. Mówiąc prościej – Pakiet Telekomunikacyjny w ostatecznym rozrachunku okazał się dokumentem zezwalającym krajom członkowskim na wprowadzenie internetowej cenzury, jeśli tylko rząd wyrazi taką chęć.

Tusk, jako polityk chełpiący się mianem eurokraty, nie mógł pozostać obojętny wobec takich decyzji w UE. Przy okazji walki z hazardem (i ludźmi pokroju Sobiesiaka) próbuje się dzisiaj przeforsować niebezpieczne dla wolności słowa regulacje. Premier tłumaczył na spotkaniu z internautami, które odbyło się 5 lutego 2010 roku, że celem Rejestru jest walka z pedofilią i hazardem. Dzięki temu sprytnemu zagraniu postawił wszystkich przeciwników proponowanego rozwiązania w roli obrońców gwałcicieli małych dzieci. Samych przeciwników cenzury w Internecie przyciszał też Maciek Budzich, który współorganizował konferencję. Budzich co prawda miał reprezentować internautów, ale dał się poznać jako marionetka na usługach rządu. Wielka szkoda.




08 stycznia 2010 o godzinie 21:26. Kategorie: Kryminał, Polityka Krajowa, Prawo, Szopka Polityczna

Komisja hazardowa działa już od końca zeszłego roku. W listopadzie 2009 wybrano skład i powołano do życia nowe parlamentarne ciało śledcze. Od czasów komisji ds. Afery Rywina, która zatopiła okręt „żelaznego kanclerza” Millera i dodała skrzydeł PiS-owi (głównie za sprawą posła śledczego Ziobry), dzisiejsza komisja jest zdecydowanie najbardziej interesującym organem powołanym przez posłów do wyjaśnienia jakiejś sprawy. Dlatego też nie mogę już dłużej na ten temat milczeć.

Dzieje komisji hazardowej są zawiłe – Sejm najpierw zadecydował, że zasiądzie w niej 7 posłów – 3 z PO: Jarosław Urbaniak, Sławomir Neumann i Mirosław Sekuła; dwóch z PiS-u: Beata Kempa i Zbigniew Wassermann i po jednym z SLD (Bartosz Arłukowicz) i PSL (Franciszek Stefaniuk).

PO – główny podejrzany w aferze – zyskał więc najliczniejszą reprezentację w komisji. Jeśli dodać do tego pana Stefaniuka z koalicyjnego PSL-u wyjdzie na to, że korupcję i prawdopodobieństwo układania się z mafią rząd wyjaśni we własnym gronie. Jest to swoiste spełnienie marzeń każdego kryminalisty - jaki oskarżony nie chciałby stanąć przed sądem złożonym ze swojej żony, dzieci i rodziców?

Jednak Platforma okazała się nawet przy tak sprzyjającym składzie komisji zupełnie nieudolna. Zdecydowała się iść na wojnę z całą opozycją, próbując – zamiast zająć się cmentarnymi dyskusjami Chlebowskiego – badać losy ustawy hazardowej we wszystkich poprzednich rządach. Zamiast spróbować pokazać się jako uczciwa partia, która sama tępi zło we własnych szeregach, zdecydowano się wyrzucić posłankę Kempę i posła Wassermanna. Pojawiły się rozdźwięki w partii. Schetyna, urażony swoją degradacją do roli szefa klubu Platformy Obywatelskiej, coraz bardziej odcina się od Tuska i występuje przeciwko niemu. Krytykuje decyzje premiera, podejmuje działania na własną rękę. Widać coraz większy dysonans pomiędzy „Nowym Dworem” Tuska, a jego starymi pobratymcami.

„PO się ośmiesza, próbuje zamieść sprawę pod dywan!” – takie wypowiedzi coraz częściej słychać na polskich ulicach, w autobusach i wieczornych pubach. Cała sprawa dobitnie pokazuje niski poziom intelektualny reprezentantów Platformy.

Chociażby ostatni przykład – członkowie Komisji Hazardowej zastanawiali się, czy posłanka Kempa jest prawnikiem. Kwestię wykształcenia Kempy podjęli posłowie PO, którzy chcieli wykazać brak jej merytorycznego przygotowania do analizy sprawy hazardowej. Zastawili jednak pułapkę na samych siebie. Wykształcenie posłów jest bowiem bardzo interesującym tematem, zwłaszcza gdy posłowie zaczynają szydzić z tytułu magistra prawa administracyjnego. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się bliżej tej materii i przekonać się jak wyedukowani są posłowie śledczy, którzy muszą zapoznać się, zrozumieć i przeanalizować stosy aktów prawnych i dokumentów.

Zacznijmy od PiS-u: posłanka Kempa jest magistrem prawa administracyjnego. Wassermann jest magistrem prawa.

Najliczniejsza grupa w komisji – posłowie PO – wydaje się już być nieco mniej przygotowana: przewodniczący Sekuła jest magistrem inżynierem CHEMII; bardzo aktywny poseł Urbaniak jest magistrem FILOZOFII, skończył też zarządzanie (co ciekawe, jako zawód podaje „ekonomista”); natomiast Sławomir Neumann ma licencjata z prywatnej uczelni – Wyższej Szkoły Bankowej na wydziale bankowości, uzyskał też tytuł magistra EKONOMII.

Komisyjne przystawki prześwietlimy wspólnie. Bartosz Arłukowicz z SLD to lekarz pediatra, zwycięzca reality-show „Agent”; natomiast Franciszek Jerzy Stefaniuk z PSL… skończył liceum.

Widać więc wyraźnie, że w komisji hazardowej mamy 7 osób, z czego 5 to hołota nie mająca bladego pojęcia o materii prawa z akademickiego punktu widzenia. Jedyne dwie osoby, które ukończyły studia prawnicze, próbowano wyrzucić ze składu komisji. W mediach coraz częściej można usłyszeć komentarze ćwierć inteligentnych publicystów i tzw. ekspertów, w których ci ludzie twierdzą, że PiS nie ma posłów merytorycznie przygotowanych do obrad komisji śledczej. Mówi się o krótkiej ławce rezerwowej Kaczyńskiego i o brakach personalnych.

Na litość! Po lekturze mojego bloga można jednoznacznie stwierdzić, że (łagodnie rzecz ujmując) sympatykiem PiS-u i braci mniejszych nie jestem, jednak bez przesady. Jeśli krytykować, to konkretnie, a nie biadolić bez sensu, ładu i składu, byle tylko dowalić Kaczyńskim (bo to ciągle jeszcze jest modne w „Szkle kontaktowym”). Jeśli mamy już piętnować kogoś za wykształcenie, czy brak odpowiedniego przygotowania do partycypacji w pracach komisji, to do wyboru mamy licealistę, filozofa, chemika, ekonomistę i lekarza pediatrę z reality-show. A jedyne dwie osoby z tego grona posiadające wykształcenie prawnicze proponuję zostawić w spokoju…




28 października 2009 o godzinie 20:37. Kategorie: Polityka Krajowa, Prawica, Szopka Polityczna, Wybory

W polityce ostatnio bardzo gorąco. Podobnie jest także u mnie, dlatego też na blogu chwilowy brak dłuższych tekstów, które wymagają spędzenia nad nimi dłuższej chwili. Do rzeczy jednak.

W czasie, gdy ludzie ekscytują się komisją hazardową, która ma zbadać wszystko poza aferą z ostatnich miesięcy; gdy większość patrzy z zażenowaniem na "wojnę służb"; gdy kolejne kontrowersje budzi sprawa pakietu telekomunikacyjnego , ja polecam Wam temat lokalny. Z lubina.

Działacze PO w iście moherowym stylu odwołują się do swoich wyborców. Hasłem "Bóg ukarał to miasto" zachęcają mieszkańców lublina do wzięcia udziału w referendum odwoławczym prezydenta miasta i głosowaniu przeciw Roberta Raczyńskiego. Wszystko dzieje się pod osłoną nocy, a "partyjni chuligani" mają za wszelką cenę nie dać się złapać.

Początkowo lokalne władze PO wypierają się swojego udziału w całej sprawie, jednak gdy dziennikarze pokazują im materiał nakręcony ukrytą kamerą, zmieniają zdanie...






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: