28 sierpnia 2011 o godzinie 21:31. Kategorie: Korporacje, Medycyna, Miniblog, Prawo

Według obiegowej opinii, przeciwnicy żywności modyfikowanej genetycznie odrzucają ją ze względu na obawy o własny stan zdrowia. Sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Dzięki przemyślanej polityce patentowej i licencyjnej, koncerny produkujące GMO wywłaszczają niewinnych rolników, rujnują życie całym rodzinom, niszczą naturalną żywność...




05 marca 2011 o godzinie 14:10. Kategorie: Komorowski, Politycy, Polityka Krajowa, Prawo, Wybory

Po wyborach parlamentarnych w 2007 roku media obiegła plotka, jakoby bez względu na wynik wyborczy Prezydent Lech Kaczyński miał desygnować do pełnienia roli szefa rządu swojego brata. Spekulacji tej towarzyszyły głosy oburzenia, groźby mówiące o końcu demokracji w Polsce. Ś.p. Lech Kaczyński nie miał jednak zamiaru zmieniać demokratycznego werdyktu wyborczego i na stanowisko Premiera nominował lidera zwycięskiego ugrupowania – Donalda Tuska.

Dzisiaj jednak okazało się, że poszanowanie dla demokratycznej decyzji suwerena jest sprawą niegodną uwagi najwyższych urzędników państwowych. Oto bowiem obecny Prezydent RP, Bronisław Komorowski, w wywiadzie dla „Newsweeka” zakomunikował, że ma suwerenne prawo wybrać kandydata na premiera – dowolnego, zupełnie nie przejmując się wynikiem wyborów.

Komorowski przyznaje, że lider zwycięskiej partii ma największe szanse, ale zaraz nadmienia, że taki polityk nie ma gwarancji. Swoją wypowiedź uzupełnia jednoznaczną sugestią, kto owej pewności z całą pewnością mieć nie może: - Mam nadzieję, że po jesiennych wyborach będę mógł powierzyć misję tworzenia rządu zwolennikom modernizacji, ale i zdrowego rozsądku – mówi głowa państwa.

Oznacza to więc, że Komorowski uznaje wolę obywateli za nieistotną. Demokracja według obecnego prezydenta naszego państwa powinna być ręcznie sterowana, by w razie potrzeby skorygować wynik wyborczy. Komorowski sądzi najwyraźniej, że jego osobiste przekonanie, subiektywna preferencja, są ważniejsze od głosów milionów Polaków. Prezydent łamie tym samym jedyny w Polsce dobry polityczny obyczaj nakazujący respektowanie rezultatu wyborczego.

Jeśli Bronisław Komorowski spełni swoje zapowiedzi po wyborach parlamentarnych, to będzie to moment, w którym formalnie w Polsce skończy się demokracja, pojmowana jako ustrój, w którym osoby pełniące czołowe urzędy państwowe, wskazywane są przez wolnych obywateli.




12 sierpnia 2010 o godzinie 14:10. Kategorie: Gospodarka, Korporacje, Polityka Krajowa, Prawo

Czeka nas drastyczna podwyżka cen paliw. 22 lipca, gdy Polska żyła paradą środowisk gejowskich i kontrowersyjną reklamą piwa Lech, Sejm przyjął projekt ustawy, który przyznaje Ministrowi Finansów szczególne uprawnienia w kwestii podatku akcyzowego.

Na mocy tego aktu prawnego, który czeka jedynie na podpis Prezydenta Komorowskiego, Jan Rostowski będzie mógł, niemal jednoosobowo, podnieść ceny paliwa w całym kraju. Za pośrednictwem rozporządzenia Ministra Finansów, już w tym roku podatek akcyzowy ma wzrosnąć bowiem na tyle, by przychody budżetu z tytułu tego obciążenia, osiągnęły pułap 58 mld PLN.

Dla kierowców oznacza to, że już jesienią tego roku benzyna znacząco podrożeje na litrze. I to w najlepszym przypadku aż o 10 groszy. Rząd planuje bowiem znieść ulgę na biokomponenty, które obecnie są OBOWIĄZKOWO dodawane do każdego rodzaju paliwa. Na elementy pochodzenia roślinnego obowiązuje preferencyjna stawka podatkowa, którą Ministerstwo Finansów ogłosiło – za pozwoleniem Unii Europejskiej – w styczniu 2007 roku. Zgodnie z tym postanowieniem, utrzymano całkowite zwolnienie od akcyzy biokomponentów dodawanych do paliw ciekłych, jak również wprowadzono ulgę od paliw zawierających biokomponenty.

Teraz ma się to zmienić. Budżet na likwidacji ulgi na biokomponenty ma zarobić w tym roku ok. 1,5 mld PLN. To spowoduje, że za litr benzyny Polak będzie musiał zapłacić ok. 10 groszy więcej, zaś litr oleju napędowego zdrożeje o ok. 8–9 groszy.

Dodatkowo wzrost stawki VAT o 1 punkt procentowy podwyższy ceny paliw ok. 3–4 groszy. Niewykluczone jest także, że swoją marżę powiększą także producenci paliw, którzy będą chcieli zrekompensować sobie wyższe koszty utrzymania stacji, związane z podwyżką cen energii elektrycznej i pozostałych mediów.

Tym sposobem, w przyszłym roku za litr benzyny możemy być zmuszeni zapłacić o ok. 16–18 groszy więcej, olej napędowy ma natomiast szanse podrożeć aż o 14–16 groszy. Jak bardzo odbije się to na cenach wszystkich towarów nikomu tłumaczyć nie trzeba. Koszty transportu wzrosną bowiem zauważalnie, a te zawsze zawarte są w cenach nawet najbardziej podstawowych produktów żywnościowych, takich jak chleb, masło czy wędliny.




16 marca 2010 o godzinie 18:19. Kategorie: Media, Polityka Krajowa, Prawo, Teoria, UE

Ministerstwo Finansów oficjalnie wycofało się z pomysłu wprowadzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Miał to być efekt spotkania przedstawicieli internautów z premierem. Debata ta wzbudziła liczne kontrowersje w kwestii jej organizacji. Nie mniej jednak – najważniejszy był ostateczny rezultat.

Tusk oświadczył, że Rejestru nie będzie. Dziennikarze i internauci ogłosili sukces. Ja jednak uważnie wsłuchiwałem się w głosy płynące z ust premiera i zwracałem uwagę, że Tusk ostentacyjnie twierdził, iż wcale nie został przekonany co do słuszności argumentów wysuwanych przez internautów.

Dzisiaj okazuje się, że moje przypuszczenia były słuszne. Wiceminister finansów Jacek Kapica domaga się wprowadzenia prawa, które doprowadzi w konsekwencji do urzeczywistnienia cenzury w sieci. Chodzi o list, jaki Kapica skierował do Macieja Berka, szefa rządowego centrum legislacyjnego i Michała Boniego, szefa doradców premiera Tuska. Wiceminister finansów wnioskuje w nim o utworzenie rozwiązania prawnego, które umożliwi blokowanie dostępu do określonych domen na podstawie wyroku sądowego. Koszty nałożenia takiej blokady spadłyby oczywiście na operatorów sieci. Ci z kolei przenieśliby je pewnie na odbiorcę końcowego – czyli każdego z nas. W efekcie otrzymamy częściowo ocenzurowaną sieć za wyższą cenę. Iście polskie rozwiązanie.




20 lutego 2010 o godzinie 20:03. Kategorie: Miniblog, Polityka Krajowa, Prawica, Prawo, Teoria, Wybory

Jak można było usłyszeć w dzisiejszym wydaniu "Faktów", Platforma Obywatelska i Tusk chcą przyznać 16 latkom czynne prawo wyborcze. Ten zabieg zdecydowanie zwiększy procentowe poparcie dla PO - dzieciaki nie będą głosować w oparciu o racjonalne przesłanki, a raczej wyrażą swoje sympatie przez pryzmat podstawowych uczuć, którymi doskonale steruje nowoczesna machina propagandowa, znana szerzej jako Public Relations czy Idea Placement. W połączeniu ze zmianą godzin, w jakich odbywają się wybory (od godziny 8:00, a nie jak dawniej od 6:00 - eliminacja moherowego elektoratu wracającego z porannej mszy) machinacja ta ma zagwarantować PO "swojego" prezydenta oraz konstytucyjną większość w nowej kadencji.




06 lutego 2010 o godzinie 13:34. Kategorie: Media, Polityka Krajowa, Prawica, Prawo, Szopka Polityczna

Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych, to element projektu Ministerstwa Finansów, związanego bezpośrednio z aferą hazardową. Cała nowelizacja prawa hazardowego w Polsce ma jeden zasadniczy cel – pokazać, że pomimo kompromitacji kilku czołowych polityków PO, sama partia jest czysta, silna i prowadzona przez „żelaznego kanclerza”. Pokazać, a nie udowodnić. To zasadnicza różnica. Chodzi tutaj bowiem tylko o to, by wszystko ładnie wyglądało w telewizji.

Przy okazji tej zasłony dymnej, rząd Donalda Tuska zdecydował się wprowadzić wspomniany już Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Czyli mówiąc wprost – zakazaną konstytucyjnie cenzurę prewencyjną.

Skąd pomysł na takie regulacje? Zielone światło przyszło z Brukseli, gdzie Parlament Europejski przyjął Pakiet Telekomunikacyjny. Co prawda dokument nie okazał się tak restrykcyjny, jak początkowo się obawiano, jednak ciągle pozostawał niebezpieczny. Głównym wnioskiem płynącym z lektury Pakietu, było pozostawienie kontroli i regulacji sieci w gestii podmiotów ustawodawstwa krajowego, nie gwarantując przy tym praktycznie niczego Internautom. Mówiąc prościej – Pakiet Telekomunikacyjny w ostatecznym rozrachunku okazał się dokumentem zezwalającym krajom członkowskim na wprowadzenie internetowej cenzury, jeśli tylko rząd wyrazi taką chęć.

Tusk, jako polityk chełpiący się mianem eurokraty, nie mógł pozostać obojętny wobec takich decyzji w UE. Przy okazji walki z hazardem (i ludźmi pokroju Sobiesiaka) próbuje się dzisiaj przeforsować niebezpieczne dla wolności słowa regulacje. Premier tłumaczył na spotkaniu z internautami, które odbyło się 5 lutego 2010 roku, że celem Rejestru jest walka z pedofilią i hazardem. Dzięki temu sprytnemu zagraniu postawił wszystkich przeciwników proponowanego rozwiązania w roli obrońców gwałcicieli małych dzieci. Samych przeciwników cenzury w Internecie przyciszał też Maciek Budzich, który współorganizował konferencję. Budzich co prawda miał reprezentować internautów, ale dał się poznać jako marionetka na usługach rządu. Wielka szkoda.




08 stycznia 2010 o godzinie 21:26. Kategorie: Kryminał, Polityka Krajowa, Prawo, Szopka Polityczna

Komisja hazardowa działa już od końca zeszłego roku. W listopadzie 2009 wybrano skład i powołano do życia nowe parlamentarne ciało śledcze. Od czasów komisji ds. Afery Rywina, która zatopiła okręt „żelaznego kanclerza” Millera i dodała skrzydeł PiS-owi (głównie za sprawą posła śledczego Ziobry), dzisiejsza komisja jest zdecydowanie najbardziej interesującym organem powołanym przez posłów do wyjaśnienia jakiejś sprawy. Dlatego też nie mogę już dłużej na ten temat milczeć.

Dzieje komisji hazardowej są zawiłe – Sejm najpierw zadecydował, że zasiądzie w niej 7 posłów – 3 z PO: Jarosław Urbaniak, Sławomir Neumann i Mirosław Sekuła; dwóch z PiS-u: Beata Kempa i Zbigniew Wassermann i po jednym z SLD (Bartosz Arłukowicz) i PSL (Franciszek Stefaniuk).

PO – główny podejrzany w aferze – zyskał więc najliczniejszą reprezentację w komisji. Jeśli dodać do tego pana Stefaniuka z koalicyjnego PSL-u wyjdzie na to, że korupcję i prawdopodobieństwo układania się z mafią rząd wyjaśni we własnym gronie. Jest to swoiste spełnienie marzeń każdego kryminalisty - jaki oskarżony nie chciałby stanąć przed sądem złożonym ze swojej żony, dzieci i rodziców?

Jednak Platforma okazała się nawet przy tak sprzyjającym składzie komisji zupełnie nieudolna. Zdecydowała się iść na wojnę z całą opozycją, próbując – zamiast zająć się cmentarnymi dyskusjami Chlebowskiego – badać losy ustawy hazardowej we wszystkich poprzednich rządach. Zamiast spróbować pokazać się jako uczciwa partia, która sama tępi zło we własnych szeregach, zdecydowano się wyrzucić posłankę Kempę i posła Wassermanna. Pojawiły się rozdźwięki w partii. Schetyna, urażony swoją degradacją do roli szefa klubu Platformy Obywatelskiej, coraz bardziej odcina się od Tuska i występuje przeciwko niemu. Krytykuje decyzje premiera, podejmuje działania na własną rękę. Widać coraz większy dysonans pomiędzy „Nowym Dworem” Tuska, a jego starymi pobratymcami.

„PO się ośmiesza, próbuje zamieść sprawę pod dywan!” – takie wypowiedzi coraz częściej słychać na polskich ulicach, w autobusach i wieczornych pubach. Cała sprawa dobitnie pokazuje niski poziom intelektualny reprezentantów Platformy.

Chociażby ostatni przykład – członkowie Komisji Hazardowej zastanawiali się, czy posłanka Kempa jest prawnikiem. Kwestię wykształcenia Kempy podjęli posłowie PO, którzy chcieli wykazać brak jej merytorycznego przygotowania do analizy sprawy hazardowej. Zastawili jednak pułapkę na samych siebie. Wykształcenie posłów jest bowiem bardzo interesującym tematem, zwłaszcza gdy posłowie zaczynają szydzić z tytułu magistra prawa administracyjnego. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się bliżej tej materii i przekonać się jak wyedukowani są posłowie śledczy, którzy muszą zapoznać się, zrozumieć i przeanalizować stosy aktów prawnych i dokumentów.

Zacznijmy od PiS-u: posłanka Kempa jest magistrem prawa administracyjnego. Wassermann jest magistrem prawa.

Najliczniejsza grupa w komisji – posłowie PO – wydaje się już być nieco mniej przygotowana: przewodniczący Sekuła jest magistrem inżynierem CHEMII; bardzo aktywny poseł Urbaniak jest magistrem FILOZOFII, skończył też zarządzanie (co ciekawe, jako zawód podaje „ekonomista”); natomiast Sławomir Neumann ma licencjata z prywatnej uczelni – Wyższej Szkoły Bankowej na wydziale bankowości, uzyskał też tytuł magistra EKONOMII.

Komisyjne przystawki prześwietlimy wspólnie. Bartosz Arłukowicz z SLD to lekarz pediatra, zwycięzca reality-show „Agent”; natomiast Franciszek Jerzy Stefaniuk z PSL… skończył liceum.

Widać więc wyraźnie, że w komisji hazardowej mamy 7 osób, z czego 5 to hołota nie mająca bladego pojęcia o materii prawa z akademickiego punktu widzenia. Jedyne dwie osoby, które ukończyły studia prawnicze, próbowano wyrzucić ze składu komisji. W mediach coraz częściej można usłyszeć komentarze ćwierć inteligentnych publicystów i tzw. ekspertów, w których ci ludzie twierdzą, że PiS nie ma posłów merytorycznie przygotowanych do obrad komisji śledczej. Mówi się o krótkiej ławce rezerwowej Kaczyńskiego i o brakach personalnych.

Na litość! Po lekturze mojego bloga można jednoznacznie stwierdzić, że (łagodnie rzecz ujmując) sympatykiem PiS-u i braci mniejszych nie jestem, jednak bez przesady. Jeśli krytykować, to konkretnie, a nie biadolić bez sensu, ładu i składu, byle tylko dowalić Kaczyńskim (bo to ciągle jeszcze jest modne w „Szkle kontaktowym”). Jeśli mamy już piętnować kogoś za wykształcenie, czy brak odpowiedniego przygotowania do partycypacji w pracach komisji, to do wyboru mamy licealistę, filozofa, chemika, ekonomistę i lekarza pediatrę z reality-show. A jedyne dwie osoby z tego grona posiadające wykształcenie prawnicze proponuję zostawić w spokoju…




30 października 2009 o godzinie 21:11. Kategorie: Ludzie, Media, Prawo, UE, Wybory

Nieco ponad pięć miesięcy temu pisałem, że sprawa ograniczenia wolności Internetu wróci, jak tylko eurokraci rozsiądą się wygodnie na swoich nowych, brukselskich posadach. Fotele już dobrze zagrzane, czas więc najwyższy przystąpić do kontynuacji prac, które tak beztrosko porzucono w pierwszej połowie roku, przed wyborami.

Jak donosi Blackout Europe Polska, była francuska minister kultury, Catherine Trautmann, już zdążyła wykreślić z tzw. Pakietu Telekomunikacyjnego poprawkę 138/46, która gwarantowała, że nikt nie zostanie odcięty od Internetu (bądź poszczególnych jego zasobów) bez wyroku sądu. Cały zapis brzmiał dokładnie tak:

„Żadna restrykcja nie może być nałożona bez uprzedniego wyroku sądu - z wyjątkiem zagrożenia publicznego”

Zapis ten gwarantował, że w UE nie zostanie wprowadzone nic, co chociaż trochę przypominałoby francuskie prawo internetowe, znane pod skrótem HADOPI (od Haute Autorité pour la diffusion des œuvres et la protection des droits sur Internet – czyli Wysokiego Urzędu ds. rozpowszechniania utworów i ochrony praw w Internecie). Już sama nazwa utworzonej we Francji instytucji przywodzi na myśl nie tak dawno zlikwidowany w naszym kraju Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Mówiąc wprost – komunistyczną cenzurę.




05 października 2009 o godzinie 18:56. Kategorie: Kryminał, Polityka Krajowa, Prawica, Prawo

Najogólniej rzecz ujmując lobbing to wywieranie wpływu na organy administracyjne państwa celem osiągnięcia pożądanych decyzji i rozwiązań prawnych. Działanie to opiera się na ściśle określonej strategii komunikacyjnej, która obejmuje m.in. analizę procesu decyzyjnego, politykę danego organu i własne cele. Mówiąc prościej – lobbing to próba uzyskania określonych decyzji politycznych poprzez przekonywanie do swoich racji za pomocą merytorycznych argumentów, z uwzględnieniem interesu ministerstwa, państwa, budżetu i obywateli.

Patologią jest natomiast sytuacja, kiedy Ryszard Sobiesiak spotyka się ze Zbigniewem Chlebowskim i (tutaj cytat) „opierdala go za to, że mówił co innego, że przynajmniej pół roku spokoju”.

Kumoterstwem jest próba załatwienia córce (Magdzie Sobiesiak) intratnej posady w Totalizatorze Sportowym dzięki znajomości z Ministrem Sportu, Mirosławem „Miro” Drzewieckim.

Skandalem są działania Platformy Obywatelskiej:
wzięcie w obronę i przesądzanie o niewinności swoich kolegów przez Ministra Sprawiedliwości – Andrzeja Czumę; brak dymisji dla Drzewieckiego ze strony Premiera RP – Donalda Tuska; ukrywanie Grzegorza „Grzesia” Schetyny – Wicepremiera i Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji - przed opinią publiczną, mimo iż także jego wymieniają Sobiesiak i Kosek; niedopuszczanie do dymisji Wiceministra Gospodarki - Adama Szejnfelda – pomimo samowolnych działań w sprawie ustawy hazardowej; odwetowy atak prokuratury na szefa CBA – Mariusza Kamińskiego – w zemście za ujawnienie afery; tłumaczenie całej sprawy kampanią wyborczą…

Ten rząd się skompromitował. Oskarżenia i niejasności dotyczą coraz większej grupy czołowych urzędników – szefów ministerstw, z premierem Donaldem Tuskiem włącznie. Wicepremier Pawlak broni swojego człowieka, co może sugerować, że także PSL ma w tej sprawie swój udział.

Czas podać się do dymisji! Gdyby to był PiS telewizje i gazety już dawno podjęły by ten temat. Z PO jest inaczej, dziennikarze jakby bardziej przychylni… Ale takich patologii tolerować po prostu nie można! Nie ma co liczyć na honorową rezygnację Tuska i PO. Tym ludziom władzę trzeba będzie wyrwać z rąk. Niestety.




01 października 2009 o godzinie 19:15. Kategorie: Kryminał, Polityka Krajowa, Prawica, Prawo

Automaty do gier o niskiej wygranej są szczególnie istotne dla polskiego półświatka. Dzięki nim lokalne rzezimieszki, jak również zorganizowane grupy przestępcze, są w stanie prać brudne pieniądze. Każdy nielegalny dochód można przepuścić przez jednorękiego bandytę i zaksięgować go zgodnie z prawem. Dlatego też sprawa, nazwana pospieszne „aferą hazardową”, jest czymś więcej niż tylko nieprzyzwoitym lobbingiem.

Chlebowski, na którego spadają największe rózgi w związku z automatami do gier, nie pierwszy raz występował w obronie właścicieli tego biznesu. Kiedy w lipcu 2002 r. rząd SLD-PSL złożył w Sejmie projekt nowelizacji legalizującej automaty o niskich wygranych, Chlebowski zgłosił poprawkę obniżającą ryczałtowy podatek od automatu z 200€ do 50€ miesięcznie. Tłumaczono to tym, że niższy podatek ma być skuteczną metodą na wyeliminowanie tzw. szarej strefy. Ostatecznie – w lutym 2003 r. - stanęło na tym, że podatek ustalono na kwotę 50€. Co rok miał on być podnoszony o 25€, aż do kwoty 125€/miesięcznie. I tak znacznie mniej, niż ustawa zakładała na początku…

Chlebowski dzisiaj ogłosił oddanie się do dyspozycji władz PO. Premier na konferencji prasowej zaznaczył, że główny bohater rozmów, które upubliczniła „Rzeczpospolita”, „NA RAZIE nie powinien pełnić swoich funkcji”. Zaraz jednak dodał, że „nie zamierza go dyscyplinarnie karać”.

Platforma Obywatelska próbuje zdyskredytować CBA oraz samego Kamińskiego. Ma to odwrócić uwagę od głównych zarzutów, jakie kieruje się w stronę partii rządzącej. Pozostawienie Kamińskiego na czele CBA okazało się politycznym majstersztykiem PO. Jest on rodzajem bezpiecznika dla Tuska i jego kolegów. Gdy wyjdzie na jaw jakakolwiek sprawa korupcyjna, zawsze można będzie nazwać ją politycznym atakiem pisiorów. Wiadomo przecież z jakiego nadania jest Kamiński…






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: