Od zawsze byłem gorącym zwolennikiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akcja podczas której Polacy biorą udział w narodowej zrzutce na zakup sprzętu ratującego życie to prawdziwy skarb, zwłaszcza w kraju z tak słabym systemem opieki zdrowotnej. Dzisiaj jednak – inaczej niż w 2008, 2009 czy w 2010 roku – mam poważne wątpliwości czy warto zostawić trochę gotówki na koncie WOŚP.
Moje obiekcje wzbudziła bowiem zeszłoroczna akcja Owsiaka pt. „Stop powodziom”. Reklamowana jako zbiórka na rzecz powodzian była tak naprawdę kolejną kolektą na zakup potrzebnego państwu sprzętu. Zebrana kwota 2.644.507 zł została w całości przekazana na Ochotnicze Straże Pożarne. Te, na których czele stoi obecny wicepremier Waldemar Pawlak.
Owszem, za zebrane środki zakupiono 430 pomp i 145 agregatów, a datki te podzielono na 575 jednostek OSP (zmniejszając tym samym efektywność pomp do absolutnego minimum – przydzielając niemalże po jednym urządzeniu na jednostkę). Na zbiórkę padł jednak cień podejrzenia o polityczne zaangażowanie.