30 maja 2010 o godzinie 16:50. Kategorie: J. Kaczyński, Komorowski, Napieralski, Pawlak, Wybory

Ostatni tydzień to delikatne przyspieszenie wyborczego wyścigu do Pałacu Prezydenckiego. Wydarzeń, które wypływają na ogólną ocenę kampanii kandydatów jest coraz więcej. Platforma Obywatelska delikatnie odchodzi od wojennej retoryki w swojej kampanii, nie rezygnując jednak całkowicie z antagonizowania swojego elektoratu z wyborcami konkurencji.

Nagłe obsadzanie stanowisk przez p.o. głowy państwa Marszałka Sejmu doprowadziło do pierwszych kampanijnych zgrzytów w koalicji rządzącej. Jedyną osobą, która w sensie wyborczym wyraźnie zyskuje na zamieszaniu wokół kandydata na szefa NBP – Marka Belki – okazał się Waldemar Pawlak.

Wahania w ocenie kampanii czterech kandydatów w tym tygodniu były niewielkie – spadki w granicach 3-4 punktów nie mają bowiem znaczącego wpływu na ostateczne miejsce kandydata w rankingu. Natomiast 6 punktowy wzrost Waldemara Pawlaka sprawił, iż przegonił on kandydata lewicy – Grzegorza Napieralskiego w porównaniu do zeszłotygodniowego barometru.

Szczegółowe wyniki barometru za okres 16.05.2010 – 22.05.2010:




23 maja 2010 o godzinie 15:00. Kategorie: J. Kaczyński, Komorowski, Napieralski, Pawlak, Polityka Krajowa, Wybory

Tegoroczne wybory prezydenckie są wyjątkowe – upływają pod znakiem nieszczęść, z którymi kandydaci wyraźnie nie potrafią sobie poradzić. Ostatni tydzień był wyjątkowo gorący jeśli chodzi o kampanijne zabiegi. Starania sztabów czołowych partii nie zawsze jednak wychodziły im na dobre.

Poniżej przedstawiam moją ocenę toczącej się kampanii wyborczej, wraz z sytuacjami, które wpłynęły na końcową pozycję w rankingu. Za każde podjęte działanie kandydat może zyskać lub stracić maksymalnie 10 punktów. Komorowski, Kaczyński, Pawlak i Napieralski – czyli czterej kandydaci, których biorę pod uwagę, zaczynali od wyjściowego pułapu 50 punktów. Ponieważ kampania jest krótka, za każdy dzień, kiedy kandydat nie przebił się do mainstreamowych mediów z własnym przekazem, odejmowałem jeden punkt. Na ocenę kandydata wpływa też zachowanie jego otoczenia i partii, z ramienia której występuje.

Szczegółowe wyniki barometru za okres 16.05.2010 – 22.05.2010:




11 maja 2010 o godzinie 20:16. Kategorie: J. Kaczyński, Komorowski, Szopka Polityczna, Wybory

Po tym, jak prawica doszła do władzy w 2005 roku PO i PiS podzieliły pomiędzy sobą elektorat, a tym samym całe społeczeństwo. Partia braci Kaczyńskich zyskała opinię gwałtownej, impulsywnej formacji pełnej pieniaczy. Media, a także sympatycy Donalda Tuska, wykreowali wyborcę Prawa i Sprawiedliwości jako osobę w podeszłym wieku, bez wykształcenia, noszącą moherowy beret i ciskającą obelgi na prawo i lewo.

Wyśmiewano rozgoryczenie i złość elektoratu PiS-u. Ukazywano ślepe ataki zwolenników i polityków tej partii. Bezlitośnie obnażano także fizyczną agresję względem ludzi o odmiennych poglądach:


Platforma Obywatelska w obliczu takiego zachowania oponenta nie musiała robić wiele. Wystarczyło pokazać się w mediach na zasadzie kontrastu: „Oni są agresywni, my – spokojni”; „Oni są głupi, my – inteligentni”; „Oni się kompromitują, my – odnosimy sukcesy”.

Metoda ta okazała się niezwykle skuteczna – Platforma Obywatelska zyskiwała w sondażach z dnia na dzień, aż do 2007 roku, kiedy to Tusk zdecydowanie wygrał przyspieszone wybory parlamentarne. Niektórzy ludzie i dziennikarze cieszyli sięwreszcie będzie spokój, wreszcie można zasnąć bez obaw, że ktoś nas kompromituje!




08 maja 2010 o godzinie 15:58. Kategorie: J. Kaczyński, Komorowski, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Wybory

Donald Tusk, expose (2007 r.): Nie ma solidarności bez miłości. I ja wiem, że niektórzy na tej sali czasami uśmiechają się wątpiąc w to, że te słowa mają głęboki sens. Ja wierzę, bardzo wierzę w sens tych słów. I wiem jedno, prędzej czy później wy, i wy w sens tych słów też uwierzycie, bo one naprawdę mają głęboki sens.

Kiedy pod koniec 2007 roku Donald Tusk obejmował urząd premiera, wiele mówiło się o spokoju, jaki rządy Platformy Obywatelskiej miały zaprowadzić. Dziennikarze cieszyli się, że wreszcie my, Polacy budzimy się spokojnie i zasypiamy spokojnie. Partia Tuska wygrała dzięki koncepcji polityki miłości, która miała być lekarstwem na notoryczne dzielenie narodu na tych, którzy stoją tam gdzie wtedy i na tych gorszych, którzy stoją tam, gdzie stało ZOMO. Medialny przekaz w dużym skrócie można streścić w jednym zdaniu: PO poprowadzi politykę dojrzalszą, mniej awanturniczą, bardziej otwartą.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę, nie sposób bowiem bronić tutaj Jarosława Kaczyńskiego i próbować udowodnić, że jego retoryka była ze wszech miar dyplomatyczna, stonowana i odpowiednia. Nie, nie była.

Platforma Obywatelska wygrała jednak wybory na fali antypisu. I był to właściwie diadem w zwycięskiej koronie ugrupowania Donalda Tuska. Polska miała być silna, ale otwarta, niezależna, ale jednocześnie dojrzała, stanowcza, ale skora do współpracy. Była to najważniejsza obietnica wyborcza PO. Co z niej zostało?






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: