29 czerwca 2009 o godzinie 13:25. Kategorie: Gospodarka, Media, Polityka Krajowa, Prawica, Prawo

PO-PZPR?

Platforma Obywatelska to partia nadająca się na nie jedną pracę magisterską, a nawet na rozprawę doktorską. Jej fenomen jest bez precedensu – PO zamierza podnieść podatki (odchodząc od pomysłu 3 razy 15 na rzecz podatku progresywnego – w przedziale od 18 do 40%) ale to ok, bo Tusk sam nam o tym powie. Deficyt budżetowy wzrasta dwukrotnie (do 27,000,000,000 PLN) - to wszystko przez kryzys, a nie przez nieudolność rządu i rozpasanie administracji na Wiejskiej. Podwyżka dotknie również CIT-u i akcyzy na paliwo? Nie ma sprawy, przecież to nie są artykuły pierwszej potrzeby (jak twierdzi pozornie obcy ideowo Platformie Ryszard Bugaj)!

Że co? Że niby najlepszą walką z kryzysem – abstrahując już od tego, czy takowy rzeczywiście istnieje – byłoby obniżenie podatków, zwłaszcza tych od przedsiębiorców? Że doprowadziłoby to do powstania nowych miejsc pracy, dając zatrudnienie i pieniądze tysiącom młodych Polaków, którzy następnie wydaliby swoje srebrniki i napędzili tym samym rynek?

Co za herezja! Pomysł rodem z Kaczyńskiego! Ociekający populizmem jak Lepper solarem! Tfu, tfu, tfu!!

Poparcie dla PO, które po tych zabójczych dla niejednej partii decyzjach, nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, świadczy o postępującym procesie TVN-izacji społeczeństwa. Jednak nie powinno nas to dziwić. W końcu 90% informacji jakie przyswajamy za pośrednictwem telewizji, radia i prasy – jak uczą podstawy teorii komunikowania – nie podlega jakiejkolwiek weryfikacji, a jest przyjmowane w wierze i zaufaniu. Niestety.




02 czerwca 2009 o godzinie 17:41. Kategorie: Korporacje, Media

Krasowski zostaje bezrobotnym :)

Robert Krasowski, redaktor naczelny „Dziennika”, całkiem niedawno pisał do Internautów m.in. tak:

„Pocałujcie mnie w dupę... - tak powinien zaczynać się list do Was”;
„Małe ludziki z Gogola czy Dostojewskiego, którzy wylewają żółć na cały świat. Nienawidzicie wszystkich za wszystko”;
„Jesteśmy dziennikarzami, a nie pluszowymi misiami, jak Wy. Mamy prawo wchodzić wszędzie tam, gdzie rozpościera się sfera publiczna”;
„Dlaczego nie możemy pogrzebać w Waszych życiorysach i sprawdzić, kto z kolei Wam płaci?”;
„Demaskowanie Was to jak grzebanie w błocie, dlatego wolimy po staremu pisać o politykach. To też bagno, ale jego mieszkańcy przynajmniej nie płaczą ze strachu”.

Oczywiście są to fragmenty z listu otwartego do użytkowników sieci, jaki wystosował pod koniec maja szef „Dziennika”. Popisał się on w nim pięknym, wysublimowanym językiem, pełnym polotu i kultury osobistej.

Chociaż sprawa Kataryny i jej bloga nieco już przycichła, to Krasowskiego dopiero teraz spotkała zasłużona kara. Dzięki fuzji spółek Alex Springer Polska i Infor PL, redaktor naczelny „Dziennika” stracił dziś pracę. Złożył rezygnację, w związku z procesem tworzenia przez w/w spółki nowego tytułu prasowego.

Oliwa sprawiedliwa, panie Krasowski! A mówiąc pańskim językiem: „Pocałuj nas pan w…” ;)




01 czerwca 2009 o godzinie 22:23. Kategorie: Polityka Zagraniczna, Prawo, UE, Wybory

eurowybory

Nie wiem na kogo głosować 7 czerwca. Nadchodzące wybory, to ważna sprawa, bowiem Unia Europejska nie zajmuje się już tylko regulacjami dotyczącymi banana i marchewki. Współcześnie zakusy europarlamentarzystów, objętych w Brukseli mniejszą kontrolą niż na rodzimym podwórku, zataczają coraz bardziej niebezpieczne kręgi.

W ostatnich tygodniach ważyły się losy Pakietu Telekomunikacyjnego. Cała sprawa przycichła, ale bez wątpienia wróci – po wyborach. W nowej kadencji czeka nas zresztą więcej atrakcji – m.in. zastąpienie informacji o mocy żarówek – z „wat” na „lumeny” i kolejna bitwa o Traktat Lizboński.

Zwłaszcza ta ostatnia kwestia jest dla mnie paląca. W Polsce brak prawdziwych przeciwników Konstytucji Europejskiej. Jedyna dyskusja, jaka toczy się wokół tego dokumentu, dotyczy kwestii moralnych – Boga, homoseksualistów, aborcji, eutanazji, etc. Od czasu do czasu pojawia się wątek suwerenności. Nikt jednak nie jest w stanie go omówić w sposób przystępny. Przynajmniej publicznie.

Cała rzecz w tym, że współcześnie nie istnieje coś takiego jak „Unia Europejska”. Stan prawny jest w tej kwestii jednoznaczny. Traktat z Maastricht zawiera jedynie stwierdzenie, że strony ratyfikujące go „wyrażają wolę utworzenia Unii Europejskiej”. Wola ta zostaje dopełniona w Traktacie Konstytucyjnym:

„Zainspirowana wolą obywateli i państw Europy zbudowania wspólnej przyszłości, niniejsza Konstytucja ustanawia Unię Europejską, której Państwa Członkowskie przyznają kompetencje do osiągnięcia ich wspólnych celów.”

Przez obowiązujące dziś dokumenty, UE nie posiada osobowości prawnej i musi się posiłkować takimi ciałami jak Komisja Europejska, zamiast ustanowić jednego, wszechwładnego „Prezydenta Europy”. Ratyfikacja Lizbony ma to zmienić. Dlatego czołowi politycy Europejscy tak usilnie zabiegają o zaakceptowanie tego traktatu. Faktem jest bowiem, że o władzę w nowym państwie w rzeczywistości ubiegać się będą mogli tylko najzagorzalsi euroentuzjaści. Reszta nie będzie miała szans.






w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: