18 sierpnia 2009 o godzinie 21:57. Kategorie: Ludzie, Polityka Krajowa, Prawo, Stowarzyszenia, Teoria

Jestem chrześcijaninem. Formalnie. Zostałem ochrzczony, ksiądz polał mnie jakąś mętną wodą, ja się popłakałem – i już. Zostałem chrześcijaninem. Nikt nie pytał mnie o zdanie, ale to normalna praktyka. Katolikiem zostaje się wtedy, gdy nie do końca rozumie się takie słowa jak „ka-ka” czy „buba”.

Chrzest dziecka w Polsce jest czymś tak oczywistym jak śnieg w zimie, czy słońce w lecie. Człowiek się rodzi, dostaje imię, ksiądz leje na niego wodę. Ot, normalna praktyka. Nonsensem byłoby odkładać ten – jakże ważny przecież – sakrament na lata późniejsze. Najlepiej zrobić to czym prędzej, gdy każdy ewentualny krzyk i protest można jeszcze nazwać zwykłym zachowaniem bobasa.

W tzw. „zerówce” odwiedzała nas od czasu do czasu dziwnie ubrana kobieta, która opowiadała nam jakieś mało zrozumiałe historie. Dziś już wiem – była to zakonnica. Nie, nie uczęszczałem do katolickiej placówki. Ot, zwykłe, państwowe przedszkole. W mojej klasie były też dzieci, które nie zostały ochrzczone – przynależały do innego kościoła. Pani przedszkolanka wyrzucała takie dzieci do pokoju obok, gdzie – w czasie gdy my bawiliśmy się z naszym kościelnym gościem – mogły w odosobnieniu przemyśleć swoją odmienność.

W podstawówce to samo. Lekcje religii katolickiej. Tylko dla katolików. Mój kolega z przedszkola, który przesiedział w odosobnieniu już swoje, nadal nie mógł uczestniczyć we wszystkich zajęciach na równi z innymi dziećmi. Podczas gdy cała klasa uczyła się na pamięć modlitw i przykazań, on siedział sam w świetlicy rysując coś kredkami na kawałku papieru. Musiał – bo religia zawsze odbywała się w środku zajęć. Prawie nigdy nie była pierwszą lub ostatnią lekcją danego dnia.

Potem przyszedł czas pierwszej komunii. Nauczono nas, że to bardzo ważny sakrament i trzeba podejść do sprawy poważnie. Nie do końca rozumiejąc czym owy „sakrament” jest – podszedłem do sprawy entuzjastycznie. Po mszy miałem dostać sporo prezentów, a rodzice szykowali z tej okazji jakąś imprezę. Było fajnie.

Później nadszedł czas gimnazjum i bierzmowania. Nasza siostra, która przez pierwszy rok uczyła nas religii, była osobliwą kobietą. Powiedziała nam, że żyjemy w czasach apokaliptycznych. Mówiła, że cieszy się, że już niedługo, jeszcze za jej życia, pan Jezus zejdzie na ziemię i pośle takich jak my, w najgorętsze i najciemniejsze czeluści piekieł – tam nasze miejsce. Zajęcia z tą zakonnicą były ciekawe. Zajmowaliśmy się głównie piekłem i cierpieniami, które niechybnie spotkają nas po śmierci. No, chyba że się nawrócimy – w co jednak siostra głęboko powątpiewała.

Przystąpiłem do bierzmowania. Na początku niechętnie, ale później jakoś się przekonałem. Na obowiązkowych mszach była cała moja klasa, a kolega śpiewał swoje interpretacje kościelnych piosenek. Było bardzo zabawnie, kolega miał dar do parodiowania.

Podczas bierzmowania ksiądz lub biskup (bądź inne ustrojstwo, które prowadzi mszę) chodził pomiędzy ławkami i na wyrywki pytał, co wiemy na temat świętego, którego imię chcemy przybrać. Dobrze, że nie zapytał mnie – bo nie miałem pojęcia kim był św. Michał i czy w ogóle jest taki święty. Fart.

W liceum było już spokojniej. W naszej szkole religii uczyło 2 księży: jeden był chyba gejem, bo molestował młodych chłopaków; drugi – po wypadku samochodowym – stracił powołanie i poza sprawdzaniem obecności nie robił kompletnie nic. Moja klasa miała zajęcia z tym drugim duchownym.

Na lekcje religii przychodził nawet kolega, który był zadeklarowanym ateistą. Miał do wyboru: albo siedzieć z nami, na lekcji, na której każdy robił co mu się żywnie podoba; albo siedzieć samemu w stołówce. Religia zazwyczaj odbywała się w środku zajęć, jeśli się na nią nie chodziło – trzeba było gdzieś przeczekać te 45 minut odosobnienia.

Pewnego razu, w LO odwiedziły nas dziewczyny z oazy. Przeprowadziły z nami lekcję. Tym, którzy regularnie chodzą do kościoła (np. w każdą niedzielę) kazały usiąść po prawej. Osoby, które takiego zwyczaju w sobie nie wyrobiły – miały usiąść po lewej. Następnie, dziewczyny stwierdziły, że ludzie, którzy nie chodzą do kościoła, zostaną potępieni i spalą się w ogniu piekielnym. Zaciekawiło mnie to, więc zgłosiłem się i zapytałem, czy można być wierzącym i nie chodzić do kościoła (jak np. mój tata i wiele osób, które obecnie znam). Niewiele starsza ode mnie dziewczyna, odpowiedziała mi, że absolutnie wykluczonym jest, by ktoś kto nie chodzi do kościoła, wierzył w boga. Bardzo interesująca teza.

Po skończeniu LO dostałem jakiś dyplom z obrazkiem przedstawiającym Jezusa i moim nazwiskiem poniżej. W drodze do domu gdzieś zgubiłem ten kawałek papieru. Szkoda.

Na studiach, na szczęście – o wiele lepiej. Nie ma u nas wydziału teologicznego i moim jedynym zmartwieniem są teraz ludzie, którzy po 4 semestrach nauki politologii nadal nie wiedzą „co to jest premier”.

Niestety, nie jest aż tak do końca różowo. Katolicki bóg zakazuje bowiem handlu w supermarketach, w dni świąteczne. Państwo oddaje kościołowi swoje ziemie za bezcen. Podatki rosną, ale księża ich nie płacą. W mojej okolicy coraz więcej żebraków i ludzi, którzy ledwie wiążą koniec z końcem, a w kościele – generalny remont. Antykoncepcja – zdaniem papieża – przyczynia się do wzrostu liczby zachorowań na AIDS. Bezpłodności nie powinno się leczyć – bo InVitro powoduje śmierć tysięcy zarodków – potencjalnych ludzi (tak samo zresztą jak powszechna w kościele zasada wstrzemięźliwości seksualnej). Etc.

Reasumując: jestem katolikiem, zostałem ochrzczony, chociaż nikt nie pytał mnie o zdanie. Kiedyś tego nie rozumiałem. Dzisiaj już wiem, dlaczego nikt nie zapytał.





Wpisy, które także mogą Cię zainteresować:

Odnośnie potępienia to ciekawa sprawa. Już raz się kłóciłem z pewną bliską mi (wtedy) osobą. Ogólnie do dzisiaj nie potrafię zrozumieć idei, że wszechmiłosierny ojciec nie potrafi wybaczyć tym co w niego nie wierzyli (a wiedli dość "dobry" żywot) i strąca ich w czeluści piekieł.


No przecież to banalnie proste - nie potrafi wybaczyć nie tego, że nie wierzyłeś, tylko tego, że nie wrzucałeś na tacę ;)


Jak to powiedział Serj Tankian - "Praise the Lord, pass the amunition"


4.  

Ogólnie do dzisiaj nie potrafię zrozumieć idei, że wszechmiłosierny ojciec nie potrafi wybaczyć tym co w niego nie wierzyli (a wiedli dość "dobry" żywot) i strąca ich w czeluści piekieł.

Teraz interpretacja nieco się zmieniła pod wpływem argumentów 'drugiej strony'. Nie wierzysz, a jesteś dobrym człowiekiem, to możesz liczyć na tak zwane zbawienie.


Yay, good for me :)


A ja słyszałem, że jak się nie wierzy, to mimo wszystko najwyżej możesz pójść do czyśćca. :P

Swoją drogą - ciekawe skąd katolicy wiedzą takie rzeczy?


Jak to skąd? Jesus był, wie i powiedział komuś kto się wygadał ludziom co spisali Słowo :)


8.  

Czyściec -> później niebo (z tego pierwszego można wyjść).

Gorzej jeśli Allach jest tym prawdziwym - trzeba przygotować sobie lepszą wymówkę niż "byłem dobrym człowiekiem" ;)


radmen: No tak, ale jak mówi Adriano - wersje na przestrzeni lat się zmieniają.


Ale i tak wg nich Jesus był TAM i wie! Ogólnie to uważam, że każda religia będzie się zmieniać tak aby wpasować się w realia. Ja tam osobiście do osób duchownych nic nie mam. Tych co nie są oszołomami.


"Jesus był TAM i wie"
Jezus był w czyśćcu? Uuuu... nieładnie! :P


Hmm fail z mojej strony. Miałem na myśli piekiełko, a co do czyśca to nie wiem. :P


Ale ciężkie życie miałeś, najbardziej mnie wzruszyło to jak się popłakałeś.. A to z religią odbywającą się w środku zajęć, to na pewno jakiś kościelny spisek. Pewnie chcieli zrobić na złość wszystkim 'odmieńcom'. Reszta wpisu to jakiś bełkot, nikt przecież nikogo do niczego nie zmusza, więc ciężko nazwać każdego 'odmieńca' terroryzowanym, bardziej pasuje słowo masochista.

Ok, kilka 'pyskówek'

Katolicki bóg zakazuje bowiem handlu w supermarketach, w dni świąteczne.
Załóż swój własny i sprzedawaj w święta, nikt Ci tego nie zabroni. Skoro tak bardzo ludzie potrzebują porobić zakupy w dni świąteczne, to zarobisz fortunę. Tylko nie zmuszaj innych, żeby zrezygnowali dla twojego biznesu z wigilijnej kolacji. Albo inaczej: życzę Ci, żebyś sam wylądował w taki dzień np. za kasą na stacji benzynowej.

W mojej okolicy coraz więcej żebraków
Trochę nie na temat, ale kusi mnie żeby to napisać. Nie ma dających, nie ma żebrzących. W Poznaniu jakoś problem nie istnieje.

Antykoncepcja – zdaniem papieża – przyczynia się do wzrostu liczby zachorowań na AIDS. Bezpłodności nie powinno się leczyć – bo InVitro.. blebleble.
Nie pasuje Ci co mówi kościół? proszę bardzo, masz wolną wolę, ja też ją mam. Nie przeszkadza mi czyjeś zdanie, stosuję antykoncepcję i myślę o invitro. Żeby mnie czas nie zaskoczył. Takie trollowanie na kościół nasuwa mi tylko jedną myśl. Od katolickich rytuałów głupszy jest tylko ateizm.

Państwo oddaje kościołowi swoje ziemie za bezcen. Podatki rosną, ale księża ich nie płacą.
Podatki rosną, a państwo dalej sponsoruje tak debilne kierunki studiów jak filozofia, politologia itd. Totalnie nierentowne i niepotrzebne w 21 wieku.

Pozdrowienia z wykopu


ed: Oj, chyba nie wiesz, czym jest ironia :)

Tylko nie zmuszaj innych, żeby zrezygnowali dla twojego biznesu z wigilijnej kolacji

Wychodząc z takiego założenia i szanując konstytucyjne prawo do równości wobec prawa wszystkich wyznań i poglądów - zakaz handlu powinien obowiązywać we wszystkie święta, wszystkich wyznań. Albo wcale.

Ponadto, jeśli jest się np. lekarzem i ma się dyżur, to też traci się wigilijną kolację... może warto pomyśleć jeszcze o zakazie leczenia w katolickie święta? ;)

W Poznaniu jakoś problem nie istnieje.

W Moskwie też nie - tam w zimę bezdomnych wywozi się daleko za miasto, gdzie nie ma się gdzie skryć przed mrozem. Nikt już potem do miasta nie wraca.

Takie trollowanie na kościół nasuwa mi tylko jedną myśl. Od katolickich rytuałów głupszy jest tylko ateizm.

W jednym zdaniu zarzucasz mi trolling, w drugim sam trollujesz. Brawo.

państwo dalej sponsoruje tak debilne kierunki studiów jak filozofia, politologia itd. Totalnie nierentowne i niepotrzebne w 21 wieku.

LOL xD

Pozdrowienia z wykopu

I wszystko jasne... ;)


Odzywają się ostatnimi czasy głosy z różnych części kościoła, z tego co wiem, przez tych na górze mocno krytykowane, mówiące, że Bóg na końcu tego naszego świata i tak wszystkich weźmie do raju, bo jest miłosierny, a piekło zniknie i wszyscy będą happy. Nawet taki facet co go Św. Paweł zwali, tak mówił, w Dziejach Apostolskich, przeczytać o tym można.


przy okazji podepnę ten ciekawy artykuł :)


17.  

Raczej mało realne jest to, że cokolwiek z tej listy zostanie zrealizowane w jakiejkolwiek formie.


Nie jestem z wykopu, ale i tak podzielam zdanie Ecl, Twój wpis, nie był ani jakiś obrazoburczy, ani śmieszny, czy nawet - wybacz, sensowny. Podobno jest w naszym kraju 95% Katolików, tak zawsze mówią osoby wierzące. Inna sprawa, że ... - nie wnikam, w każdym razie wiele zjawisk - religia w szkołach - zależy właśnie od tych '95%' i ma się co pieklić. Skąd te 95%? sam do nich należałeś, chodziłeś na religię, brałeś udział w bierzmowaniu. Zapewne dalej jesteś katolikiem - żadnej apostaty nie napisałeś. A właśnie, Kościół - jako nazwa organizacji, jako budynek to z małej.

BTW - odnośnie komentarzy - taka ciekawostka: w oryginale tej przepowiedni, Mesjasz (u Żydów, u nas Jezus) miał wstąpić do Szeolu, Otchłani, czyli miejsca, gdzie oczekują go dusze tych, którzy zmarli przed przyjściem Mesjasza (wtedy nie było piekła). W koncepcji chrześcijańskiej nie czegoś takiego jak Szeol, więc przetłumaczono to na Piekło.


Jestem katolikiem, bo mnie ochrzczono. Nie wierzę w katolickiego boga, czy boga w ogóle. I nie potrzebuję papierka na potwierdzenie tego. Pisałem już o tym niejednokrotnie na łamach tego bloga.

Docelowo notka ma ukazywać, w jaki sposób kościół - jako organizacja religijno-polityczno-prawna - jest powodem nierówności społecznych, tworzenia sztucznych podziałów na "nas - katolików" i na "odmieńców" - jak napisał powyżej ecl. I to już od samego początku: od przedszkola, przez szkoły, aż do dorosłego życia.


Przykro mi, nie jestem stałym czytelnikiem. Zauważyłem, po prostu, że wciąż zasilasz statystykę katolików w kraju. Nie dziw się więc, że w szkołach masz lekcję religii, a politycy fotografują się na pielgrzymkach. Podział na większość i mniejszość znajdziesz w każdym państwie. Być może kiedyś to ateizm będzie wyznaczał tą granicę i to wierzący będą odmieńcami. Ciekawe, jak sytuacja ta wygląda w Niemczech, tak jest mniej więcej po równo; katolików, protestantów i ateistów.
BTW, dalej piszesz nazwę własną z małej litery.


"Zauważyłem, po prostu, że wciąż zasilasz statystykę katolików w kraju."

Tylko że ta statystyka opiera się na założeniu: nie-katolik to ktoś, kto wyraźnie, z całą urzędową procedurą temu zaprzeczył. A więc zakłada się, że jak komuś bez różnicy jaką statystykę zasila, to zasila statystykę katolików. Moim zdaniem założenie cokolwiek durne.


Wcale nie, pod te 95% brani są wszyscy ochrzczeni, czy chodzą do kościoła czy nie. A te 95% wciąż stanowi postawę pod wprowadzanie "katolickiego" prawa.


Dzięki za wpis. Niby nic odkrywczego, sama prawda, ale - o dziwo - nie wszyscy to tak postrzegają, co zresztą widać z komentarzy.
@ ecl - "Załóż swój własny i sprzedawaj w święta, nikt Ci tego nie zabroni" - nieprawda, zabroni. To są święta ustawowe i ustawowy zakaz handlu, często właśnie z uwagi na święta katolickie, które dla coraz większej części z nas nie mają żadnego znaczenia.


Narzekacie na prawo, a nawet nie do końca go znacie: http://pl.wikipedia.org/wiki/Zakaz_handlu_w_niedziele_i_%C5%9Bwi%C4%99ta#cite_note-2
Nie ma przeszkód prawnych, aby w placówkach handlowych w święta pracę wykonywali ich właściciele lub inne osoby pracujące na podstawie umów cywilnych. (...) Nowela [ustawowa] dopuszcza możliwość pracy w placówkach handlowych przy wykonywaniu prac koniecznych ze względu na użyteczność społeczną lub codzienne potrzeby ludności


słowo "bóg" z małej litery piszę celowo.
Zakaz handlu w niedzielę i święta jest niekonstytucyjny. Podpada pod art. 32, ust. 2 (dyskryminacja ludzi odmiennego wyznania w życiu gospodarczym - ich święta nie są wolne od pracy), oraz pod art. 53, ust. 6 (dzień wolny od pracy / od zakupów z powodu katolickiego święta, jest sposobem jego celebracji). I pewnie z wieloma innymi artykułami także się nie zgadza.


26.  

Pisownia "bóg" jest poprawna.

Zakaz handlu w święta katolickie nie jest dobrym pomysłem.
Przykładowo mogę prowadzić sklep w którym zatrudnię osoby niewierzące, katolików i innego wyznania. W takie święto powinienem mieć możliwość otwarcia sklepu dając wolne katolikom. W inne święto z takiej możliwości skorzystaliby innowiercy, a osoby niewierzące według uznania.

Kiedyś na Joggerze pojawił się dobry pomysł rozwiązania tego problemu. Każdy miałby określoną ilość dodatkowych dni wolnych i sam na początku każdego roku decydowałby w jakich określonych dniach by je wykorzystywał.

Czyli zamiast świąt stałych wprowadzić "święta ruchome".
Wyżej wspomniane problemy znikają automatycznie i dodatkowo uzyskujemy zgodność konstytucyjną.


Miał ma myśli Kościół, jako nazwę organizacji. Co do (b|B)oga, zależy to od kontekstu. Jak jest "katolickiego boga", to jest dobrze. Z kolei: "Bóg rozpozna swoich", to piszemy z dużej, bo chodzi o konkretnego wymienionego z imienia boga.
Jeśli celowo piszesz z małej, tylko po to żeby 'rozwścieczyć' osoby wierzące, to Ci powiem, że to taki... hmm - infantylny - pomysł.


""Bóg rozpozna swoich", to piszemy z dużej, bo chodzi o konkretnego wymienionego z imienia boga."
Ja bym nie powiedział, że konkretnego. Chyba, że potrafisz na podstawie wypowiedzi danej osoby wywnioskować w co wierzy. Ale w sumie to kłócicie się o semantykę :P


Tutaj (w tym konkretnym wpisie w tym kraju etc.) wiadomo o co chodzi :)
A autor tych słów był... cholera... przez tego Sapkowskiego już zapomniałem, czy był Katolikiem, czy Husytom, czy czym tam jeszcze...


Heh, pewnie niesłusznie, ale dywagacje na temat tego, jak powinno się pisać "bóg" czy "kościół" nasunęły mi na myśl ten dokument ;)


http://aciddrinker.jogger.pl/2009/08/19/religijne-brednie/
za długo by pisać w komentarzu, więc odpowiedziałem na blogu.


Raczej sparodiowałeś. Ale to pewnie też jakiś tam rodzaj odpowiedzi. W każdym razie - masz komentarz ode mnie na swojej stronie. Pozdrawiam :)


33.  

Haj,zastanawiam się o czym tutaj piszecie,czy pisze się Bóg z dużej czy bóg zmałej,pindolenie o kościele,bajce wymyślonej przez dorosłych i cwanych facetów,do uciemiężenia ludzi.Macie na myśli Kościół, jako nazwę największej organizacji przestępczo-mafijnej,pralnie nie opodatkowanych funduszy,darowizn od których nie odprowadzają podatków.Wiara za pieniądze,zapomnieli jak wybijali ludzi na całym świecie,ile zamordowanych zostało indian,majów i wszystkich normalnych,którzy nie chcieli słyszeć o takich bzdurach ,jak kościół i tego normalnego człowieka, którego nazwali bogiem ,czy Bogiem.Wiara w koścół i tego ich Boga,to tak jak z brakiem wody na pustyni,można we wszystko uwierzyć.Prawda jest taka, że rano trzeba wstać i myśleć jak przeżyć następny dzięń.
Z pozdrowieniami


Artur: z Majami toś pojechał. A zapomniałeś kto składał rytualne mordy aby uszczęśliwić bogów? :)


Majowie składali ofiary, chrześcijanie mieli Inkwizycję i krucjaty, muzułmanie jihad... Prawie każdy ma coś na sumieniu. Ale to nie powód by wymordować całą społeczność.

Nie widziałem liczb, ale wydaje mi się, że gdyby spojrzeć na różnicę w liczebności Indian w Ameryce przed zawitaniem białych i dziś, to okazałoby się, że to było ludobójstwo porównywalne z holocaustem. To, że Majowie składali ofiary jakoś nie jest w moich oczach dobrym usprawiedliwieniem.


Radek: wybacz moją niewiedzę, ale się spytam. Czy Hiszpanie wbijając się do Ameryki zabijali indian z powodów religijnych? Mnie się wydawało, że bardziej z zapędów imperialistycznych, czy cuś w ten deseń.


radmen: masz rację… ale jak zwykle w takich przypadkach religia była dobrą wymówką… co innego mordować „niewiernych” a co innego po prostu tych co mają złoto…


Jajcuś: no wiadomo. Przynajmniej PR w tej pierwszej sytuacji nie spadał.


Radmen: a na krucjaty szli Ci którzy chcieli szerzyć słowo boże? czy Ci którzy chcieli się dorobić w walce? Oczywiście, że Hiszpanie i bez pomocy religii by tam się pakowali, ale przynajmniej wtedy by indian nie nawracali. Warto wspomnieć o Inkwizycji, bo pewnie ktoś będzie chciał zagrać i tą kartą.


Nie napisałem, że z powodów religijnych (chociaż rzeczywiście trochę tak to co napisałem może wyglądać).

Miałem na myśli raczej sprzeciw przed usprawiedliwianiem mordu majów tym, że składali ofiary z ludzi.


wydaje mi się, że gdyby spojrzeć na różnicę w liczebności Indian w Ameryce przed zawitaniem białych i dziś, to okazałoby się, że to było ludobójstwo porównywalne z holocaustem.

O ile nie większe.


No tyle, że w tej chwili to już jest lekkie zejście z tematu ;). Co innego zbrodnie kościoła, a co innego zbrodnie białych jako takich, konkwista, zniewalanie czarnych, etc... Nie mówię, że kościół katolicki nie miał z tym związku, tylko, że lekki OT się robi. Bo, że biali są rasą która zabiła, spaliła i zniszczyła najwięcej ze wszystkich, dla własnego dobra, to chyba jasne.


Zdecydowanie wieksze, pod wzgledem ilosci i zasiegu. Tyle, ze - gwoli scislosci - byc moze pod wplywem klamliwego filmu Gibsona przypisujecie skladanie ofiar z ludzi Majom. Zdarzalo im sie, ale to byly pojedyncze przypadki, jakas tam ofiara z dziewicy wrzucana corocznie do studni, czy cos takiego. Panstwo Majow w czasie przybycia Europejczykow juz nie istnialo. Rytualnych morderstw tysiecy ofiar dokonywali Aztekowie stojacy na czele zwiazku plemion, ktore to szybko wykorzystaly przybycie Europejczykow i obrocily sie przeciwko nim co umozliwilo zwyciestwo Corteza.
Szacuje sie ze w ciagu 100 lat rdzenna populacja na obszarze Meksyku zmalala do 5%. Konkwista odbywala sie jak najbardziej w imie religii.
A dlaczego akurat Europejczycy podbli swiat? http://pl.wikipedia.org/wiki/Strzelby,_zarazki,_maszyny


Bardzo, ale to bardzo trafiony tekst.


45.  

Witam wszystkich;coś mi się wydaje,że nie czytacie sedna tego co napisałem,a skupiliście się nad tymi biednymi dzisiaj Majami i kto kogo mordował.Zaraz będziecie pisać,czy się pisze Majowie z dużej,czy z małej itd.
Podnieść trzeba temat kościoła,oszukanej wiary i całego oszustwa w sęsie słowa tego znaczenia.
Jeszcze jedno:jak kościół pisze i mówi że,człowiek jak ich bóg ,po trzech dniach od śmierci z martwywstanie,to ja przemęcze się te trzy dni,a potem chciałbym z wami wszystkimi wypić czarną kawkę w kawiarni.
Z pozdrowieniami.


To norma ;) Nie mam co powiedzieć, więc walnę, że Linuksa a nie Linuxa ;) Żeby nie było, że "źdźbło trawy w oku bliźniego, a belki w swoim nie widzę" dodam, że zdaję sobie sprawę, że też tak czasem robię.


Radek: to Cię pocieszę, bo Rada Językowa (?) - no w każdym razie coś odpowiedzialne za reguły - ustaliła niedawno, że można to x pisać, bez wymiany na ks.


Słyszałem. Ale to chyba ta sama rada (Rada Języka Polskiego - http://rjp.pan.pl/), co ustaliła, że można mówić "poszłem", więc do ich ustaleń podchodzę z dużym dystansem.


Uwaga!
Drogi Internauto!
Polityka i dziedziny z nią pokrewne są często źródłem nieporozumień i konfliktów.
Na tym blogu spotkać się możesz z ludźmi o odmiennych poglądach. To, że ktoś się z Tobą nie zgadza, nie jest jednak powodem, by go obrażać.
Dyskutuj, nie wyzywaj! Za nieprzestrzeganie tej zasady możesz zostać zablokowany, a Twoje posty wykasowane. Szanujmy się nawzajem.
Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code


w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: