02 maja 2011 o godzinie 21:01. Kategorie: Kultura, Polityka Zagraniczna, Śmierć, Wojna

W Waszyngtonie i w Nowym Jorku wybuchła euforia. Osama bin Laden (a właściwie Usama ibn Ladin) nie żyje. Informacja podana przez administrację Obamy wywołała falę niepohamowanej radości. Amerykanie czekali na głowę najbardziej rozpoznawalnego terrorysty na świecie już prawie 10 lat.

Urzędnicy z Białego Domu nie kryją się ze swoimi intencjami – celem misji było zabicie ibn Ladina, nie jego pojmanie – mówią bez zbędnej kurtuazji dziennikarzom. Prezydent USA, wraz z przywódcami innych państw Zachodu, „cieszy się, że zatryumfowała sprawiedliwość”. Nasi czołowi politycy – Prezydent, Premier i szef MSZ zgodni byli dziś zwłaszcza w jednym punkcie – śmierć Usamy ibn Ladina to znak, że sprawiedliwość dosięgnie każdego.

Czy jednak aby na pewno strzelenie innemu człowiekowi – jaki by on nie był – za przeproszeniem, „w łeb”, to sprawiedliwość? Od kiedy cywilizacja zachodnia uznaje brutalny, krwawy i bezwzględny samosąd za akt sprawiedliwości? Przecież do niedawna symbolem cywilizowanego rozliczania win była sala sądowa. Zasłużyli na nią członkowie SS osądzeni przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze, a także Saddam Hussajn, dyktator Iraku, stracony po trwającym wiele miesięcy procesie.

Na sprawiedliwość nie zasłużył jednak Usama ibn Ladin. Chociaż wszyscy najważniejsi politycy Zachodu zarzekają się, że zabicie tego terrorysty to „sukces”, to jednak z punktu widzenia rozwoju naszej cywilizacji, wydarzenie to jawi się jako gigantyczny krok wstecz. Strzał w głowę, bez procesu, bez udowodnienia winy i pospieszne zatopienie zwłok w bliżej niezidentyfikowanym miejscu na morzu, nie jest bowiem aktem sprawiedliwości, a jedynie krwawym i bezwzględnym rewanżem.

Czym różnią się tłumy ludzi palące zdjęcie znienawidzonego ibn Ladina, od tłumów podpalających amerykańską flagę czy kukłę prezydenta USA? Czy naprawdę chcemy podążać w tym kierunku? Czy rzeczywiście chcemy iść drogą na której sprawiedliwością nazywa się strzelenie winnemu w łeb, bez procesu, bez udowodnienia jego zbrodni? Na końcu tej drogi znajduje się najpewniej świat, który łatwiej nazwalibyśmy dziś pustynią na Bliskim Wschodzie, niż cywilizowaną zachodnią metropolią. Uważajmy więc z wiwatowaniem.




10 kwietnia 2011 o godzinie 15:52. Kategorie: L. Kaczyński, Politycy, Śmierć, Uroczystości

Sobota od zawsze jest dla mnie okazją do odpoczynku. Po długim tygodniu zawsze śpię parę godzin dłużej, budząc się zazwyczaj w okolicach godziny 10:00. Rok temu było inaczej. Obudziłem się już przed 9:00, postanowiłem jednak nie wstawać i poleżeć sobie jeszcze trochę. W sypialni słyszałem, że któryś z domowników włączył już telewizor.

Nasłuchując jednym uchem zorientowałem się, że jak zawsze w moim domu, telewizor ustawiony jest na któryś z kanałów informacyjnych. Do mojej świadomości dochodziły strzępki słów osób prowadzących telewizyjny program. „Katyń”, „Prezydent”, „Delegacja”… czyli wszystko to, czego można się było spodziewać w dniu obchodów rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Przewróciłem się na drugi bok i bez specjalnego entuzjazmu nasłuchiwałem dalej.

„Katyń”, „Smoleńsk”, „samolot”, „problem”, Lech Kaczyński”, „katastrofa” – w pierwszej chwili, zaspany, nie wiedziałem do czego odnoszą się te słowa. Zaczęły pojawiać się jednak coraz częściej. Ktoś w domu krzyknął „Prezydent nie żyje!”. Otworzyłem szeroko oczy. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem przed telewizor.

W TVN24 Jarosław Kuźniar informował właśnie, że doszło do tragicznej w skutkach katastrofy. Wojciech Olejniczak zakrywał twarz. Kuźniarowi łamał się głos. Zdębiałem.

Po chwili przyszło otrzeźwienie – to nie sen, stało się coś naprawdę okropnego. Pierwsze zawodowe hipotezy, jakie przyszły do głowy młodemu adeptowi politologowi zaraz po przebudzeniu, zakładały 3 wersje rozwoju wydarzeń: » albo mamy do czynienia z tragicznym wypadkiem, » albo ktoś właśnie wypowiedział nam wojnę, pozbawiając nas jednocześnie całego wojskowego dowództwa, » albo – co wydawało mi się najmniej prawdopodobne – mamy do czynienia z atakiem terrorystycznym na miarę amerykańskiego WTC.




12 marca 2011 o godzinie 17:56. Kategorie: L. Kaczyński, Miniblog, Politycy, Śmierć, Uroczystości

Sprawa Dubienieckiego i Adama S., telefony do sędziów z ministerstwa z pytaniem o sprawy kończące się wnioskiem o ułaskawienie, komisja Millera i jej niemożliwy do wykonania eksperyment, Straż Miejska gasząca znicze i konfiskująca wieńce. To wszystko budzi złość u ludzi, którzy chcą uczcić pamięć zmarłego Prezydenta. Czy jest to tylko splot przypadkowych wydarzeń, czy może stoi za tym przemyślana i prawdopodobnie całkiem efektywna strategia - na to pytanie próbuję udzielić odpowiedzi na łamach Salonu24.




14 grudnia 2010 o godzinie 12:30. Kategorie: Komorowski, Kryminał, Polityka Krajowa, Śmierć, Wojna

Polscy żołnierze wyszli na ulice Gdańska, Gdyni, Elbląga i Szczecina 17 grudnia 1970 roku. Legioniści Rzeczypospolitej otwarli ogień do polskich obywateli. Strzelali ostrą amunicją. Strzelali by zabić.

W grudniu 1970 roku zastrzelono – według dostępnych dziś danych – 44 Polaków. Ponad 1160 naszych babć, dziadków i rodziców zostało rannych. Milicja i wojsko, powołane by chronić polski naród, wykonało na nim straszliwą, polityczną egzekucję. Zadaniem funkcjonariuszy było stłumienie fali protestów, które wybuchły po ogłoszeniu drastycznej podwyżki cen na artykuły spożywcze.

Odpowiedzialnością za te hańbiące wydarzenia obarcza się dzisiaj m.in. Wojciecha Jaruzelskiego – ongiś wskazanego w procesie niedemokratycznej elekcji do pełnienia roli Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, obecnie nieformalnego członka Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Bronisławie Komorowskim.

Powszechnie uważa się, że największą przewiną generała Jaruzelskiego jest odpowiedzialność za wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku, podczas którego zginęła nieznana precyzyjnie do dziś liczba Polaków. Nie wolno nam jednak zapomnieć, że człowiek ten odgrywał kierowniczą rolę 11 lat wcześniej, 17 grudnia 1970 roku, kiedy to miejsce miała masakra robotników na Wybrzeżu.

Do niedawna wydawało się, że nie ma i nie może być większej zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, jak zdrada obywateli i zlecanie politycznych morderstw na Polakach. Dzisiaj jednak wiemy, że można zrobić coś o wiele gorszego – nazywać rzeczonego zdrajcę bohaterem i ekspertem, prezydentem wolnej Polski, symbolem przemian. To bowiem nie tylko mijanie się z prawdą, ale też opluwanie pamięci Polaków, tak bestialsko i z zimną krwią zamordowanych pod okiem Wojciecha Jaruzelskiego.




09 sierpnia 2010 o godzinie 20:15. Kategorie: Miniblog, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Śmierć

Dziś pod Pałacem Prezydenckim odbędzie się organizowana przez niejakiego Dominika Tarasa (pseudonim Rambo) i Jakuba Zysnarskiego "Akcja Krzyż". Jej inicjatorzy zgłosili swoją manifestację w Urzędzie Miasta Warszawa, a ten nie znalazł żadnego powodu, by odmówić im prawa do zgromadzenia. Nawet pomimo faktu, że sami organizatorzy zaznaczyli, iż nie gwarantują bezpieczeństwa uczestnikom akcji, że manifestacja ma odbywać się z pogwałceniem ciszy nocnej, że poziom emocji na Krakowskim Przedmieściu jest już bliski apogeum, o czym zresztą szerzej pisałem już dziś tutaj.




Ludzie, którzy nie wierzą w teorię spiskową o zamachu na TU-154M, wyznają teorię jakoby do tragedii doprowadził telefonicznie Jarosław Kaczyński. Ewentualnie jego brat - Prezydent. Ta sytuacja doskonale ilustruje tezę, zgodnie z którą, przeciwległym skrajnościom jest do siebie zdecydowanie bliżej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.




13 kwietnia 2010 o godzinie 21:32. Kategorie: L. Kaczyński, Ludzie, Media, Polityka Krajowa, Śmierć

Prezydent – według wszystkich dziennikarzy i polityków – był naprawdę serdecznym człowiekiem. Osobą ciepłą, otwartą, przyjazną. Być może trochę nieśmiałą, ale jednocześnie odważną. Patriota, wielki człowiek, bohater. Tak mówi się o Lechu Kaczyńskim od soboty.

Pojawiły się zdjęcia, skrzętnie do tej pory ukrywane, na których Prezydent nie ma dziwnej miny, nie ziewa, nie ma zamkniętych oczu. Pojawiły się materiały filmowe, na których jak najbardziej godnie Lech Kaczyński reprezentuje nasz naród. Dziennikarze zaczęli mówić wprost – to był najlepszy prezydent w historii wolnej polski.

Jak do tego ciepłego, miłego i wartościowego człowieka podchodzono jeszcze tydzień temu? Jak traktowali go dziennikarze?! Jaki obraz Lecha Kaczyńskiego prezentowali!?

Irasiad, szalik narodowy na drugą stronę, wykrzywione usta, Roker Perejro… Byli i tacy, którzy zaśmiewali się głośno przytakując, kiedy Prezydenta nazywano chamem, alkoholikiem… Jacek Żakowski stwierdził nawet, z dziennikarską i wręcz lekarską „obiektywnością”, że Lech Kaczyński ma problemy psychiczne.

Prezydenta oskarżano o marnotrawienie środków publicznych. Za duża administracja, za dużo ochrony, za dużo przywilejów. Źle, że wożą go z obstawą, że go chronią. Dla wielu był to znak, że chyba się czegoś boi… Może to jakieś zaburzenia maniakalno-depresyjne – stwierdził z pełną powagą w „Szkle kontaktowym” jakiś yntelygent, popierający partię jedynie słuszną...

Powstały nawet plakaty, na których człowiek podobny do Lecha Kaczyńskiego domaga się BOR-owców i limuzyn. Miał on – o zgrozo! – wyśmiewać rzekomą skłonność Prezydenta do szastania naszymi pieniędzmi.

Dzisiaj dowiadujemy się, że Kaczyńscy byli wyjątkowo skromni. Maria chodziła do przeciętnych sklepów – zazwyczaj piechotą – co dziś poświadczają ekspedientki tam pracujące. Lech był zaś prawdziwym mężem stanu, wzorem do naśladowania dla każdego, wielkim patriotą.

Gdy żałoba minie i media zaczną znów nadawać informacje w właściwy dla siebie sposób – pamiętajmy, jak wielce są nieobiektywne. Jak wiele kłamstw i jadu dziennikarze potrafią wlać w nasze serca i umysły. Pamiętajmy, zwłaszcza teraz, gdy już z typową zawiścią, podnosi się haniebne larum: „Kaczyński? Na Wawelu?! WSTYD!!”.




12 kwietnia 2010 o godzinie 13:00. Kategorie: L. Kaczyński, Śmierć




12 kwietnia 2010 o godzinie 11:58. Kategorie: L. Kaczyński, Miniblog, Polityka Krajowa, Śmierć, Uroczystości

Takiej powagi od tylu dziesiątek tysięcy ludzi się nie spodziewałem. Atmosfera była ciężka - uroczysta i poważna, ale strasznie smutna. Płakałem, do dziś nie potrafię opisać emocji... relacja z mojej wizyty w stolicy jest dostępna dla zainteresowanych na blip.pl.




10 kwietnia 2010 o godzinie 12:29. Kategorie: L. Kaczyński, Polityka Krajowa, Śmierć

Państwo jest sparaliżowane. Ludzie sami ogłosili dziś żałobę narodową, bez żadnego czekania na formalne decyzje, czy narzekania z jej powodu. Dziś wszyscy łączymy się w smutku.

Przyszedł dzień, w którym przyszło mi przeprosić. Za siebie, a także za wszystkich tych, którzy nie rozumieją, co dziś się stało.

Przepraszam za tych wszystkich, którzy źle życzyli.
Przepraszam za swoje wpisy, które nie raz powodowane emocją, stanowią teraz dowód mojej porywczości i młodego wieku.
Przepraszam za tych, którzy dziś narzekają, że śmierć najważniejszych osób w państwie pokrzyżuje im plany.
Przepraszam za wszystkich ignorantów.
Przepraszam za tych, którzy nie wiedzą przed jak wielkim kryzysem stanęliśmy i do jak wielkiej zawieruchy może to doprowadzić.
Przepraszam za tych, którzy nie potrafią się zachować.

Patrząc na tę tragiczną śmierć, na jej ogrom i na polityczne zamieszanie, które jej towarzyszy, życzę nam wszystkim, aby komisja powołana i przewodzona przez Putina, nie doszła do wniosku, że nas - Polaków - należy chronić przed terrorystami, rebeliantami czy innymi elementami wywrotowymi, które można łatwo oskarżyć o tę katastrofę.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: