04 września 2011 o godzinie 21:08. Kategorie: J. Kaczyński, Media, Miniblog, Politycy, Tusk, Wybory

Tradycyjna przedwyborcza rozmowa o wynikach rządzenia i propozycjach na przyszłość, z czasem przeistoczyła się w zwyczajną pyskówkę. We współczesnych polskich debatach politycznych wygrywa ten, kto dosadniej "przywali" oponentowi. Nie chodzi o argumenty czy predyspozycje i przygotowanie do rządzenia, chodzi show, polityczny teatr.




16 maja 2011 o godzinie 20:56. Kategorie: Kryminał, Politycy, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Tusk

Premier Donald Tusk wypowiedział kolejną już w tej kadencji wojnę. Tym razem, po pedofilach, hazardzistach i sprzedawcach dopalaczy, przyszła pora na kibiców. A precyzyjniej rzecz ujmując, na zadymiarzy.

Owi zadymiarze, zwani ongiś kibolami, to po prostu stadionowi bandyci, stanowiący zagrożenie dla normalnych kibiców piłkarskich, a także dla samych drużyn i polskiej piłki nożnej jako takiej. Walka z nimi, w przeciwieństwie np. do wspomnianej już wojny z hazardem, nie budzi więc większych kontrowersji. Z przestępcami, którzy fizyczną przemoc przybrali sobie za swój atrybut, trzeba walczyć z całą bezwzględnością.

Jednak czy zamykanie stadionów dla wszystkich kibiców stanowi dobry środek w walce ze zjawiskiem okołopiłkarskiego bandytyzmu? Śmiem wątpić. Mieliśmy okazję przekonać się podczas zamkniętych meczów w Warszawie i Poznaniu, że kibice na takie spotkania i tak przychodzą. Stoją pod stadionami, manifestują swoje niezadowolenie, ich środowisko się konsoliduje. Tym sposobem zwykli kibice walczą ramię w ramię z kibolami, broniąc wspólnej sprawy.

Sami zadymiarze mają się przy tym świetnie. Co prawda nie demolują stadionów (co wbrew pozorom nie zdarza się tak często), ale nadal czują się panami na osiedlach i ulicach polskich miast. Problem kiboli, to bowiem nie tylko zadymy na stadionach w czasie meczów. To patologia dużo szersza, dająca się we znaki często ludziom kompletnie niezainteresowanym rodzimym futbolem.




27 kwietnia 2011 o godzinie 20:45. Kategorie: Politycy, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Tusk

Okazało się dziś, że zadaniem Ministra Finansów nie jest dbanie o dobrą kondycję finansów państwa, w tym współdecydowanie o wysokości podatków czy kształcie budżetu. Nie. Zadaniem Ministra Finansów jest – jak powiedział Premier Donald Tusk – skuteczna dbałość o reputację finansową państwa w odniesieniu do konkurentów. Czyli mówiąc bez ogródek – główną kompetencją ministra Rostowskiego jest uprawianie rządowej propagandy. Okazało się więc, że za finanse publiczne w tym rządzie nikt nie odpowiada.

Owego braku odpowiedzialności dowodzą zresztą także działania rządu w innych dziedzinach.

Przy okazji afery stoczniowej okazało się, że rząd nie odpowiada za upadek polskiego przemysłu stoczniowego. Chociaż planowano sprzedaż tej gałęzi gospodarki w ręce tajemniczego katarskiego inwestora, którego najpierw miało nie być, a który następnie okazał się człowiekiem powiązanym z bliskowschodnimi terrorystami.

Po wybuchu afery hazardowej wydawało się, że rząd odpowiada co najmniej za swoich skorumpowanych ministrów. Szybko jednak okazało się, że afery nie było, osoby w nią zamieszane zostały uznane przez niezależną prokuraturę (pod wodzą Edwarda Zalewskiego) za niewinne, a cała sprawa to zwykła prowokacja byłego już szefa CBA Mariusza Kamińskiego. PiS-owca, rzecz jasna. Więc nawet gdyby rząd chciał, to po prostu nie ma za co wziąć odpowiedzialności.

Tak samo jak Cezary Grabarczyk, który jak powszechnie wiadomo, nie ma nic wspólnego ze stanem polskich kolei, pomimo że jest Ministrem Infrastruktury. Gdy ludzie wsiadali do pociągów przez okna, a podróż odbywali w toalecie, okazało się, że odpowiedzialnym za ten stan rzeczy jest podwładny ministra. A sam minister za swoich podwładnych nie odpowiada.

Gdy w Mirosławcu rozbiła się wojskowa CASA, Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich złożył rodzinom 20 wojskowych szczere kondolencje z powodu tego wypadku. Jednak jak powszechnie wiadomo, wypadki zdarzają się przypadkiem, więc nie sposób za taki zbieg okoliczności odpowiedzieć. Zwłaszcza własnym stanowiskiem.

Gdy w Smoleńsku rozbił się rządowy – podkreślmy: rządowy samolot, reguła znowu się potwierdziła. Okazało się, że nie tylko minister Klich nie ma z tą tragedią nic wspólnego, ale że w ogóle samolot nie był rządowy, tylko prezydencki. Więc jeśli ktoś odpowiada za śmierć 96 pasażerów zajmujących pozycje kluczowe dla funkcjonowania państwa, to na pewno nie rząd. Już prędzej Prezydent. Oczywiście były, nie obecny.

Na tej samej zasadzie dzisiaj okazuje się, że minister Rostowski nie odpowiada za ceny paliw, za gigantyczne zadłużenie publiczne (tylko w 2010 roku – według danych Ministerstwa Finansów – powiększyło się o kolejne 80 miliardów zł!), za powszechną drożyznę. Za podwyżkę cen wszystkiego nie odpowiada dosłownie nikt. To wina ludzi, którzy kupują, bo się boją, że zdrożeje – tak jak z cukrem, który zdrożał, bo ludzie go kupowali. Fakt, że z początkiem tego roku rząd podniósł podatek VAT do 23% oczywiście nie ma wpływu na poziom cen w sklepach. A nawet jeśli ma, to powoduje tylko obniżkę cen – jak tłumaczyli nam jeszcze w grudniu 2010 r. politycy Platformy.

Tak samo będzie, gdy ceny paliwa przekroczą 5,50 zł za litr. No bo przecież zniesienie ulgi na biokomponenty, tak samo jak wymóg ich stosowania, to decyzje które pojawiły się w próżni. W próżni, która bezsprzecznie panuje podczas obrad Rady Ministrów Donalda Tuska.




16 lutego 2011 o godzinie 21:20. Kategorie: Gospodarka, Ludzie, Media, Politycy, Tusk, Wybory

W ostatnich dniach wśród krytyków Platformy Obywatelskiej panują iście szampańskie nastroje. Sondaże pokazują nawet kilkunastoprocentowe straty poparcia partii rządzącej, od PO odwracają się gwiazdy popkultury, a nowej pracy szuka już powoli główny PR-owiec Tuska, Igor Ostachowicz.

Zmiany w nastrojach społecznych wskazywałyby na zmęczenie kwiecistą, aczkolwiek pustą retoryką rządu. Wydaje się, że podwyżka podatków, wzrost opłat akcyzowych, dramatycznie wysoki poziom publicznego zadłużenia, afera stoczniowa i hazardowa, totalny paraliż kolei i krytyka ze strony prof. Balcerowicza zrobiły swoje.

Jednak gdy uważnie wsłuchamy się w argumenty medialnych autorytetów i zwykłych obywateli, zauważymy niebezpieczną i daleko posuniętą bezrefleksyjność. Głosowałem na PO, bo bałem się PiS-u; PO zawiodła mnie; Platforma się wypaliła; PO nie jest już sexy – to zdania powtarzane w ostatnim czasie niczym mantra.

Oczywiście nie ma w nich niczego złego, niezadowolenie z rządu Tuska jest naturalną reakcją każdego zainteresowanego życiem publicznym obywatela. Niestety, wyborcy porzucający Platformę nie wykazują się aż tak głęboką refleksją.




31 grudnia 2010 o godzinie 11:15. Kategorie: Komorowski, Miniblog, Politycy, Tusk, Uroczystości, Wybory

W sylwestrowy poranek 2010 pragnę życzyć Wam, moi drodzy, rozsądnych wyborów w drugiej połowie nowego roku. Oby udało się nam wszystkim wyciągnąć wnioski z gigantycznego zadłużenia, podwyżki podatków, słabości państwa na arenie międzynarodowej, afery hazardowej i stoczniowej, paraliżu kolei, fiaska budowy dróg, nieudolności przy wyjaśnianiu katastrofy smoleńskiej, z prezydenta opowiadającego w GMF o bigosowaniu, deklarującego wystąpienie z NATO, a także z premiera łamiącego niemal każdą obietnicę zawartą w wygłoszonym w 2007 roku expose. Życzę Wam wszystkim, a także sobie, szczęśliwych nowych wyborów i hucznego upadku rządu Donalda Tuska.




02 września 2010 o godzinie 21:04. Kategorie: Gospodarka, Polityka Krajowa, Tusk, Uroczystości

Ocena rządu Donalda Tuska może być (i jest) różna. Jedni postrzegają obecnego premiera jako męża stanu, inni pukają się w czoło słysząc takie opinie. Jest jednak rzecz, co do której w społeczeństwie panuje pełna zgoda. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Tuska zgadzają się bowiem, że rząd Platformy Obywatelskiej w bardzo dużym stopniu skupia się na swoim wizerunku. Public Relations zostało właściwie wypromowane i spopularyzowane w społeczeństwie przez ekipę PO.

Polityka wizerunkowa partii Tuska oparta została o jeden, bardzo solidny i w miarę bezpieczny filar. Jest nim Prawo i Sprawiedliwość, a zwłaszcza lider tego ugrupowania – Jarosław Kaczyński. Gdy tylko coś zaczyna iść nie tak, gdy wokół premiera dzieje się źle, niemal natychmiast okazuje się, że u podstaw problemu leży PiS.

Tak było z aferą hazardową (politycy PO argumentowali, że nie było żadnej afery, a cała sprawa została wymyślona i sztucznie rozdmuchana przez PiS), było tak z podwyżką VAT-u (mówiono: „musimy podnieść podatki, bo ten zły PiS je obniżył i przez to teraz w kasie państwa są pustki”), nie inaczej jest i dziś – ws. „Solidarności”.




22 sierpnia 2010 o godzinie 14:03. Kategorie: J. Kaczyński, Polityka Krajowa, Prawica, Teoria, Tusk

Polityka jest sferą, w której łączą się ze sobą wszelkie przejawy ludzkiej aktywności. To parlamentarzyści tworzą prawo, decydując przy tym, co nam – obywatelom – wolno, a czego robić nie możemy. Biorąc więc pod uwagę istotę polityki, kluczowym problemem staje się dobór odpowiednich, kompetentnych kadr.

W XXI wieku aspekt programowy odgrywa jednak rolę poboczną. Stanowi dodatek dopełniający i legitymizujący istnienie całości. Chociaż istotą władzy jest możliwość zmieniania prawa, to współcześnie niewiele osób zdaje się o tym pamiętać. Pełne idei i rozwiązań partie kadrowe zostały wyparte przez merytorycznie puste, ale nadzwyczaj skuteczne partie typu wyborczego.

Dla zwykłego obywatela oznacza to łatwiejszy dostęp i lepsze zrozumienie tego, co obecnie nazywamy „polityką”, a co w rzeczywistości stanowi jedynie kiepską projekcję jej prawdziwej natury, wytworzoną na potrzeby masowego odbiorcy. Dziś nikogo nie rozpala informacja o podwyżce podatków, zwłaszcza że została podana wraz z mętnymi obietnicami jej czasowego charakteru. Wielkie zainteresowanie wzbudziła za to, nieistotna z punktu widzenia interesów obywateli, wojna o krzyż w Warszawie.

Współcześnie sejmowe debaty oglądają niemal wyłącznie maniacy (tacy jak ja). Reszcie wystarczy serwis informacyjny, w którym kilkugodzinną dyskusję streszcza się w dwuminutowym materiale, z dziennikarskim komentarzem, wskazującym odbiorcy jak daną sprawę należy interpretować.

Sytuację tę doskonale rozumie premier Donald Tusk i jego polityczno-medialne zaplecze. Ważne, by dobrze wyglądać, mówić z dużą pewnością siebie, wygrywać językowe potyczki. Treść w polityce XXI wieku schodzi na dalszy plan. Chyba, że są to obietnice wyborcze, które zresztą wyjątkowo szybko ulatniają się z pamięci – tak rządzących, jak rządzonych.

W nowych okolicznościach nie potrafi odnaleźć się Prawo i Sprawiedliwość. A precyzyjniej - jego wpływowa część, z prezesem Jarosławem Kaczyńskim na czele. Jak twierdzi Eryk Mistewicz, PiS uprawia XIX wieczną politykę. W tej tezie jest sporo racji.




30 lipca 2010 o godzinie 20:53. Kategorie: Gospodarka, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Tusk

Bezpieczeństwo przede wszystkim, bez względu na koszta. Zdaje się, że ta zasada zawsze obowiązuje w odniesieniu do tzw. VIP-ów, a tragiczne, kwietniowe wydarzenia tylko utwierdziły elity w słuszności takiego postępowania. Przykład na tym polu daje premier Donald Tusk, który jest niekwestionowanym liderem piłkarskich spotkań rządowej ekipy Platformy Obywatelskiej.

Takie mecze, z udziałem najważniejszych osób w państwie, odbywają się średnio dwa razy w tygodniu. Rywalizacja trwa zazwyczaj około dwóch godzin, a samo dopuszczenie do rozgrywek uważane jest w łonie PO za wielki zaszczyt i dowód zaufania lidera partii. Jednak zanim jeszcze zawodnicy wybiegną na murawę, teren oblatuje policyjny helikopter – Sokół.

Godzina pracy maszyny kosztuje ok. 4.000 PLN. Jak łatwo więc policzyć, jedno prywatne spotkanie premiera i jego kolegów „przy piłce” kosztuje podatników bagatela 8.000 PLN. Biorąc pod uwagę że spotkania odbywają się w każdy wtorek i czwartek, łatwo policzyć, że tygodniowo Donald Tusk na swoją przyjemność wydaje 16.000 PLN z państwowej kasy.

Jest to szczególnie oburzające, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Platforma Obywatelska stała się – dość niespodziewanie dla wyborców – orędownikiem wyższych podatków i zwolennikiem zaciskania pasa. Postulowana wyższa składka VAT oznacza, że podrożeje wszystko. Także żywność – wzrosną bowiem koszty jej produkcji, transportu, a i sklepikarz zapłaci więcej za swoją comiesięczną działalność. To z kolei odbije się niemal wyłącznie na odbiorcach końcowych, czyli konsumentach. Więc na wszystkich obywatelach.

Tymczasem władza jednak bawi się w najlepsze – nie tylko kopiąc piłkę za 16.000 PLN tygodniowo, ale także zatrudniając 40.000 (słownie: czterdzieści tysięcy) nowych urzędników w przeciągu zaledwie roku!

Wyborcom trudno uwierzyć, że wszystko to robi ugrupowanie, które w 2007 roku wygrało wybory głosząc hasło „Taniego Państwa”, racjonalizacji wydatków na administrację, niskich podatków. I wyborcy nadal nie wierzą. Słuchają przemówień swojego premiera, który stara się przekonać ich, kolejny już raz, że „to wszystko wina PiS-u”. Ludzie przecierają oczy i zastanawiają się, czy Tusk mówi prawdę.

Trudno bowiem zwalić wszystko na głównego politycznego oponenta, gdy helikopter nadal lata, ubezpieczając piłkarskie wyczyny premiera.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: