04 września 2011 o godzinie 21:08. Kategorie: J. Kaczyński, Media, Miniblog, Politycy, Tusk, Wybory

Tradycyjna przedwyborcza rozmowa o wynikach rządzenia i propozycjach na przyszłość, z czasem przeistoczyła się w zwyczajną pyskówkę. We współczesnych polskich debatach politycznych wygrywa ten, kto dosadniej "przywali" oponentowi. Nie chodzi o argumenty czy predyspozycje i przygotowanie do rządzenia, chodzi show, polityczny teatr.




24 sierpnia 2011 o godzinie 21:47. Kategorie: Media, Miniblog

Przewodniczący sejmowej komisji ds. politycznych nacisków na służby specjalne pomylił role, miał potwierdzić medialne spekulacje nt. praktyk rządu Jarosława Kaczyńskiego, a zaczął bawić się w sąd. Zamiast dziennikarzom, dał wiarę dowodom. To, według Kamila Durczoka, największa wada zmienionego dziś raportu.




23 maja 2011 o godzinie 20:45. Kategorie: Kryminał, Media, Polityka Krajowa

Wyobraźcie sobie Państwo, co by się stało, gdyby były szef FBI, np. Louis Joseph Freeh, powiedział w wywiadzie, że za kadencji Billa Clintona stało się jasne, że Partia Demokratyczna brała udział w praniu brudnych pieniędzy dla mafii, a za część z nich opłacała swoją działalność. Gdyby Freeh dodał do tego, że śledztwu w tej sprawie ukręcono łeb ze względu na polityczne konotacje ówczesnego Prezydenta USA, skandal były podwójny i zapewne bardzo szybko pojawiłyby się głosy sugerujące, że to sprawa kilkakrotnie większa od afery Watergate.

Taka sytuacja, w mikroskali i w krzywym zwierciadle, miała miejsce dzisiaj w Polsce. Tygodnik „Uważam Rze” opublikował w poniedziałek obszerny wywiad z byłym szefem CBA (które, tak jak FBI, zajmuje się m.in. dochodzeniami ws. wysoko postawionych osób, także członków rządu federalnego i administracji państwowej) Mariuszem Kamińskim.

Z rozmowy przeprowadzonej przez Cezarego Gmyza i Piotra Zarembę dowiadujemy się, że CBA jest w posiadaniu zeznań świadka koronnego, z których wynika, że Mirosław Drzewiecki, w czasach gdy był skarbnikiem raczkującej wtedy Platformy Obywatelskiej, utrzymywał stałe kontakty z gangsterami z mafii pruszkowskiej i był zaangażowany „w proceder legalizowania pieniędzy mafii, czyli prania brudnych pieniędzy”. Mało tego, Kamiński dodaje, że „z informacji tych wynikało również, że część tych środków została przeznaczona na nielegalne finansowanie Platformy Obywatelskiej”.

Warto też zwrócić uwagę, że to tylko jeden z wielu zarzutów, które stawia w rozmowie z redaktorami „Uważam Rze” były szef CBA. Pozostałe dotyczą zażywania kokainy, przyjmowania łapówek, ręcznego sterowania prokuraturą w niewygodnych dla siebie sprawach… Skandal?




09 kwietnia 2011 o godzinie 20:52. Kategorie: Media, Miniblog

Zadebiutowałem dzisiaj na ekranie, a konkretnie na "Nowym Ekranie". Pod tą nazwą kryje się bowiem niedawno uruchomiona, prężnie rozwijająca się platforma blogerska, będąca - zarówno z zewnątrz jak i od środka - nowocześniejszą wersją Salonu24. Zapraszam Was na mojego bloga w tym serwisie, gdzie piszę dziś o podmianie tablic w Smoleńsku w kontekście rosyjskiej polityki historycznej.




16 lutego 2011 o godzinie 21:20. Kategorie: Gospodarka, Ludzie, Media, Politycy, Tusk, Wybory

W ostatnich dniach wśród krytyków Platformy Obywatelskiej panują iście szampańskie nastroje. Sondaże pokazują nawet kilkunastoprocentowe straty poparcia partii rządzącej, od PO odwracają się gwiazdy popkultury, a nowej pracy szuka już powoli główny PR-owiec Tuska, Igor Ostachowicz.

Zmiany w nastrojach społecznych wskazywałyby na zmęczenie kwiecistą, aczkolwiek pustą retoryką rządu. Wydaje się, że podwyżka podatków, wzrost opłat akcyzowych, dramatycznie wysoki poziom publicznego zadłużenia, afera stoczniowa i hazardowa, totalny paraliż kolei i krytyka ze strony prof. Balcerowicza zrobiły swoje.

Jednak gdy uważnie wsłuchamy się w argumenty medialnych autorytetów i zwykłych obywateli, zauważymy niebezpieczną i daleko posuniętą bezrefleksyjność. Głosowałem na PO, bo bałem się PiS-u; PO zawiodła mnie; Platforma się wypaliła; PO nie jest już sexy – to zdania powtarzane w ostatnim czasie niczym mantra.

Oczywiście nie ma w nich niczego złego, niezadowolenie z rządu Tuska jest naturalną reakcją każdego zainteresowanego życiem publicznym obywatela. Niestety, wyborcy porzucający Platformę nie wykazują się aż tak głęboką refleksją.




22 grudnia 2010 o godzinie 12:01. Kategorie: J. Kaczyński, L. Kaczyński, Media, Prawica, Uroczystości

Gazeta Wyborcza na tydzień przed Wigilią Bożego Narodzenia zaserwowała swoim czytelnikom wstrząsający obraz ciała ś.p. Lecha Kaczyńskiego po katastrofie smoleńskiej. Jarosław Kaczyński stwierdził natomiast, że w sarkofagu na Wawelu znajduje się trumna z jakimś obcym mu człowiekiem. Tegoroczny okres przedświąteczny okazał się niebywale ohydnym polskim piekiełkiem.

Wojciech Czuchnowski w tekście Jak znaleziono ciało Lecha Kaczyńskiego opisał ze szczegółami potwornie zniszczone doczesne szczątki Prezydenta RP. W swoim tekście wspomina o zmiażdżonej głowie, urwanych kończynach, poszarpanym ciele. Daje masom czytającym Wyborczą to, czego tak bardzo potrzebowały: obraz zniszczonego, pokonanego wroga. Czyni to jednak z zastrzeżeniem, że publikacja tego tekstu nie miała by miejsca, gdyby nie stanowisko Jarosława Kaczyńskiego, wyrażone za pośrednictwem mecenasa Rogalskiego.

Za treści publikowane w Gazecie Wyborczej odpowiada więc prezes PiS. W jaki sposób? Ano w taki, że najpierw ustami swojego prawnika, a później osobiście zadeklarował, że nie rozpoznał ciała Lecha Kaczyńskiego po przetransportowaniu go do Polski. Były premier miał zidentyfikować brata w Smoleńsku, jednak do kraju przetransportowano – jak wyraża się sam zainteresowany – „jakiegoś innego człowieka”.

Nie jestem w stanie pojąć dlaczego Jarosław Kaczyński nie protestował zaraz po przewiezieniu ciała Prezydenta RP do Polski. Przecież nikt by chyba nie pozwolił, aby zamiast bliskiej osoby pochowano jakieś „obce ciało”. Protest przed pochówkiem byłby także dobrym ruchem politycznym na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi – byłby ostateczną kompromitacją rządu i zdemaskowaniem prawdziwych rosyjskich intencji. Chyba, że Jarosław Kaczyński dzisiaj kłamie.

Nie chcę rozstrzygać kto ma rację w tym gorszącym sporze. Pragnę jedynie zasygnalizować, że to co dzieje się nad trumną Lecha i Marii Kaczyńskich w ostatnich dniach jest coraz trudniejsze do zniesienia. Przypomina to brutalny mecz piłki nożnej, w którym zamiast futbolówki kopie się ciało tragicznie zmarłego Prezydenta. Panowie, opamiętajcie się!




19 października 2010 o godzinie 21:09. Kategorie: J. Kaczyński, Kryminał, Media, Prawica

Na początku tego roku, przy okazji afery hazardowej, jeden z jej głównych bohaterów – Mirosław Drzewiecki, w przypływie nagłej szczerości podzielił się swoim zdaniem na temat Polski. Były minister sportu stwierdził w rozmowie z dziennikarzem na Florydzie, że żyjemy w kraju dzikim. On sam miał być tego zresztą najlepszym przykładem. Drzewiecki zapewniał jednocześnie, że gardzi polityką.

Oczywiście, w tamtym momencie, w kontekście afery hazardowej, nie sposób było się z powyższymi tezami zgodzić. Dzisiaj jednak okazuje się, że „Miro” wypowiedział słowa prorocze.

Jak bowiem inaczej określić miejsce, w którym od niemal 5 lat większość mediów serwuje obywatelom codzienną dawkę seansu nienawiści wobec iście orwellowskiego Goldsteina – Jarosława Kaczyńskiego, a gdy przekaz zaczyna przynosić nieprzewidziane rezultaty, wszyscy umywają ręce? Jak nazwać dziennikarkę, która poderżnięcie gardła nazywa niegroźnymi „ranami powierzchownymi”? Jak inaczej można odnosić się do kraju, gdzie osobę, która miała być ofiarą mordu, oskarża się wyłącznie w oparciu o własne fantazje o inicjowanie zamachu na samego siebie? Gdzie indziej, jak nie w dzikim kraju właśnie, można znaleźć dziennikarzy, którzy będą starali się za wszelką cenę udowodnić, że oszalały z nienawiści do PiS-u morderca jest „kolejnym już wykorzystywaniem agresji i śmierci przez Jarosława Kaczyńskiego w polityce”, a nie efektem ich codziennej pracy nad zohydzeniem wizerunku tego człowieka?

Takich rzeczy nigdy nie było w Polsce. Takie sytuacje zdarzają się wyłącznie w Dzikim Kraju.




17 września 2010 o godzinie 21:03. Kategorie: Ludzie, Media, Szopka Polityczna, Teoria, Wybory

Ku radości „lemingów” Platformie znowu rośnie. „Mohery” po raz kolejny plują na wszystkich wkoło. Krzyczą, że sondaże są zmanipulowane, a telewizja kłamie. Abstrahując od tej całej politycznej zawieruchy, postaram się w kliku zdaniach wyjaśnić, skąd biorą się tak zaskakująco dobre wyniki Platformy Obywatelskiej. I jak to możliwe, że nawet teraz, kiedy nieudolność rządu widać jak na dłoni, sondaże wskazują na wzrost notowań tej partii.

Weźmy trzech polityków PO: Janusza Palikota, Tomasza Tomczykiewicza i Jarosława Gowina. Zastanówmy się, jak wymienieni powyżej panowie – wszyscy pracujący w ramach jednej partii politycznej – komunikują się z elektoratem. Sprawą, która posłuży nam jako przykład, będzie warszawski konflikt o niedawno przeniesiony krzyż.

Palikot od pochówku prezydenckiej pary wysyła bardzo agresywny i przez to wyraźny komunikat. Wypowiedź w jego stylu ws. przeniesienia krzyża brzmiałaby mniej więcej tak:

Przeniesienie krzyża to za mało! Kaczyńskiego należy – mimo, że nie żyje – wyjąć z trumny i zabić go jeszcze raz. Tylko tym razem publicznie, tak żeby wszyscy widzieli jak to się stało. Tak aby każdy mógł zobaczyć, jak kończy się ten koszmar!

Tomczykiewicz, nowy – i jak mówią niektórzy: przypadkowy – przewodniczący Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, wypowiada się zdecydowanie bardziej stonowanie. W naszym zestawieniu jest człowiekiem środka. W przykładowej sprawie powiedziałby mniej-więcej tak:

Dobrze, że przeniesiono krzyż. To co się pod nim działo, godziło w uczucia religijne większości Polaków. Samo przeniesienie krzyża odbyło się godnie. Szkoda, że PiS i Jarosław Kaczyński doprowadzili do sytuacji, że trzeba było to robić w ukryciu, a nie uroczyście. Na szczęście wbrew tym przeszkodom udało się upamiętnić ofiary na tablicy przed Pałacem i w jego wnętrzu.

Natomiast poseł Gowin, uważany za jednego z najbardziej konserwatywnych polityków PO, mógłby nawet powiedzieć coś pocieszającego dla tzw. „obrońców krzyża”:

To bardzo przykre, że całość odbywała się w konspiracji, ale nie było innego sposobu. Ja bardzo współczuję tym ludziom, którzy tyle tygodni, a nawet miesięcy poświęcili na czuwanie pod krzyżem. I chciałbym ich przeprosić. Przeprosić w imieniu Jarosława Kaczyńskiego. Wiem, że on sam się na to nie zdobędzie, ale tym ludziom za wykorzystywanie ich wiary do politycznej walki po prostu należą się przeprosiny. Natomiast pomnik upamiętający te straszliwe wydarzenia z 10 kwietnia musi powstać i chciałbym zapewnić, że powstanie.



31 lipca 2010 o godzinie 16:49. Kategorie: Korporacje, L. Kaczyński, Ludzie, Media

W dzisiejszych czasach najważniejszy jest zysk. W życiu codziennym, w polityce, ale zwłaszcza w biznesie, liczy się przede wszystkim pieniądz. Cała reszta odchodzi na dalszy plan. I chociaż konsumpcjonizm osiągnął już niemal swój szczyt, to sprzedaż towarów wcale nie jest łatwa.

Kiedyś popularność produktom napędzał ich stosunek jakości do ceny. Im coś lepszego i za mniejsze pieniądze, tym lepiej – zarówno dla sprzedawcy jak i dla klienta. Współcześnie tym dość uporządkowanym światem handlu wstrząsnęła jednak nowa dziedzina wiedzy – marketing.

Za jego sprawą wszystko przestało być jasne. Jakość produktów zeszła na drugi, jeśli nie trzeci lub czwarty plan. Prym zaczął wieźć wizerunek. Marka. Czyli mówiąc wprost – wyimaginowany obraz towaru, który powinien posiadać konsument. Branding ma za zadanie zbudować go w umysłach odbiorców. I przekształcić wady w zalety, bądź w najgorszym razie – w niezauważalne cechy produktu.

500 PLN za parę w miarę zwyczajnych przecież butów to zdecydowanie za drogo dla każdego trzeźwo myślącego człowieka. Dlatego też firmy typu Adidas czy Nike nie sprzedają butów. Tzn. nie sprzedają TYLKO butów. Kupując ich produkt nabywca zyskuje coś więcej niż obuwie. Konsument nabywa towar głównie dla całej marketingowej otoczki – nie nabywa butów, a kupuje sport, sprawność fizyczną. Kupuje sobie sposób, w jaki chce być postrzegany w społeczeństwie.

Żeby zostać profesjonalnym sportowcem potrzeba wielu wyrzeczeń i codziennych treningów. By zostać zauważonym trzeba poświęcić wiele czasu i energii. Albo… można udać się do centrum handlowego, wyjąć z kieszeni 500 PLN i kupić sobie wizerunek sportowca. To przecież o wiele prostsze.




18 lipca 2010 o godzinie 12:12. Kategorie: Ludzie, Media, Teoria

Największa w Europie parada lesbijek i gejów już za nami. Wbrew wcześniejszym przewidywaniom kolorowe platformy grające głośną muzykę elektroniczną nie wzbudziły większego zainteresowania w kraju. Zwolennicy parady mimo to podkreślają, że cel został osiągnięty – tolerancja zatriumfowała. Czy aby na pewno?

By odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw dowiedzieć się, czym owa popularna „tolerancja” właściwie jest. Medialna definicja tego słowa ma się bowiem nijak do rzeczywistości. Dziennikarze i publicyści namawiając do tolerancji podkreślają konieczność akceptacji danych zachowań i zjawisk. A to dwie zupełnie różne sprawy. Słowo „tolerancja” wywodzi się z łacińskiego tolerantia – czyli "cierpliwa wytrwałość", a także od czasownika tolerare, który oznacza "wytrzymywać", "znosić", "przecierpieć".

Zgodnie z encyklopedyczną definicją, Polacy rzeczywiście – przecierpieli Europride. Nie oznacza to jednak, że sama impreza pomogła w rozwijaniu postawy „nie podoba mi się, ale nie będę podejmował działań przeciwko”. I nie chodzi tutaj o występowanie kontrmanifestacji ze strony środowisk narodowych, bo te – w przypadku manifestowania tak skrajnych zachowań – są rzeczą niemal naturalną.

„Skrajne zachowania? Od kiedy to związki homoseksualne są czymś skrajnym?! Przecież już w starożytności…” – mógłby się ktoś oburzyć po przeczytaniu powyższego akapitu. Nie dotyczy on jednak par złożonych z osób tej samej płci, a samej parady która odbyła się w sercu Warszawy.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: