Nieco ponad pięć miesięcy temu pisałem, że sprawa ograniczenia wolności Internetu wróci, jak tylko eurokraci rozsiądą się wygodnie na swoich nowych, brukselskich posadach. Fotele już dobrze zagrzane, czas więc najwyższy przystąpić do kontynuacji prac, które tak beztrosko porzucono w pierwszej połowie roku, przed wyborami.
Jak donosi Blackout Europe Polska, była francuska minister kultury, Catherine Trautmann, już zdążyła wykreślić z tzw. Pakietu Telekomunikacyjnego poprawkę 138/46, która gwarantowała, że nikt nie zostanie odcięty od Internetu (bądź poszczególnych jego zasobów) bez wyroku sądu. Cały zapis brzmiał dokładnie tak:
„Żadna restrykcja nie może być nałożona bez uprzedniego wyroku sądu - z wyjątkiem zagrożenia publicznego”
Zapis ten gwarantował, że w UE nie zostanie wprowadzone nic, co chociaż trochę przypominałoby francuskie prawo internetowe, znane pod skrótem HADOPI (od Haute Autorité pour la diffusion des œuvres et la protection des droits sur Internet – czyli Wysokiego Urzędu ds. rozpowszechniania utworów i ochrony praw w Internecie). Już sama nazwa utworzonej we Francji instytucji przywodzi na myśl nie tak dawno zlikwidowany w naszym kraju Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Mówiąc wprost – komunistyczną cenzurę.
W polityce ostatnio bardzo gorąco. Podobnie jest także u mnie, dlatego też na blogu chwilowy brak dłuższych tekstów, które wymagają spędzenia nad nimi dłuższej chwili. Do rzeczy jednak.
W czasie, gdy ludzie ekscytują się komisją hazardową, która ma zbadać wszystko poza aferą z ostatnich miesięcy; gdy większość patrzy z zażenowaniem na "wojnę służb"; gdy kolejne kontrowersje budzi sprawa pakietu telekomunikacyjnego , ja polecam Wam temat lokalny. Z lubina.
Działacze PO w iście moherowym stylu odwołują się do swoich wyborców. Hasłem "Bóg ukarał to miasto" zachęcają mieszkańców lublina do wzięcia udziału w referendum odwoławczym prezydenta miasta i głosowaniu przeciw Roberta Raczyńskiego. Wszystko dzieje się pod osłoną nocy, a "partyjni chuligani" mają za wszelką cenę nie dać się złapać.
Początkowo lokalne władze PO wypierają się swojego udziału w całej sprawie, jednak gdy dziennikarze pokazują im materiał nakręcony ukrytą kamerą, zmieniają zdanie...
Jeśli potrzebujecie chwili odpoczynku od Aleksandra Grada i handlarza bronią, a nieoficjalnie inwestora zainteresowanego kupnem polskich stoczni, Abdula Rahmana El-Assira, to jest coś specjalnie dla Was.
Na 25 Warszawskim Festiwalu Filmowym, który trwa od 9 października, zabroniono emisji filmu "Witajcie w życiu", którego reżyserem jest Henryk Dederko. Film pokazuje, na przykładzie firmy Amway, metody korporacyjnego prania mózgów. Już od 12 lat, dzieło Daderki jest blokowane za sprawą aktywnego działania przedsiębiorstwa, które gra w filmie pierwsze skrzypce. Warto go zobaczyć, bo to jeden z najbardziej wartościowych materiałów związanych z tegorocznym WFF.
W dalszej części znajdziesz odnośnik do pozostałych fragmentów "Witajcie w życiu".
Sprawa stoczni w Gdyni i w Szczecinie od początku budziła wątpliwości. Najpierw podczas demonstracji związków zawodowych nasłano na stoczniowców policję, która brutalnie potraktowała uczestników protestu gazem i płynem pieprzowym. Wywołało to liczne poparzenia dróg oddechowych, oczu i skóry. Do tak agresywnych działań nie było podstaw – przedstawiciel gminy nie rozwiązał wcześniej zgromadzenia, sama policja nie wzywała do zachowania porządku. Jedynym przewinieniem stoczniowców było palenie opon i przyniesienie ze sobą kukły Donalda Tuska.
Mimo to, premier gratulował policjantom przeprowadzenia sprawnej akcji. Stoczniowców, którzy w czasie spotkania Europejskiej Partii Ludowej w Pałacu Kultury, chcieli zwrócić uwagę na swoje miejsca pracy (bo przecież to UE spowodowała konieczność zamknięcia stoczni), Tusk nazwał bojówkarzami PiS-u.
Jakiś czas później na światło dzienne wypłynęła sprawa przeciągających się negocjacji z katarskim funduszem rządowym, który był jakoby zainteresowany kupnem polskich stoczni. Tusk, w ogniu dziennikarskich pytań, zapewnił obywateli, że jeśli Minister Skarbu – Aleksander Grad – nie załatwi pozytywnie sprawy z katarskim inwestorem, to zostanie odwołany. Wszystko to w ramach dbania o wysokie standardy.
Do wykupienia stoczni przez katarskiego inwestora jednak nie doszło. Grad zdymisjonowany nie został. A premier Tusk przeprosił na konferencji prasowej… Ministra Grada, za to, że wcześniej groził mu dymisją. Stocznie upadły.
Wojna jest w modzie. Wie o tym nie tylko premier Tusk, ale też Barack Hussein Obama II. Czarny prezydent USA został dziś bowiem nagrodzony za swoją 9 miesięczną pracę… Pokojową Nagrodą Nobla (sic!).
Stojąc na czele Stanów Zjednoczonych miał okazję prowadzić wojnę w Afganistanie (według oficjalnych statystyk: prawie 7000 zabitych – realnie o wiele więcej) i Iraku (oficjalne statystyki: ~21000 ofiar), grozić nowym konfliktem militarnym Iranowi, a także odmówić spotkania Dalajlamie (również odznaczonemu Pokojową Nagrodą Nobla), tłumacząc to koniecznością uprzedniego przeprowadzenia rozmów z władzami Komunistycznych Chin. Nic więc dziwnego, że został wyróżniony. USA jest przecież krajem, w którym służby działają najłagodniej jak to tylko możliwe, więc wybór prezydenta tego kraju jest czymś wręcz naturalnym…
Ciekawe tylko, co Obama zrobi z nagrodą w wysokości 1,5 mln dolarów. Nie wątpię jednak, że kwota ta pomoże mu w jego działalności na rzecz pokoju. Może nawet na jakąś bombkę wystarczy…
Dziś coś, czego już dawno nie było – komentarz obrazkowy. Nadmienię tylko, że sytuacja z Aferą Hazardową toczy się tak, jak przewidywałem: Kamiński do dymisji, CBA złe, wszystko przez PiS, z którym Tusk chce iść na polityczną wojnę w komisji śledczej. Czuma, Szejnfeld i Schetyna, których wymieniałem w ostatnim wpisie, do dymisji. Chociaż zdaje się, że premier wolałby określenie „pobór”… Dla towarzystwa idą z nimi Graś, Grupiński i Nowak. Razem z Chlebowskim i Drzewieckim to już 8 ofiar. Aż dziwne, że pani Pitera nie poleciała za dopuszczenie do takiego kryzysu…
Najogólniej rzecz ujmując lobbing to wywieranie wpływu na organy administracyjne państwa celem osiągnięcia pożądanych decyzji i rozwiązań prawnych. Działanie to opiera się na ściśle określonej strategii komunikacyjnej, która obejmuje m.in. analizę procesu decyzyjnego, politykę danego organu i własne cele. Mówiąc prościej – lobbing to próba uzyskania określonych decyzji politycznych poprzez przekonywanie do swoich racji za pomocą merytorycznych argumentów, z uwzględnieniem interesu ministerstwa, państwa, budżetu i obywateli.
Patologią jest natomiast sytuacja, kiedy Ryszard Sobiesiak spotyka się ze Zbigniewem Chlebowskim i (tutaj cytat) „opierdala go za to, że mówił co innego, że przynajmniej pół roku spokoju”.
Kumoterstwem jest próba załatwienia córce (Magdzie Sobiesiak) intratnej posady w Totalizatorze Sportowym dzięki znajomości z Ministrem Sportu, Mirosławem „Miro” Drzewieckim.
Skandalem są działania Platformy Obywatelskiej:
wzięcie w obronę i przesądzanie o niewinności swoich kolegów przez Ministra Sprawiedliwości – Andrzeja Czumę; brak dymisji dla Drzewieckiego ze strony Premiera RP – Donalda Tuska; ukrywanie Grzegorza „Grzesia” Schetyny – Wicepremiera i Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji - przed opinią publiczną, mimo iż także jego wymieniają Sobiesiak i Kosek; niedopuszczanie do dymisji Wiceministra Gospodarki - Adama Szejnfelda – pomimo samowolnych działań w sprawie ustawy hazardowej; odwetowy atak prokuratury na szefa CBA – Mariusza Kamińskiego – w zemście za ujawnienie afery; tłumaczenie całej sprawy kampanią wyborczą…
Ten rząd się skompromitował. Oskarżenia i niejasności dotyczą coraz większej grupy czołowych urzędników – szefów ministerstw, z premierem Donaldem Tuskiem włącznie. Wicepremier Pawlak broni swojego człowieka, co może sugerować, że także PSL ma w tej sprawie swój udział.
Czas podać się do dymisji! Gdyby to był PiS telewizje i gazety już dawno podjęły by ten temat. Z PO jest inaczej, dziennikarze jakby bardziej przychylni… Ale takich patologii tolerować po prostu nie można! Nie ma co liczyć na honorową rezygnację Tuska i PO. Tym ludziom władzę trzeba będzie wyrwać z rąk. Niestety.
Kiedy piszę te słowa jest 3 października 2009 roku. Przed 18:00. W mediach szał. Irlandczycy poparli traktat lizboński. Co prawda, głosowano w tej sprawie po raz drugi z rzędu, ale nie ma to dzisiaj wielkiego znaczenia. Demokracja jest demokracja. A Vox Populi to rzecz święta. Jeśli lud myli się za pierwszym razem, to trzeba mu dać jeszcze jedną szansę. Gdyby to nie pomogło – następną i następną. Oto istota współczesnej demokracji.
Jak można było usłyszeć wczoraj w TVN24 i Polsat News – ponoć na Zielonej Wyspie nie przeprowadzano sondaży opartych na ankietach wyjściowych (exit pools). Nie było więc napływających wyników sondażowych. Na jakiekolwiek dane należało czekać do 18:30 czasu polskiego. Wtedy miał być ogłoszony oficjalny wynik Irlandzkiego referendum. Jednak już ok. 17:00 Brian Cowen, premier Irlandii, ogłosił sukces. Potwierdził to, co można było usłyszeć już od około tygodnia – wbrew temu co pokazują wrześniowe sondaże (TNS mbir: za ratyfikacją - 46%), traktat przejdzie większością co najmniej 60%.
Lech Kaczyński ogłosił przez swoich pośredników, że w tej sytuacji złoży swój podpis pod Traktatem Lizbońskim. Lech Wałęsa, który brał aktywny udział w namawianiu Dublińczyków do głosowania na „tak”, uznał to za sukces Europy. Podobnego zdania są inni znani na kontynencie politycy - Jose Manuel Barroso, czy nasz rodzimy Jerzy Buzek. Media - wtórując eurokratom – ogłosiły Vaclava Klausa największym wrogiem konstytucji. Jednocześnie twierdzi się, że do zmiany zdania Irlandczyków przekonały gwarancje neutralności kraju i utrzymania komisarza w strukturach UE.
Pomija się jednak zupełnie fakt, że duża część osób głosujących w poprzednim referendum z 12 czerwca 2008 r. w ogóle nie wzięła udziału we wczorajszym referendum. Powodem tego zniechęcenia było zupełne zignorowanie ich zdania. Głos obywateli został odrzucony przez polityków, maniakalnie dążących do realizacji partykularnych celów, wbrew opinii własnego Narodu. Czy głos inny niż „tak” miał jakiekolwiek znaczenie w tym referendum? Jaka była gwarancja, że sprzeciw znów nie zostanie uznany za nieistotny?
Automaty do gier o niskiej wygranej są szczególnie istotne dla polskiego półświatka. Dzięki nim lokalne rzezimieszki, jak również zorganizowane grupy przestępcze, są w stanie prać brudne pieniądze. Każdy nielegalny dochód można przepuścić przez jednorękiego bandytę i zaksięgować go zgodnie z prawem. Dlatego też sprawa, nazwana pospieszne „aferą hazardową”, jest czymś więcej niż tylko nieprzyzwoitym lobbingiem.
Chlebowski, na którego spadają największe rózgi w związku z automatami do gier, nie pierwszy raz występował w obronie właścicieli tego biznesu. Kiedy w lipcu 2002 r. rząd SLD-PSL złożył w Sejmie projekt nowelizacji legalizującej automaty o niskich wygranych, Chlebowski zgłosił poprawkę obniżającą ryczałtowy podatek od automatu z 200€ do 50€ miesięcznie. Tłumaczono to tym, że niższy podatek ma być skuteczną metodą na wyeliminowanie tzw. szarej strefy. Ostatecznie – w lutym 2003 r. - stanęło na tym, że podatek ustalono na kwotę 50€. Co rok miał on być podnoszony o 25€, aż do kwoty 125€/miesięcznie. I tak znacznie mniej, niż ustawa zakładała na początku…
Chlebowski dzisiaj ogłosił oddanie się do dyspozycji władz PO. Premier na konferencji prasowej zaznaczył, że główny bohater rozmów, które upubliczniła „Rzeczpospolita”, „NA RAZIE nie powinien pełnić swoich funkcji”. Zaraz jednak dodał, że „nie zamierza go dyscyplinarnie karać”.
Platforma Obywatelska próbuje zdyskredytować CBA oraz samego Kamińskiego. Ma to odwrócić uwagę od głównych zarzutów, jakie kieruje się w stronę partii rządzącej. Pozostawienie Kamińskiego na czele CBA okazało się politycznym majstersztykiem PO. Jest on rodzajem bezpiecznika dla Tuska i jego kolegów. Gdy wyjdzie na jaw jakakolwiek sprawa korupcyjna, zawsze można będzie nazwać ją politycznym atakiem pisiorów. Wiadomo przecież z jakiego nadania jest Kamiński…
|
w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki:
|