27 kwietnia 2011 o godzinie 20:45. Kategorie: Politycy, Polityka Krajowa, Szopka Polityczna, Tusk

Okazało się dziś, że zadaniem Ministra Finansów nie jest dbanie o dobrą kondycję finansów państwa, w tym współdecydowanie o wysokości podatków czy kształcie budżetu. Nie. Zadaniem Ministra Finansów jest – jak powiedział Premier Donald Tusk – skuteczna dbałość o reputację finansową państwa w odniesieniu do konkurentów. Czyli mówiąc bez ogródek – główną kompetencją ministra Rostowskiego jest uprawianie rządowej propagandy. Okazało się więc, że za finanse publiczne w tym rządzie nikt nie odpowiada.

Owego braku odpowiedzialności dowodzą zresztą także działania rządu w innych dziedzinach.

Przy okazji afery stoczniowej okazało się, że rząd nie odpowiada za upadek polskiego przemysłu stoczniowego. Chociaż planowano sprzedaż tej gałęzi gospodarki w ręce tajemniczego katarskiego inwestora, którego najpierw miało nie być, a który następnie okazał się człowiekiem powiązanym z bliskowschodnimi terrorystami.

Po wybuchu afery hazardowej wydawało się, że rząd odpowiada co najmniej za swoich skorumpowanych ministrów. Szybko jednak okazało się, że afery nie było, osoby w nią zamieszane zostały uznane przez niezależną prokuraturę (pod wodzą Edwarda Zalewskiego) za niewinne, a cała sprawa to zwykła prowokacja byłego już szefa CBA Mariusza Kamińskiego. PiS-owca, rzecz jasna. Więc nawet gdyby rząd chciał, to po prostu nie ma za co wziąć odpowiedzialności.

Tak samo jak Cezary Grabarczyk, który jak powszechnie wiadomo, nie ma nic wspólnego ze stanem polskich kolei, pomimo że jest Ministrem Infrastruktury. Gdy ludzie wsiadali do pociągów przez okna, a podróż odbywali w toalecie, okazało się, że odpowiedzialnym za ten stan rzeczy jest podwładny ministra. A sam minister za swoich podwładnych nie odpowiada.

Gdy w Mirosławcu rozbiła się wojskowa CASA, Minister Obrony Narodowej Bogdan Klich złożył rodzinom 20 wojskowych szczere kondolencje z powodu tego wypadku. Jednak jak powszechnie wiadomo, wypadki zdarzają się przypadkiem, więc nie sposób za taki zbieg okoliczności odpowiedzieć. Zwłaszcza własnym stanowiskiem.

Gdy w Smoleńsku rozbił się rządowy – podkreślmy: rządowy samolot, reguła znowu się potwierdziła. Okazało się, że nie tylko minister Klich nie ma z tą tragedią nic wspólnego, ale że w ogóle samolot nie był rządowy, tylko prezydencki. Więc jeśli ktoś odpowiada za śmierć 96 pasażerów zajmujących pozycje kluczowe dla funkcjonowania państwa, to na pewno nie rząd. Już prędzej Prezydent. Oczywiście były, nie obecny.

Na tej samej zasadzie dzisiaj okazuje się, że minister Rostowski nie odpowiada za ceny paliw, za gigantyczne zadłużenie publiczne (tylko w 2010 roku – według danych Ministerstwa Finansów – powiększyło się o kolejne 80 miliardów zł!), za powszechną drożyznę. Za podwyżkę cen wszystkiego nie odpowiada dosłownie nikt. To wina ludzi, którzy kupują, bo się boją, że zdrożeje – tak jak z cukrem, który zdrożał, bo ludzie go kupowali. Fakt, że z początkiem tego roku rząd podniósł podatek VAT do 23% oczywiście nie ma wpływu na poziom cen w sklepach. A nawet jeśli ma, to powoduje tylko obniżkę cen – jak tłumaczyli nam jeszcze w grudniu 2010 r. politycy Platformy.

Tak samo będzie, gdy ceny paliwa przekroczą 5,50 zł za litr. No bo przecież zniesienie ulgi na biokomponenty, tak samo jak wymóg ich stosowania, to decyzje które pojawiły się w próżni. W próżni, która bezsprzecznie panuje podczas obrad Rady Ministrów Donalda Tuska.




10 kwietnia 2011 o godzinie 15:52. Kategorie: L. Kaczyński, Politycy, Śmierć, Uroczystości

Sobota od zawsze jest dla mnie okazją do odpoczynku. Po długim tygodniu zawsze śpię parę godzin dłużej, budząc się zazwyczaj w okolicach godziny 10:00. Rok temu było inaczej. Obudziłem się już przed 9:00, postanowiłem jednak nie wstawać i poleżeć sobie jeszcze trochę. W sypialni słyszałem, że któryś z domowników włączył już telewizor.

Nasłuchując jednym uchem zorientowałem się, że jak zawsze w moim domu, telewizor ustawiony jest na któryś z kanałów informacyjnych. Do mojej świadomości dochodziły strzępki słów osób prowadzących telewizyjny program. „Katyń”, „Prezydent”, „Delegacja”… czyli wszystko to, czego można się było spodziewać w dniu obchodów rocznicy Zbrodni Katyńskiej. Przewróciłem się na drugi bok i bez specjalnego entuzjazmu nasłuchiwałem dalej.

„Katyń”, „Smoleńsk”, „samolot”, „problem”, Lech Kaczyński”, „katastrofa” – w pierwszej chwili, zaspany, nie wiedziałem do czego odnoszą się te słowa. Zaczęły pojawiać się jednak coraz częściej. Ktoś w domu krzyknął „Prezydent nie żyje!”. Otworzyłem szeroko oczy. Zerwałem się na równe nogi i wybiegłem przed telewizor.

W TVN24 Jarosław Kuźniar informował właśnie, że doszło do tragicznej w skutkach katastrofy. Wojciech Olejniczak zakrywał twarz. Kuźniarowi łamał się głos. Zdębiałem.

Po chwili przyszło otrzeźwienie – to nie sen, stało się coś naprawdę okropnego. Pierwsze zawodowe hipotezy, jakie przyszły do głowy młodemu adeptowi politologowi zaraz po przebudzeniu, zakładały 3 wersje rozwoju wydarzeń: » albo mamy do czynienia z tragicznym wypadkiem, » albo ktoś właśnie wypowiedział nam wojnę, pozbawiając nas jednocześnie całego wojskowego dowództwa, » albo – co wydawało mi się najmniej prawdopodobne – mamy do czynienia z atakiem terrorystycznym na miarę amerykańskiego WTC.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: