|
Udało się to pomimo rozruszania prywatyzacji, z której przychody na rok 2010 szacuje się na poziomie 25 miliardów PLN. Gdyby PiS sprzedawał majątek państwa tak intensywnie, być może w 2007 roku deficytu budżetowego nie byłoby wcale. Źródła:
Zobacz wpisy zewnętrzne, powiązane z notką: bartini.jog² A gdzie te comiesięczne dymisje najgorszych ministrów? @quest: ludzie już dawno o tym zapomnieli. Przecież nie pamiętają nawet na dobrą sprawę, że Grad powinien być odwołany już dawno... Po tym, jak PO chciało budować "nowy ład" z PiSem, po rządach SLD można było przewidzieć że tak się sytuacja rozwinie. do dupy ten wpis. zapomniałeś dodać, ze Kaczyńscy mieli szczęście znaleźć się na finansowej górce wypracowanej przez poprzednie rządy. "Nie mniej jednak, nawet najwięksi malkontenci nie mogli powiedzieć złego słowa na rząd Jarosława Kaczyńskiego, jeśli chodzi o finanse publiczne." Po pierwsze, pisze się "niemniej". Po drugie, na rząd Kaczyńskiego można powiedzieć wiele złych słów, jeśli chodzi o finanse publiczne. Mieliśmy przecież ponad 6% wzrostu gospodarczego, a deficyt spadał nawet wolniej niż w poprzednich latach, kiedy PKB rósł w tempie średnio 3%. A w dodatku spadek ten nie wynikał z cięcia wydatków (te bowiem rosły, i to całkiem szybko), tylko ze wzrostu przychodów. Prawda jest taka, że gdyby Kaczyńscy zadali sobie choć odrobinę trudu, żeby coś zrobić z budżetem, nie słyszelibyśmy dzisiaj o 50 mld deficytu. Pomijając błędy merytoryczne min wymienione wyżej. tylko widzisz kryzys jest, nikt tego nie wymyślił, zobacz sobie może taki wskaźnik jak produkcję stali i jak spadał w 2008 z tym płaszczykiem to pojechałeś :) ale nie każdy ma taką specyfikę gospodarki gdzie częśc produkcji jest subsydiowana przez połowę europy A ja od siebie dodam że wzrost cen paliw jest tu niezależny o rządu - nie planują ani podwyżek akcyzy na paliwo ani podatków bezpośrednio związanych z paliwem. "Może w "kręgach akademickich" mówi się, że kryzys jest tylko medialny, ale w kręgach przedsiębiorców, a także w mojej firmie widać gołym okiem spadek obrotów w handlu zagranicznym. U mnie o ponad połowę." Powodem tego nie jest jednak prawdziwe załamanie rynkowe, a jedynie jego sztuczna namiastka. Kryzys rozumiany jako spadek obrotów w poszczególnych dziedzinach gospodarki jest jak najbardziej realny, jednak jego fundamenty są wirtualne - zostały wykreowane, co przyznaje się zresztą od samego początku we wszystkich mediach. Cichy - jeden argument ortograficzny (+ 10 do Inteligencji dla Ciebie) i stwierdzenie, że to co robi PO jest winą PiS-u. Niech zgadnę, głosujesz na PO i oglądasz sporo TVN? ;) **żeby nie było - ja tam za PiS'em nie byłem i nie jestem, stwierdzam tylko, ze PO jest od niego gorsze, co - trzeba przyznać - jest sporym osiągnięciem. Jacek - chciałeś mi coś udowodnić, nie udało Ci się. No bo do cholery, jak zapisać liczbowo pięćdziesiąt dwa miliardy złotych bez używania 9 zer? Tak po prostu ta liczba wygląda. daromar - Tusk jeszcze dzisiaj mówił, że 52 mld deficytu budżetowego to nic, bo w "agencjach ratingowych" Polska nadal jest na wysokich miejscach. I super. Tylko, że ludziom żyje się gorzej. A będzie tragedia, gdy ceny pójdą jeszcze bardziej w górę. Przynajmniej w mojej okolicy. Szymon - w stopce pisze wyraźnie: Clou> Tak naprawdę na dziurę budżetową rządy mają niewielki wpływ. Ja bym prosił o rozwinięcie tej myśli. Kto ma wpływ na dziurę budżetową? Piechuła: tak kryzys został wywołany cudami bankowymi ale uderzył też w realną gospodarkę, i w tym momencie przestał być wirtualny Piechuła -> Nie twierdze, że popełniłeś błąd. Ale wytykasz inny (PO i socjotechnika) zabiegi które sam stosujesz. Albo rybki albo akwarium :D "no i znowu Tusk w tym przypadku ma rację, poszukaj sobie jaki deficyt zafundowali sobie w USA" No i owszem, ale ten deficyt dotyczy 2009 roku. W 2010 sytuacja już się poprawia. U nas nie, a próbuje się to uzasadnić kryzysem. _"co to za argument że ludziom żyje się gorzej? zapraszam do mnie do domu, na analizę budżetu przeciętnego polaka. "zresztą niezbyt trafiony bo w Polsce kryzysu takiego jak np w USA nie ma i nie było" To skąd te 52 mld?! (że się podepnę w tym momencie pod pytanie remiqa) Bo raz piszesz, że to wina kryzysu, a zaraz, że kryzysu nie ma w Polsce. "kryzys został wywołany cudami bankowymi ale uderzył też w realną gospodarkę, i w tym momencie przestał być wirtualny" Dokładnie to samo napisałem w komentarzu 10. Jacek, czyli jak zapisać liczbowo te 52 mld bez 9 zer? "Cichy - jeden argument ortograficzny (+ 10 do Inteligencji dla Ciebie) i stwierdzenie, że to co robi PO jest winą PiS-u. Niech zgadnę, głosujesz na PO i oglądasz sporo TVN? ;)" Na PO głosuję, ale bardziej z braku alternatywy niż z sympatii do nich. I nie oglądam TVN. Ale pytanie bardzo znamienne - zapewne wspominanie o TVN, ilekroć ktoś skrytykuje PiS, daje +10 do lansu wśród zwolenników tej partii. A poza tym nie bronię PO, bo ma ona to i owo na sumieniu. Twierdzę tylko, że gdyby PiS nie zmarnował dwóch lat świetnej koniunktury, to Rostowski zapowiadałby dziś wzrost deficytu z - powiedzmy - 10 mld do 30 mld, a nie z 25 mld do 50 mld. I wówczas faktycznie mógłbyś mówić, że rządom PiS-u nie można nic zarzucić w kwestiach budżetowych. "zapewne wspominanie o TVN, ilekroć ktoś skrytykuje PiS, daje +10 do lansu wśród zwolenników tej partii." Pisałem już pod tą notką, że nie jestem zwolennikiem PiS-u, a wręcz oponentem tej partii. Zresztą, wystarczy poczytać tego bloga. Obniżenie deficytu do poziomu sprzed początku roku 2000 to marnowanie koniunktury? Co masz na myśli przez ten znamienny, często powtarzany w TV, ale jednocześnie pusty zwrot? Piechuła, ciągle masz racje naprawdę. Dawno temu, pani na lekcjach polskiego uczyła mnie, żeby nie stosować w sąsiadujących zdaniach takich samych wyrazów. Za to ponoć dostaje się dodatkowe punkty przy ocenianiu bogactwa językowego na maturze. ;) "Pisałem już pod tą notką, że nie jestem zwolennikiem PiS-u" A czy ja gdzieś napisałem, że jesteś? "Obniżenie deficytu do poziomu sprzed początku roku 2000 to marnowanie koniunktury?" Owszem, jeśli w 2005 ten deficyt nie był wiele wyższy. Zresztą wystarczy proste porównanie: SLD przez cztery lata obniżył deficyt z 45 mld do 25 mld, czyli średnio o 5 mld rocznie. PiS przez dwa lata, jak wspomniałeś, wycisnął ledwo 9 mld, czyli 4.5 mld rocznie. Przy ponaddwukrotnie wyższym wzroście, bezrobociu spadającym na pysk, masowej emigracji zarobkowej i rekordowych zyskach firm. Zaiste, wielki sukces. Millerowi i Belce powinieneś dla zachowania proporcji bić pokłony za najgenialniejszą politykę budżetową w historii. > Millerowi i Belce powinieneś dla zachowania proporcji bić pokłony za najgenialniejszą politykę budżetową w historii. Fakt. Tylko lewica obniża w Polsce podatki... podtrzymuję moje zdanie dotyczące wpisu. Btw, ilustracja rozbrajająca, choć udana z pewnego punktu widzenia. rządy biorą $ z prywatyzacji, podatków i pożyczek. Jeśli gospodarka idzie w dół (bądź nie rośnie w takim tempie jak wcześniej zakładano, np. Chińczycy uznali że ze wzrostem nie powinni zejść niżej 6% w przeciwnym wypadku czekają ich poważne kłopoty) to niedobór kasy z podatków trzeba czymś zastąpić. Deficyt pewnie mógłby być mniejszy ale w naszej sytuacji oszczędności paradoksalnie mogły by pogorszyć sytuację w odczuciu 'szarego obywatela', lepiej się zadłużyć i odwlec problem na później. Większość rozwiniętych krajów tak robi (dług Japonii ~200% PKB). Nie wymagaj od polityków planowania długoterminowego, a tym bardziej jaj. Świnie nie latają. 17 miesięcy rządów to dla Ciebie 2 lata? Ciekawe. Ponadto, była kiedyś chyba taka dyrektywa unijna, która kazała nam obniżać deficyt średnio 5 mld rocznie. Co z nią w obliczu "genialnych" wyników budżetowych PO? Co więc PiS powinien był zrobić, by nie można było oskarżyć go o "marnowanie koniunktury" i skąd ta koniunktura tak w ogóle się wzięła (pytam z czystej ciekawości)? Szymon - w jaki sposób mniejsze wydatki państwa, na np. administrację rządową, czy dozbrajanie wojska, mogłyby wpłynąć negatywnie na sytuację szarego obywatela? "17 miesięcy rządów to dla Ciebie 2 lata? Ciekawe." 17? "Ponadto, była kiedyś chyba taka dyrektywa unijna, która kazała nam obniżać deficyt średnio 5 mld rocznie. Co z nią w obliczu "genialnych" wyników budżetowych PO?" Jeśli taka dyrektywa była, to najwyraźniej jej nie przestrzegamy już od kilku lat. "Co więc PiS powinien był zrobić, by nie można było oskarżyć go o "marnowanie koniunktury" Chociażby obniżać deficyt szybciej od poprzedników. Wobec sytuacji, jaką wówczas mieliśmy, to absolutne minimum tego, czego należałoby oczekiwać. Naprawdę nic nie stało na przeszkodzie, żeby nawet całkowicie zrównoważyć budżet. "i skąd ta koniunktura tak w ogóle się wzięła" Z cyklu koniunkturalnego i z wejścia do UE. Czyli to, że PiSowi udało się obniżyć deficyt o 9 mld w 17 miesięcy (od zaprzysiężenia do złożenia dymisji), świadczy o niekompetencji tego rządu. Natomiast zwiększenie deficytu przez PO o 36 miliardów pln w 3 lata, świadczy o gospodarności Tuska i Rostowskiego. "i skąd ta koniunktura tak w ogóle się wzięła" Jakie jest masło? Maślane. Dziękuję za odpowiedź (oraz za wszelkie następne rady w stylu sprawdź se w google) "Czyli to, że PiSowi udało się obniżyć deficyt o 9 mld w 17 miesięcy (od zaprzysiężenia do złożenia dymisji)" Może ja nie jestem wielkim matematykiem, ale od 31.10.2005 do 16.11.2007 (daty za Wikipedią) za cholerę mi 17 miesięcy nie wychodzi, tylko 24 i pół. Oświeć mnie, gdzie robię błąd. "Natomiast zwiększenie deficytu przez PO o 36 miliardów pln w 3 lata, świadczy o gospodarności Tuska i Rostowskiego." Niczego podobnego nie napisałem. Nie napisałem w tej dyskusji nawet jednego pochwalnego słowa pod adresem PO. "Dziękuję za odpowiedź (oraz za wszelkie następne rady w stylu sprawdź se w google ( ) ))" A jakiej odpowiedzi oczekujesz? Mam Ci tłumaczyć, co to są cykle koniunkturalne i co to jest UE? Bo nie wiem, o co jeszcze Ci chodzi. Nie, nie musisz mi niczego tłumaczyć. Po prostu zadałem pytanie :) Natomiast co do miesięcy - masz rację, mój błąd (liczyłem kaczkę tylko), dzięki. "Nie napisałem w tej dyskusji nawet jednego pochwalnego słowa pod adresem PO." To może inaczej - czy PO zakładając gigantyczny deficyt budżetowy na 2010 rok robi dobrze, czy źle? I jak to wygląda na tle zmniejszenia deficytu przez PiS? Mądro-głupie rozważania blogera, który nie ma pojęcia o czym pisze. Fundamentalne pomyłki: deficyt w wysokości 52,2 mld zł jest to tylko deficyt rządowy. Do tego trzeba dodać prawie 150% większy deficyt całych finansów publicznych (zadłużenie samorządów, spółek komunalnych, itd.) wszystko finansowane z jednego worka. Łącznie 7% PKB w 2010 r. Ale właśnie, najważniejsza pomyłka. To jest deficyt TYLKO NA 2010 r., a nie całkowite zadłużenie Skarbu Państwa jak myśli autor. Politycy co roku zadłużają nas na kolejne miliardy złotych, a widzę że większość osób tutaj nie ma tego świadomości. Całkowite zadłużenie Polski niedługo osiągnie bilion złotych. W 2005 było to zaledwie 436 mld zł. Każdy może sobie samodzielnie zweryfikować te liczby za pomocą ogólnodostępnych danych. Śmieszne są też źródła, które podaje autor: Money, Gazeta.pl, tvn24.... szkoda że wszystkie to tak naprawdę depesze PAP :)) Litości. Jak się nie ma o czymś pojęcia, to nie ma potrzeby na ten temat się wypowiadać, a potem jeszcze wrzucać na Wykop. Chociaż w generalnym wniosku, który autor wysnuwa na "wyczucie", że PO to rząd medialno-propagandowego sukcesu, a w kwestiach budzetowych PiS był 100 razy bardziej skuteczny, ma rację. "To może inaczej - czy PO zakładając gigantyczny deficyt budżetowy na 2010 rok robi dobrze, czy źle?" To nie jest gigantyczny deficyt, bo biorąc PKB z 2008 roku (które w 2010 najprawdopodobniej będzie wyższe) i dzisiejszy kurs dolara (nie wiem, na ile moje obliczenia są przez to biased), jest to deficyt rzędu mniej więcej 3,5% PKB - czyli mniejszy, niż mieliśmy w latach 2001-2003. Stany Zjednoczone zakładają deficyt rzędu 12%, i to jest spory deficyt. "I jak to wygląda na tle zmniejszenia deficytu przez PiS?" Próbuję nie klnąć, ale jest mi strasznie trudno. PiS miał najlepszą sytuację gospodarczą w całej historii III RP. PO ma kryzys, czy w niego wierzysz, czy nie. Rozumieć? "zapraszam do mnie do domu, na analizę budżetu przeciętnego polaka" Przyczyny kryzysu nie są wirtualne - są jak najbardziej realne, zresztą takie same jak przyczyny wszystkich innych kryzysów - zbyt wiele pieniędzy wpompowano w część gospodarki, która nie wygenerowała oczekiwanego (ani bliskiemu oczekiwanego) zwrotu inwestycji. To jest przyczyna jak najbardziej realna. "Fundamentalne pomyłki: deficyt w wysokości 52,2 mld zł jest to tylko deficyt rządowy. Do tego trzeba dodać prawie 150% większy deficyt całych finansów publicznych" Gdyby autor komentarza zerknął w źródła to wiedziałby, co bloger miał na myśli. Sprawa epitetów których używasz, jest tylko i wyłącznie sprawą Twojej kultury osobistej i pozostawiam ją Tobie. "Ale właśnie, najważniejsza pomyłka. To jest deficyt TYLKO NA 2010 r., a nie całkowite zadłużenie Skarbu Państwa jak myśli autor." Wcale tak nie myślę i nigdzie tak nie napisałem. "Jak się nie ma o czymś pojęcia, to nie ma potrzeby na ten temat się wypowiadać" Na szczęście takie prawo na tym blogu nie obowiązuje i dzięki temu możesz śmiało komentować tutaj do woli :) Dodek - owszem, deficyt nie powinien przekraczać 5% PKB, jednak od kilku lat tłumaczy się nam, że zgodnie z dyrektywą unijną co roku powinniśmy obniżać deficyt o 5 mld. I jak do tej pory, nikt tak poważnie od tej reguły nie odszedł jak PO. "Próbuję nie klnąć, ale jest mi strasznie trudno. PiS miał najlepszą sytuację gospodarczą w całej historii III RP. PO ma kryzys, czy w niego wierzysz, czy nie. Rozumieć?" PiS miał najlepszą sytuację w historii, płynęły pieniądze z Unii, kraj się modernizował. A czy teraz jest inaczej? U mnie w mieście całkowicie przebudowują centrum, gdzie do 2011 ma powstać nowy rynek (budują od 2009). Kiedy chcę dojechać do Katowic, muszę nieźle nastać się w korkach - wszędzie budują / remontują drogi. Co rusz miasta organizują festyny i imprezy na szeroką skalę, z gwiazdami muzyki i pokazem sztucznych ogni na koniec. Tak nie wygląda polityka kryzysowa, kiedy trzeba liczyć każdą złotówkę. "zapraszam do mnie do domu, na analizę budżetu przeciętnego polaka Dobrze wiedzieć, że innym powodzi się lepiej. Nie mniej jednak, nadal zapraszam do mnie, na rozmowę z moją rodziną i moimi znajomymi. Temat dyskusji: domowy budżet wobec ciągłych podwyżek cen artykułów podstawowych. Jeśli nadal Cię to śmieszy, to albo żyjesz na utrzymaniu rodziców, albo masz dużo pieniędzy i nikłe pojęcie o życiu. AdamK - są ludzie, którzy na kryzysie zbili fortuny. źle mnie zrozumiałeś :) Piguła: oczywiście, fortunę można zbić na wszystkim, na kryzysie, kredkach, sznurówkach, spadkach cen akcji, itp. To jest kwestia wiedzy, umiejętności i szczęścia. Jednak to kto i jaką zbił fortunę na kryzysie nie zmienia powodów jego zaistnienia. Albo nie znasz znaczenia słowa "epitet" albo doświadczasz projekcji wywołanych silnymi emocjami takimi jak gniew z powodu tego, że ktoś wytknął ci błąd oraz strach przed kompromitacją. Wracając do rzeczy merytorycznych: autor pisze To niech mi teraz wytłumaczy skąd wzięła się suma "36 mld zł w ciągu 3 lat"? Piszę ponownie, bo może autor nie zrozumiał: 52,2 mld zł deficytu jest tylko w 2010 r. Aby obliczyć na ile "Tusk i Platforma w ciągu 3 lat zadłuży Polskę" należałoby dodać do siebie deficyty rządowe ze wszystkich lat kiedy budżety konstruowała PO. Czyli w tym roku ok. 23 mld zł oraz 52 mld zł w przyszłym, daje łącznie 75 mld zł deficytu RZĄDOWEGO w dwa lata. To jest tylko sucha liczba, bo tak naprawdę znaczenie ma całkowity deficyt sektora finansów publicznych. Do szkoły internetowi eksperci od wszystkiego. daromar - czy rosnące ceny nie są najlepszym dowodem tego, że wszystkim żyje się trudniej? Nie ważne, czy to odczuwają, czy nie (bo dla jednego więcej o 10 PLN miesięcznie na chleb to nic, a dla drugiego to bardzo dużo)? Adamek - oczywiście, tylko że nie zawsze zarabia ten, który do owego kryzysu doprowadził. Prosty przykład USA - gdzie największe banki zarobiły gigantyczne pieniądze na kryzysie który spowodowały (raz, że dostały dotację od rządu, dwa - przejęły słabsze i mniejsze banki), np. Goldman Sachs. Rybentrop - przecież kiedy popełniam błąd przyznaję się do tego i dziękuję za poprawę (vide kilka komentarzy wyżej). Nie wiem o czym piszesz, co zresztą mnie nie dziwi, bo to chyba tylko sztuka dla sztuki - wielu już takich tu było. "To niech mi teraz wytłumaczy skąd wzięła się suma "36 mld zł w ciągu 3 lat"?" Deficyt o tyle się zwiększył w porównaniu do sytuacji sprzed rządów PO - oczywiście mogłem napisać, że PO zadłużyła Polskę na ok 100 mld pln, jednak to zalatywało by tanią propagandą, o którą zresztą już oskarżono moje 36 mld za 2010 rok. Nie mniej jednak dziękuję za wyjaśnienie sytuacji z sumującym się deficytem w kolejnych latach. "Do szkoły internetowi eksperci od wszystkiego." To zdanie, to już tylko i wyłącznie sprawa Twojej kultury (chociaż w kręgach maniakalnych zwolenników PO - jak np. spieprzajdziadu.pl, za takie zupełnie niepotrzebne stwierdzenia dostaje się z miejsca tytuł doktora). Mnie się wydaje że banki straciły na kryzysie dużo więcej niż pieniądze - jako cała branża straciły zaufanie klientów, i to co je w obecnej chwili trzyma, to to że są niezbędne w nowoczesnej gospodarce. Utratę zaufania będą musiały odrabiać latami, ponosząc ogromne koszty. rosnące ceny potocznie zwane inflacją w żadnym przypadku nie są dowodem na to że wszystkim żyje się trudniej :D Piechuła, jak Ty pięknie ignorujesz fakty. Przecież zostało Ci wyjaśnione, czemu PiS zmniejszył deficyt, a czemu PO zwiekszyło. Czego jeszcze chcesz, samokrytyki? Wierzysz w to? Mam na myśli - wierzysz, że banki odczują cokolwiek z tego kryzysu (te duże, nie te małe, które zostały do nich wcielone dzięki kryzysowi) - pożyczki jak były, tak będą brane. Inflacja to spadek wartości złotówki (np. poprzez dodrukowanie pieniędzy przy jednoczesnym braku zmiany wartości depozytu, na którym się opierają), a nie wzrost cen w sklepach, który może, a nie musi, być jej konsekwencją. Dodek - uważam, że PO nie należą się pochwały za ten deficyt, a poparcie na poziomie 53% z ostatniego sondażu jest świadectwem ogłupienia społeczeństwa, a nie jego rozwagi czy trzeźwości myślenia. Nie, oczywiście, że banki nic nie zauważą. Niektóre zbankrutowały i tego nie zauwaỵły. Wybacz, Piechuła, ale Twoje pojęcie o ekonomii jest po prostu znikome. @Piechuła: jak najbardziej. Czują to i to całkiem mocno. W wyniku kryzysu spadł obrót gotówką w całej gospodarce, a to jest główne źródło przychodów banków. Wystarczy pooglądać wyniki. Nie zapominajmy też o jednym: wszelka dotąd udzielona bankom pomoc jest formą pożyczki - więc docelowo pieniądze te mają być zwrócone. Piechuła, to powiedz mi, co powinni byli zrobić, by tego deficytu uniknąć. Dodek - Twoja umiejętność czytania ze zrozumieniem też nie jest najlepszej jakości. Adamek - nie chodzi mi o sytuację krótkoterminową. W perspektywie przyszłych lat banki (te największe - podkreślam jeszcze raz specjalnie dla dodka) nie stracą na swojej pozycji ani trochę. Już teraz przecież mówi się powszechnie, że ludzie uznali "kryzys" za zakończony i wracają do starych nawyków. Dodek - wycofać się z "wojen z terroryzmem" na wschodzie, nie dać się naciągnąć na 300 mln € dla opla, pozwolić polskim firmom realizować zlecenia na budowę dróg i autostrad (co może ma mniejszy wpływ na deficyt, ale powoduje zatrzymanie kapitału w kraju), etc. Możliwości jest wiele. @Piechuła: strata zaufania to nie jest rzecz krótkoterminowa. Polskie firmy mogą budować autostrady, nikt im nie robi problemu - wystarczy wygrać przetarg. Czego nie zrozumiałem? A, że niby Lehman Brothers to był mały bank? Haha, oh wow, to teraz mnie rozwaliłeś. Problem w tym, że w Polsce przetargi wygrywają firmy, które chcą jak najmniej pieniędzy (jakości pod uwagę w tym kraju raczej się nie bierze), a potem wszyscy się dziwią jak to możliwe, że autostrada musi być remontowana zaraz po wybudowaniu (co znacznie podwyższa koszty). Dodek - piszę wyraźnie od początku, że mam na myśli banki duże - bankowe potęgi, które upadłe banki wykupują i wcielają do swojego kapitału za bezcen. Tak samo jak w czasie Wielkiego Kryzysu. Piechuła, oni tę autostradę remontują za własne pieniądze. Budżet złotówki to tego nie dołożył. Tak to już jest w kryzysie, że kto przetrwa, ten ma szanse wykupić innych. Bo jeśli ktoś umoczył X mld USD to nic dziwnego że się słania. Ci zaś co nie umoczyli bo nie ryzykowali tak bardzo - to oni mają być winni kryzysowi? I jeszcze że niby Bear Stearns i Merril Lynch to były małe banki? W jakim świecie Ty żyjesz, bo na pewno nie w tym samym co ja. To powyższe to pytanie retoryczne, bo przyczyny Twojej wypowiedzi znam - masz małe pojęcie o ekonomii. Adamek - niektórzy tak, zależy od umowy. Ale większość nie. Nigdy nie jechałeś nowo otwartą autostradą, na której już trwał pierwszy remont? Prawdą jest jednak, że zazwyczaj do czasu oddania drogi - remonty pokrywa firma realizująca projekt - chociaż i od tej zasady zdarzają się wyjątki. Co do banków - wierzysz w uczciwość i szlachetność na rynku? Dodek - możesz powiedzieć nawet, że jestem kretynem, niczego to nie zmieni. Wielkie banki wykupiły upadających braci za bezcen. no ale przecież jak jedna firma bankrutuje czy jest w bardzo złej sytuacji to tak się zdarza, takie prawa rynku A tutaj można wyczytać przez kogo owe banki zostały przejęte: Upadłość banku (w sensie bankructwa) nie istnieje. W istocie upadłość banku to promocyjna oferta sprzedaży skierowana do większych instytucji finansowych. Haha, też mi odkrycie. Problem w tym, że najpierw mówiłeś, że to małe banki upadały, a nie duże: >Mam na myśli - wierzysz, że banki odczują cokolwiek z tego kryzysu (te duże, nie te małe, które zostały do nich wcielone dzięki kryzysowi) Poznajesz te wypwiedzi? Zakup upadającego banku w takich okolicznościach też jest ryzykowne, o czym pewnie nie wiesz. A odnośnie autostrad: przetargi opiewają na wybudowanie autostrady i gwarancje jeszcze przez kilka lat - zatem gdy zaraz po wybudowaniu autostrady jest poprawka, to w ramach gwarancji. Wiedziałeś o tym? Piechuła: na drogi, jak na każdy inny produkt, udziela się gwarancji. Więc po oddaniu, przez mniej więcej dwa lata, to nadal wykonawca pokrywa koszty. I Przy okazji: w moim nicku nie ma 'e'. Co do autostrad - to zależy od zawartej umowy. Firmy, które oferują najniższą cenę w przetargu zazwyczaj oferują w tym względzie najmniej. "Problem w tym, że najpierw mówiłeś, że to małe banki upadały, a nie duże:" Zależy co dla kogo znaczy "małe". Większy zawsze wykupuje mniejszego. ot, cała filozofia. AdamK - a mój to nie piguła ;) Ups, przepraszam, takie przestawienie mi się zrobiło. Spójrz jakie są były/są warunki przetargów na autostrady: cena nie jest jedynym/najważniejszym kryterium, zaś udzielenie gwarancji to wymóg inwestora. "Zależy co dla kogo znaczy "małe". Większy zawsze wykupuje mniejszego. ot, cała filozofia." Chociażby w przypadku Lehman Brothers to mniejszy wykupił większego. Miej choć trochę szcunku do adwersarzy i przed napisaniem czegokolwiek sprawdz, czy nie jest to przypadkiem bzdura - ja przed napisaniem każdego komentarza przebijam się przez statystyki, a Ty? Szkoda czasu, to nie dyskusja, to korepetycje dla autora. Nie trzeba być większym finansowo. Można mieć też większe zaplecze, tzw. "plecy". Zauważ, że pomoc kryzysowa w USA nie zawsze szła do najbardziej potrzebujących instytucji. Rybentrop - dzięki za spostrzeżenie, żegnam ozięble. Piechuła, czemu nie potrafisz się przyznać do błędu? Walnąłeś bzdurę jakoby to małe banki upadały, została Ci ona wytknięta. Próbujesz się ratować mówiąc, że chodziło Ci o to, że małe znaczyło mniejsze, chociaż z poprzednich wypowiedzi wcale to nie wynikało. I znowu zonk - aż do kryzysu, Lehman Brothers zawsze było większe od Nomura Holdings Inc., które go wykupiło. Gdy to Ci zostało wytknięte mówisz o jakichś niejasnych plecach. Problem w tym, że ja mam twarde statystyki, a Ty bezsensowne spekulacje osoby ze znikomą znajomością ekonomii. Jak zauważył Rybentrop, to nie ten poziom, na jakim można by dyskutować. Ja mam 1 000 PLN. Ty masz 100 000 PLN. Rzecz w tym, że "większy" jest pojęciem względnym, co pisałem już powyżej. A na poziomie insynuacji, rzeczywiście - dyskutować nie sposób. Błagam Cię, Oczywiście, że w chwili upadłości Lehmana Nomura było w lepszej sytuacji niż Lehman, ale to wynika z definicji pojęcia upadłości. Po prostu odnoszę się do EWIDENTNIE NIEPRAWDZIWYCH TEZ, które wcześniej postawiłeś. Twoja analogia jest, czego można było się spodziewać, bezsensowna z punktu widzenia ekonomii. "Większy" na giełdzie jest pojęciem bezwzględnym - poczytaj o "market capitalization". Z mojej strony EOT, znudziły mi się korepetycje. Mi osobiście byłoby wstyd wypowiadać się na tematy, o których nie mam zielonego pojęcia. Oczywiście ekonomia nie ma nic wspólnego z polityką i odwrotnie. :) (Komentarz zmodyfikowany 09.09.2009 o 17:02) Dałeś mi bana. Zupełnie niepotrzebnie. Z własnej woli raczej tu nie wrócę :| bye :] Edit Piechuła: Dlatego właśnie dostałeś bana, ten komentarz zostawiam, żeby nie było wątpliwości co do tego.Niestety muszę zgodzić się z Rybentropem- piszesz dla samego pisania. Poszczególne argumenty zbijasz używając metod erystycznych(ciekawe zresztą czy świadomie), co nie jest zbyt poważnym zachowaniem i nie przystoi w prowadzeniu merytorycznej dyskusji. Ludzi, którzy rzeczywiście mają jakieś pojęcie o sprawie po prostu banujesz. Ja osobiście nie widzę sensu dalszej dyskusji. Ty wiesz swoje i zaciekle tego bornisz, IMHO nie mając racji.
Drogi Internauto!
Polityka i dziedziny z nią pokrewne są często źródłem nieporozumień i konfliktów.
Na tym blogu spotkać się możesz z ludźmi o odmiennych poglądach. To, że ktoś się z Tobą nie zgadza, nie jest jednak powodem, by go obrażać. Dyskutuj, nie wyzywaj! Za nieprzestrzeganie tej zasady możesz zostać zablokowany, a Twoje posty wykasowane. Szanujmy się nawzajem. |
w trzech zdaniach:
Polityczny Blog Społeczny dynamicznie się rozwija - dlatego też to ostatnie trzy zdania jakie napiszę na Joggerze. Dziękuję wszystkim czytelnikom za komentarze i odwiedziny oraz ekipie Joggera za stworzenie tego wspaniałego miejsca. Zapraszam do dyskusji pod nowym adresem, gdzie można zapoznać się m.in. z wywiadem z Samuelem Pereira, obietnicami wyborczymi PO, tłumaczeniem depesz Wikileaks, a także zobaczyć posłów, którzy rezygnują w tym roku z wielkiej polityki. przejdź do komentarzy »wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
kategorie tematyczne:
Edukacja
Gospodarka
Komentarz
Korporacje
Kryminał
Kultura
Lewica
Ludzie
Media
Medycyna
Miniblog
Politycy
J. Kaczyński
Jurek
Komorowski
L. Kaczyński
Napieralski
Pawlak
Tusk
Polityka Krajowa
Polityka Zagraniczna
Prawica
Prawo
Stowarzyszenia
Szopka Polityczna
Śmierć
Teoria
UE
Uroczystości
Wojna
Wpisy Satyryczne
Wybory
archiwum:
Sierpień 2011
(1)
Lipiec 2011
(1)
Maj 2011
(3)
Kwiecień 2011
(2)
Marzec 2011
(1)
Luty 2011
(1)
Styczeń 2011
(1)
Grudzień 2010
(2)
Październik 2010
(1)
Wrzesień 2010
(3)
Sierpień 2010
(4)
Lipiec 2010
(4)
Czerwiec 2010
(3)
Maj 2010
(6)
Kwiecień 2010
(11)
Marzec 2010
(3)
Luty 2010
(2)
Styczeń 2010
(2)
Październik 2009
(9)
Wrzesień 2009
(3)
Sierpień 2009
(3)
Lipiec 2009
(6)
Czerwiec 2009
(3)
Maj 2009
(2)
Kwiecień 2009
(3)
Marzec 2009
(1)
Luty 2009
(2)
Styczeń 2009
(7)
Grudzień 2008
(1)
Sierpień 2008
(2)
Lipiec 2008
(1)
Czerwiec 2008
(1)
Styczeń 2008
(4)
Grudzień 2007
(4)
Listopad 2007
(5)
Październik 2007
(9)
Wrzesień 2007
(17)
Sierpień 2007
(23)odnośniki:
Opinia publiczna - Homo Homini
Opinia publiczna - PBS DGA
Decyzje Rady Ministrów
Dziennik.pl
Prace w Sejmie RP
Prace w UE
Puls Biznesu
Rzeczpospolita
T. Machała - Kampania 2010
TVN24.pl
TVP INFO
Wolne Media
Peak Oil - kryzys energetyczny
Der Spiegel - Europa
IH Tribune - Europa
Prison Planet
The Times - Polityka
Kataryna
Korwin Mikke - oficjalny blog
There's no dick in the... |
Po doskonale przeprowadzonej kampanii medialnej, po licznych aferach z udziałem pierwszoplanowych polityków, po 24 miesiącach rządów, Jarosław Kaczyński podał do dymisji swój gabinet. W Polsce zapanowała radość – wreszcie się skończyło. Nie będzie Giertycha i jego mundurków, Leppera i jego odrolnionej działki, Kaczyńskiego i Radia Maryja. Hurra!

