03 października 2009 o godzinie 18:49. Kategorie: Ludzie, Media, Polityka Zagraniczna, UE, Wybory

Kiedy piszę te słowa jest 3 października 2009 roku. Przed 18:00. W mediach szał. Irlandczycy poparli traktat lizboński. Co prawda, głosowano w tej sprawie po raz drugi z rzędu, ale nie ma to dzisiaj wielkiego znaczenia. Demokracja jest demokracja. A Vox Populi to rzecz święta. Jeśli lud myli się za pierwszym razem, to trzeba mu dać jeszcze jedną szansę. Gdyby to nie pomogło – następną i następną. Oto istota współczesnej demokracji.

Jak można było usłyszeć wczoraj w TVN24 i Polsat News – ponoć na Zielonej Wyspie nie przeprowadzano sondaży opartych na ankietach wyjściowych (exit pools). Nie było więc napływających wyników sondażowych. Na jakiekolwiek dane należało czekać do 18:30 czasu polskiego. Wtedy miał być ogłoszony oficjalny wynik Irlandzkiego referendum. Jednak już ok. 17:00 Brian Cowen, premier Irlandii, ogłosił sukces. Potwierdził to, co można było usłyszeć już od około tygodnia – wbrew temu co pokazują wrześniowe sondaże (TNS mbir: za ratyfikacją - 46%), traktat przejdzie większością co najmniej 60%.

Lech Kaczyński ogłosił przez swoich pośredników, że w tej sytuacji złoży swój podpis pod Traktatem Lizbońskim. Lech Wałęsa, który brał aktywny udział w namawianiu Dublińczyków do głosowania na „tak”, uznał to za sukces Europy. Podobnego zdania są inni znani na kontynencie politycy - Jose Manuel Barroso, czy nasz rodzimy Jerzy Buzek. Media - wtórując eurokratom – ogłosiły Vaclava Klausa największym wrogiem konstytucji. Jednocześnie twierdzi się, że do zmiany zdania Irlandczyków przekonały gwarancje neutralności kraju i utrzymania komisarza w strukturach UE.

Pomija się jednak zupełnie fakt, że duża część osób głosujących w poprzednim referendum z 12 czerwca 2008 r. w ogóle nie wzięła udziału we wczorajszym referendum. Powodem tego zniechęcenia było zupełne zignorowanie ich zdania. Głos obywateli został odrzucony przez polityków, maniakalnie dążących do realizacji partykularnych celów, wbrew opinii własnego Narodu. Czy głos inny niż „tak” miał jakiekolwiek znaczenie w tym referendum? Jaka była gwarancja, że sprzeciw znów nie zostanie uznany za nieistotny?




25 września 2009 o godzinie 16:45. Kategorie: Ludzie, Medycyna, Miniblog, Polityka Krajowa, Prawo

Pani Tysiąc, to kobieta, która urodziła dziecko i przez to bardzo pogorszył się jej wzrok. Wolała tego uniknąć, a rozwiązaniem problemu mogła się okazać (zgodna zresztą z prawem) aborcja. Alicja Tysiąc mówi to głośno, także w obecności swojego dziecka, które chciała usunąć - pamiętajmy o tym, zwłaszcza teraz, gdy znowu wraca jako biedna ofiara bezdusznego lekarza.




22 września 2009 o godzinie 13:43. Kategorie: Korporacje, Kryminał, Ludzie, Media, Medycyna

Na temat szczepionek i świńskiej grypy wypowiadałem się już nie raz. Zauważyłem, że w dyskusji zawsze pojawiają się osoby, które potrafią obalić wszystkie teorie przedstawione we wpisie jednym, prostym stwierdzeniem. Mianowicie, okazuje się, że wystarczy napisać:

„Dziwne, że jakoś mainstream-owe media nic na ten temat nie mówią. To pewnie jakieś rojenia oszołomów, którymi podniecają się małe dzieci i naiwni idioci!”

by jakakolwiek dalsza dyskusja stała się bezprzedmiotowa.

Dlatego też, tym razem oprę swoją notkę w całości o publikację tygodnika Angora (Nr 39 / 1006; 27 września 2009 r.), który w swoim ostatnim numerze na pierwszej stronie stwierdza z oburzeniem: „Szczepionki na grypę zawierają zabójczą rtęć!”.




01 września 2009 o godzinie 21:15. Kategorie: Ludzie, Polityka Zagraniczna, Szopka Polityczna, Wojna

Władimir Władimirowicz Putin przyjechał do Polski. Z tej okazji media urządziły wielkie igrzyska, w których głównym punktem programu były zmagania w zwodach historycznych. Zabawa w publikowanie dokumentów, w ponowną analizę II Wojny Światowej i w listy do Narodu sprawiła, że powściągliwy w słowach Premier Rosji wydał się politykiem na iście światowym poziomie kultury i dyplomacji.

Co zresztą jest prawdą.
Nie zmienia to jednak faktu, że w Polsce Rosja jest postrzegana jako kraj „tych złych”. Natomiast w USA rządzą politycy dobrzy, z których powinniśmy brać przykład. W opinii publicznej ten prosty podział na czerń i biel utrwalił się do tego stopnia, że dziś nikt z nim już prawie nie dyskutuje.

Z politologicznego punktu widzenia, taki podział nie ma racji bytu. Nie ma państw jednoznacznie złych i krystalicznie dobrych. Można to wykazać chociażby na przykładzie obecnej dyskusji o historii II Wojny Światowej.

Niemcy, jak wiadomo, byli agresorami. Chociaż nie do końca, bo i na tym polu pojawiają się niejasności. Na pomnikach upamiętniających mogiłę ludzi rozstrzelanych podczas wojny, tablice głoszą, że zabili ich „hitlerowcy”. Po części trudno się z tym nie zgodzić. Prowadzi to jednak do rozmycia obrazu wydarzeń. Zyski z wojny czerpali przede wszystkim Niemcy – jako kraj i jako naród. Tak więc śmierć ludzi, którym poświęcony jest pomnik, spowodowali Niemcy. Doskonałą ilustracją jest tutaj sprawa roszczeń naszych sąsiadów, domagających się zwrotu ziem od polaków, które w czasie wojny zajmowali obywatele niemieccy. Milczeniem pomija się fakt, że owi ludzie zajmowali te ziemie dzięki Hitlerowi i jego zbrodniczej maszynie wojennej. Gdyby nie wojna i śmierć milionów ludzi, pani Steinbach nigdy nie mogłaby narzekać, że źli Polacy wypędzili ją i jej nazistowskich ziomków z własnego kraju.

Jak więc widzimy, to jednak Niemcy byli tymi złymi.
Dobrzy, którzy mieli przyjść nam z pomocą, to oczywiście Francja i Wielka Brytania. I pewnie pialibyśmy dzisiaj na ich cześć peany, gdyby nie fakt, że zostaliśmy przez te kraje zdradzeni. Nie stanowi to jednak problemu, by dzisiaj uważać te państwa ponownie za naszych sojuszników.




31 sierpnia 2009 o godzinie 16:11. Kategorie: Ludzie, Medycyna, Miniblog, Wpisy Satyryczne

Tyle było obaw i niejasności wokół świńskiej grypy. Szczepionki przeciw wirusowi A/H1N1 oskarżano nawet o powodowanie choroby, którą miały leczyć. Ale to już wszystko za nami, pojawił się bowiem bezpieczny lek na świńską grypę - i żadne szczepienie już niepotrzebne!




18 sierpnia 2009 o godzinie 21:57. Kategorie: Ludzie, Polityka Krajowa, Prawo, Stowarzyszenia, Teoria

Jestem chrześcijaninem. Formalnie. Zostałem ochrzczony, ksiądz polał mnie jakąś mętną wodą, ja się popłakałem – i już. Zostałem chrześcijaninem. Nikt nie pytał mnie o zdanie, ale to normalna praktyka. Katolikiem zostaje się wtedy, gdy nie do końca rozumie się takie słowa jak „ka-ka” czy „buba”.

Chrzest dziecka w Polsce jest czymś tak oczywistym jak śnieg w zimie, czy słońce w lecie. Człowiek się rodzi, dostaje imię, ksiądz leje na niego wodę. Ot, normalna praktyka. Nonsensem byłoby odkładać ten – jakże ważny przecież – sakrament na lata późniejsze. Najlepiej zrobić to czym prędzej, gdy każdy ewentualny krzyk i protest można jeszcze nazwać zwykłym zachowaniem bobasa.

W tzw. „zerówce” odwiedzała nas od czasu do czasu dziwnie ubrana kobieta, która opowiadała nam jakieś mało zrozumiałe historie. Dziś już wiem – była to zakonnica. Nie, nie uczęszczałem do katolickiej placówki. Ot, zwykłe, państwowe przedszkole. W mojej klasie były też dzieci, które nie zostały ochrzczone – przynależały do innego kościoła. Pani przedszkolanka wyrzucała takie dzieci do pokoju obok, gdzie – w czasie gdy my bawiliśmy się z naszym kościelnym gościem – mogły w odosobnieniu przemyśleć swoją odmienność.

W podstawówce to samo. Lekcje religii katolickiej. Tylko dla katolików. Mój kolega z przedszkola, który przesiedział w odosobnieniu już swoje, nadal nie mógł uczestniczyć we wszystkich zajęciach na równi z innymi dziećmi. Podczas gdy cała klasa uczyła się na pamięć modlitw i przykazań, on siedział sam w świetlicy rysując coś kredkami na kawałku papieru. Musiał – bo religia zawsze odbywała się w środku zajęć. Prawie nigdy nie była pierwszą lub ostatnią lekcją danego dnia.




14 sierpnia 2009 o godzinie 00:05. Kategorie: Ludzie, Media, Miniblog, Teoria

Czytając najpierw ten artykuł, a następnie obserwując takie akcje w sieci dochodzę do wniosku, że ludzie bardzo nie lubią podejrzliwości, dociekliwości, czy informacji odmiennych od tych z mediów ogólnokrajowych. A przecież to synteza, porównanie i poznanie dwóch odmiennych, skrajnych poglądów, pozwala na wyrobienie sobie własnego zdania na dany temat. Szkoda, że większość postępuje w zgodzie z twierdzeniem: "jedz gówno - 2 miliardy much nie mogą się mylić".




13 sierpnia 2009 o godzinie 20:32. Kategorie: Ludzie, Teoria, Uroczystości

Dwa lata temu, 13 sierpnia 2007, o godzinie 21:13 w sieci pojawił się artykuł pod tytułem „Seks, kłamstwa i taśmy magnetofonowe” . Traktował on, tak jak notki na wielu innych blogach w tamtym czasie, o manii nagrywania, paranoi podsłuchów i gwoździach ministra Ziobry. piechula.jogger.pl oficjalnie podjął próbę zaistnienia w sieci.

Pierwszy wpis zebrał 9 komentarzy, których udzielili Hannibal, D4rky, nijaki sierra_papa i Killer. Jak na zupełny debiut – wynik wydawał się całkiem przyzwoity.

Od tamtej notki minęło jednak sporo czasu. W moim życiu zmieniło się wiele, a wraz ze mną ewoluował mój blog. Symbolem zachodzących tutaj zmian jest obecne logo witryny – świnia odziana w gustowny cylinder, z monoklem w oku, podpierająca swój tłusty zadek dębową laseczką. Mam nadzieję, że symbol ten jest wystarczająco wymowny i że przejrzyście ilustruje mój stosunek do świata polityki, mediów i tzw. kultury.

W dwa lata pojawiło się tutaj okrągłe 100 wpisów (ten jest 101). Sto razy próbowałem zachęcić Was, drodzy czytelnicy, do dyskusji na pilne tematy publiczne i nie tylko. Czasami wychodziło mi to lepiej, a czasami gorzej. Nie mniej jednak, udało mi się zebrać aż 1841 komentarzy. Średni wynik 18 wypowiedzi przy artykule jest – moim zdaniem – całkiem przyzwoity i motywuje mnie do dalszej pracy nad blogiem. Za Wasz udział chciałem z tego miejsca serdecznie podziękować.

Pora na podsumowania ostatnich 365 dni na piechula.jogger.pl. W tym zadaniu pomocą posłużył mi system Google Analytics.




02 sierpnia 2009 o godzinie 22:01. Kategorie: Ludzie, Media, Miniblog, Teoria

Wokół serwisu Wykop.pl zgromadziła się jedna z najbardziej zorganizowanych społeczności w Polskiej sieci. Toteż można na niej nieźle poeksperymentować z psychologią tłumu. Udane doświadczenie tego typu miał miejsce ostatnio, a jego wyniki są przerażające - ludzie uwierzą we wszystko bez jakiegokolwiek weryfikowania podawanych informacji...




13 lipca 2009 o godzinie 19:22. Kategorie: Kryminał, Ludzie, Media, Polityka Zagraniczna, Prawo

Pandemia wirusa A/H1N1, znanego także jako „świńska grypa” lub – jak nazwali go Izraelczycy – „grypa meksykańska”, przynosi pierwsze żniwa. Tak jak prognozowałem – na świecie rozpoczynają się pierwsze obowiązkowe i przymusowe szczepienia przeciw A/H1N1.

Jedna z pierwszych tego typu operacji będzie miała miejsce w Wielkiej Brytanii. Rząd tego kraju postanowił zakupić za astronomiczne pieniądze aż 90 milionów dawek szczepionki. Do końca roku, w samej tylko Wielkiej Brytanii zaszczepione zostanie 20 milionów osób. Nikt zupełnie nie przejmuje się faktem, że w 1976 w USA szczepionka na świńską grypę zabiła ok. 93% z tych ludzi, którzy stracili życie w wyniku ówczesnej epidemii A/H1N1.

16 milionów szczepionek zakupiło także Ministerstwo Zdrowia w Austrii. Alois Stöger, szef ministerstwa, odmówił jednak podania do publicznej informacji kwoty, jaką rząd Austrii zapłacił za zastrzyki koncernowi Baxter.

10 czerwca 2009r., Austriacka dziennikarka śledcza, Jane Burgermeister, postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Złożyła obszerny, liczący 173 strony pozew sądowy, skierowany przeciwko ONZ i WHO, oskarżając te organizacje o bioterroryzm i planowanie masowej depopulacji planety, czyli mówiąc wprost – ludobójstwa. Reporterka została wyrzucona z pracy 29 czerwca, w dwa i pół tygodnia po złożeniu pozwu. Postępowanie sądowe jednak trwa.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: