06 stycznia 2008 o godzinie 18:40. Kategorie: Polityka Krajowa, Prawica

Nie Pal! Płać większe podatki!

Dlaczego rządy całego świata troszczą się o zdrowie palaczy? Odpowiedź jest bardzo prosta – palacz to człowiek, z którego łatwo wyciągnąć pieniądze. Wbrew temu co się mówi palacze nie umierają przez swój nałóg jeden za drugim, są jednak na tyle uzależnieni, że kupią paczkę tytoniu nawet jeśli przez akcyzę cena papierosów wzrośnie o 100%. W związku z tym każde szanujące swój budżet państwo zdziera z palaczy astronomiczne kwoty. Oficjalnie tłumaczy się, że chodzi tutaj o zdrowie oraz o to, by ludzie „przestali palić”.

Państwa Europy Zachodniej, takie jak Niemcy, Portugalia czy Wielka Brytania osiągnąwszy już poziom rozwoju pozwalający obyć się bez pieniędzy palaczy, wprowadzają coraz to bardziej wyrafinowane zakazy palenia. Taka polityka jest jednak łatwa do zrozumienia w krajach, gdzie poziom życia kilkakrotnie przewyższa standardy wschodnio-europejskie.

W Polsce sytuacja jest inna. Zakaz palenia w miejscach publicznych, takich jak np. puby (o zgrozo...) jest bardzo ryzykowny. Może bowiem wpłynąć na rzeczywistą liczbę palaczy, a przez to dochody Państwa zauważalnie zmaleją. Ciekawe skąd wtedy PO i pani Kopacz zapewni obiecane podwyżki dla lekarzy (do 11 000 zł – będziemy pamiętać) i innych grup zawodowych, które już niedługo będą zapewne upominać się o wyższe płace w zamian za głosy oddane w poprzednich wyborach (pierwsze dołączą się chyba pielęgniarki). Pewnie będzie nas czekać podwyżka składki zdrowotnej i innych opłat, które już teraz zżerają 30-40% pensji przeciętnego Kowalskiego. A jeśli trzeba będzie dofinansować również inne zawody, to zapewne czekać nas będzie podwyżka podatków...

I wszystko to w imię „zdrowia obywatela”! Bo „zdrowy obywatel, to zdrowy kraj”! A „zdrowy kraj, to silny kraj”! Pewnie takie hasła, nawiasem mówiąc – rodem z komuny, będą wygłaszać posłowie PO i PSL, którzy podchwycili pomysł posła Cymańskiego.

Projekt tej ustawy jest swoistą pułapką zastawioną przez PiS na polityków Platformy. Efektem jej wprowadzenia może być bowiem ogromna strata dla budżetu państwa, a co za tym idzie – polityczna klęska rządu PO-PSL.

Szacuje się, że w Polsce mamy 8 milionów palaczy. Średnia cena paczki papierosów to ~6 zł. Z czego państwo zarabia przeciętnie 163 zł / 1000 sztuk (po zsumowaniu stawki kwotowej i procentowej). Typowy palacz kupuje 2-3 paczki na tydzień. W 7 dni państwo zarabia więc na tytoniu 52 160 000 zł. W roku mamy 52 tygodnie.
Przyjmując, że przez dyskryminację palaczy nałóg rzuci chociażby ¼ palących, oznacza to roczne straty dla budżetu w wysokości 678 080 000 zł.

Nie myślcie drodzy rodacy, że rząd zacznie oszczędzać. To Wy zapłacicie z własnych kieszeni ponad pół miliarda więcej, przez nieodpowiedzialność prawicowych polityków!

Na koniec jeszcze jedna uwaga – jaka z PO liberalna partia, skoro jedyne co potrafi robić, to wymyślać nowe zakazy...?





Wpisy, które także mogą Cię zainteresować:

Czyli całe 6zł, które palacz płaci za paczkę papierosów, trafia do budżetu państwa. Ciekawe, ciekawe.


Zakaz palenia w miejscach publicznych wywodzi się z zasady wolności w granicach nieszkodzenia innym. I bynajmniej nie jest sprzeczny z myślą liberalną, wręcz przeciwnie. Liberalizm to nie anarchia.


Tomasz – słuszna uwaga, poprawione.

Liberał – palenie to anarchia? O_o
Ponadto – małżeństwo też może szkodzić innym – np. nieszczęśliwie zakochanemu, który powiesi się z rozpaczy…
Na takiej zasadzie można zabronić wszystkiego.

A poza tym – nas po prostu na to nie stać...


>>Na koniec jeszcze jedna uwaga – jaka z PO liberalna partia, skoro jedyne co potrafi robić, to wymyślać nowe zakazy…?
Trafna uwaga


5.  

Niepoprawny jesteś, Piechuła, aż kipisz nienawiścią do PO. I to wyraźnie widać. Dlaczego? Pewnie Ty też nie znasz odpowiedzi na to pytanie, ale fakt jest faktem. Gdybyś był kaczystą, mógłbym to zrozumieć, ale Ty przecież kaczystów nie lubisz, jak każdy normal-człowiek.


Bynajmniej samo palenie to nie anarchia. Jednak palenie gdzie się żywnie podoba, jak, kiedy i w czyim towarzystwie się palaczom podoba jest anarchią – szkodliwość palenia biernego jest chyba zrozumiała.

Stąd też zakaz palenia w przestrzeni publicznej podobnie jak śmiecenia czy hałasowania. Problem byłby gdyby rząd próbował wprowadzić całkowitą prohibicję nikotynową.


A co ma chwalić socjalizm u partii rzekomo liberalnej? Puknij się w czerep zanim coś napiszesz


AcidDrinker – spokojnie ;)

Flogiston – nienawiść? Co najwyżej niechęć do ich poczynań. Zauważ, że staram się komentować >>zachowania<<, a nie ludzi.

Liberał – ale dlaczego zakaz palenia w pubach? Przecież istnieją knajpki gdzie z papierosem nie wejdziesz, oraz takie gdzie możesz sobie śmiało zapalić. Teraz człowiek ma wybór – albo pójdzie do knajpy z papierosem, albo do pubu bez fajek. Rząd chce nam ten wybór odebrać.


Jeśli ktoś NIE CHCE palić i wdychać niech idzie do innego lokalu, względnie nie idzie. Jeśli ktoś NIE CHCE palić w samochodzie, niech nie pali. Jeśli ktoś NIE CHCE zapinać pasów w samochodzie, niech nie zapina. Jeśli ktoś CHCE brać narkotyki, niech je bierze.
Nie rozumiem tych chorych, socjalistycznych zapędów PO, PiS i prawdopodobnie również LiD


Przyznam, że gdy oglądałem „Kawę na ławę”, gdzie toczyła się dyskusja o papierosach, to miałem obawy gdy wszyscy politycy jednym chórem wyliczali zalety tej ustawy (nie wiedziałem, że w ogóle takowe ona posiada..).

Na szczęście Kalisz był całkowicie przeciw, czy jest to jednak stanowisko całego LiD-u – nie wiem, zwłaszcza po tym co ostatnio wyprawia Olejniczak z Borowskim (gdy będę miał jakieś pewne informacje na ten temat na pewno opiszę).

Dziwi mnie to, że PO – ponoć partia liberalna – zajmuje się od razu tworzeniem zakazów, a więc ograniczaniem wolności. Czy mi się wydawało, czy liberalizm pochodzi od słowa „liberty”?


Wszystko jest względne. Dla mnie to nie jest zakaz, tylko wolność pójścia do pubu i nie śmierdzenie wszystkich ubrań po wyjściu.


<blockquote><i>„Jeśli ktoś NIE CHCE palić i wdychać niech idzie do innego lokalu (...) Nie rozumiem tych chorych, socjalistycznych zapędów”</i></blockquote>

AcidDrinker, nie cierpię socjalizmu, ale w Twoim utyskiwaniu na niego jest wewnętrzna sprzeczność. Czemu więc nie wyjedziesz do innego kraju jeśli tutaj jest socjalizm i on Tobie nie odpowiada?

Właśnie w tym rzecz, że stwierdzenie „róbta co chceta” nie jest tożsame z liberalizmem. Chcesz palić w domu – OK. Chcesz palić na świeżym powietrzu – OK. Jednak chcesz palić w autobusie, urzędzie czy knajpie – ograniczasz wolność innych. Czemu nie opowiadasz się za wolnością mordowania albo gwałcenia? Można by rzecz, że ci co nie chcą być zamordowani albo zgwałceni powinni siedzieć w domu…


Liberał – Trywializujesz, jak to ma prawica w zwyczaju… Mnie nie oburza zakaz palenia np. w autobusie czy samochodzie – potrafię to sobie wytłumaczyć i nie mam z tym problemu. Jednak jeśli chodzi o puby – gdzie palenie jest rzeczą naturalną – to mamy tutaj ograniczanie wolności. Powtarzam po raz kolejny – jeśli chcesz iść do knajpy i nie śmierdzieć przy tym papierosem, to w mojej okolicy masz od groma takich miejsc. Nie rozumiem po co ograniczać ludziom wybór. To traktowanie człowieka jak idioty, który mimo że nie lubi papierosów wybierze właśnie lokal w którym wolno palić, zamiast tego z zakazem… ech…


@Piechuła:
Oznacza to tyle, że pochodzisz z postępowego miasta. Wyobraź sobie, że u mnie w mieście nie znam, żadnego lokalu, który można by określić mianem „pub”, „bar”, „knajpa” i nie palono by tam papierosów. Poza tym zakaz palenia w lokalach jest na rękę większości społeczeństa. Dlaczego więc większość ma cierpieć, a mniejsza część robić to co chce? To uważasz za wolność?


> Liberał – ale dlaczego zakaz palenia w pubach? Przecież istnieją knajpki gdzie z papierosem nie wejdziesz, oraz takie gdzie możesz sobie śmiało zapalić. Teraz człowiek ma wybór – albo pójdzie do knajpy z papierosem, albo do pubu bez fajek. Rząd chce nam ten wybór odebrać.

Piechuła: Miałbyś całkowitą rację, gdyby… gdybyś miał rację. ;)

Tak poważniej, pokaż mi (może być palcem w internecie) kilka knajp w Poznaniu, gdzie nie wolno palić. Restauracje są, knajpek nie ma. Nie piszę teo tyko jako argumentu, naprawdę byłbym Ci wdzięczy jakbyś wiedział o jakichś.
Tak jak z przyczyn ideologiczno-moralnych jestem przeciwko wprowadzaniu zakazu palenia, to muszę przyznać, że wieść, że został w tym roku wprowadzony w Portugalii przepełniła mnie wielką radością. Tam to była tragedia z palaczami..


„Liberał – Trywializujesz, jak to ma prawica w zwyczaju”

Grzegorzu, mógłbyś wyświadczyć mi przysługę i nie przyklejać łatek? W dodatku błędnie. Jeśli chcesz mnie przegonić ze swojego bloga to wystarczy słowo a więcej nie wrócę. Nie musisz obdarzać żadnymi szaufladkującymi określeniami. Tak się akurat składa, że liberalizm jest prawicą, jednak tylko jedną z jej nurtów (obok. m.in. konserwatyzmu).

Nie jestem za całkowitym zakazem palenia w budynkach. Jednak w miejscach publicznych będących własnością prywatną (firmy, lokale) zakaz powinien obowiązywać prócz miejsc wydzielonych (np. palarnie, sale jadalne dla palących, przedziały, itp).

Chciałbym przypomnieć, że palacze u swego początku także z wielkim namaszczeniem zachowywali rozdział palenia od życia publicznego. W każdym przyzwoitym lokalu, klubie towarzyskim była palarnia a palenie poza nią było faux pas.


Ja tam wole płacić wyższą składkę zdrowotną a nie mieć palaczy w knajpach. I tak wyjdzie mnie taniej niż pranie wszystkich ciuchów po każdej wizycie w pubie.


Sharnik – nie znam poznania, trudno mi więc wskazywać lokale bez papierosa. Ale w moim mieście mogę :)

Liberał – nie przylepiam Ci łatek, ale przykład z gwałceniem był nie na miejscu. Dlaczego rząd chce ograniczać wolność w pubach, które są własnością prywatną? To właściciel lokalu powinien decydować, na co pozwoli swoim klientom, a czego im zabroni.

Poza tym – czy my naprawdę żyjemy w kraju tak bardzo miodem i mlekiem płynącym, że trzeba zajmować się takimi sprawami? Czy nie lepiej rozwiązywać problemy społeczne, niż tworzyć nowe zakazy?


19.  

Piechuła: Ale to jest problem społeczny. U mnie w pracy w toalecie śmierdzi fajkami. Ja bywałem w wielu różnych miejscach i różne zapachy w toaletach doświadczyłem, ale żeby fajkami śmierdziało..
A to tylko dlatego, że jakiś cwaniak urządził ‘palarnię’ na schodach ewakuacyjnych, tuż obok wejścia.


To kwestia zarządzania – jeśli nie ma palarni, to człowiek wyjdzie przed budynek żeby zapalić. I tak dobrze, że nie pali w biurze.

Zresztą – tyle się mówi o tolerancji dla mniejszości… palacz to jakiś wyjątek? ;)


21.  

Tolerancja to nie akceptacja ;)

A przed budynek to mu nie bronię wychodzić palić, tam przynajmniej jest wentylacja.
Problemem społecznym nie jest to, że ludzie palą, tylko że trują i wkurzają tym innych.

[zobacz swój szablon dla niezalogowanych, już drugi raz wpisuję kod w nie to pole co należy]


Ale tolerancja polega na tym, iż nie odmawiamy innym prawa do określonego postępowania.

Co do szablonu, to jeśli są jakieś problemy z polem do komentowania, to wina leży chyba po stronie jogger, bo korzystam ze standardowego (niemodyfikowanego) formularza… :|
W każdym razie w wolnej chwili sprawdzę.


23.  

Ależ ja im nie odmawiam prawa do palenia. Ale niech robią to tak, żeby mi nie przeszkadzać. Na przykład na zewnątrz. Czy jakby mi ktoś dmuchał dymem w twarz to też miałbym to „tolerować” w imię jego prawa do palenia? Czy to już jest moje prawo do czystego powietrza?

Analogię do gwałtu sobie odpuszczę ;)


sharnik – popatrz na to z innej strony – nikt nie odmawia nie palącym prawa do wchodzenia do pubów dla palaczy. Chociaż narzekania i bezpodstawne postulaty ograniczenia wolności palącym jak najbardziej przeszkadzają.

Jeśli ktoś chodzi gdzieś wbrew sobie, to faktycznie ma problem. Ale ten problem nie powinien interesować państwa i rządu. Jest on po prostu zbyt błachy, by tracić na niego ponad pół miliarda rocznie.

Gdyby pieniądze, które rząd chce wyrzucić w błoto, przeznaczyć na pensje dla lekarzy, to każdy z nich zyskałby prawie 7000 zł rocznie. Polski po prostu nie stać na walkę z palaczami, taką jaka ma miejsce w krajach zachodnich. Tak jak mówię – zajmijmy się problemami społecznymi, miast wynajdywać coraz to nowe zakazy.


25.  

> Chociaż narzekania i bezpodstawne postulaty ograniczenia wolności palącym jak najbardziej przeszkadzają.

Doświadczenia z Irlandii wskazują, że palaczom to nie przeszkadza. Ba, znam wielu palaczy, którzy by popierali zakaz palenia w knajpie. Mało który palacz lubi wąchać cudzy dym.

> nikt nie odmawia nie palącym prawa do wchodzenia do pubów dla palaczy

Całkowicie sie zgadzam, że teoretycznie to jest świetny argument. Ale w (poznańskiej przynajmniej) praktyce jest pozbawiony jakiegokolwiek znaczenia. Niestety.


Nikt nie zauważył tutaj trzeciego frątu. Są jeszcze osoby pracujące w takich lokalach (barmani, kelnerki itp.) to właśnie te osoby najbardziej cierpią, a jakoś jakby się o nich zapomina. Dla nich jest to miejsce pracy. Wszystkie inne osoby, mają ochronę w miejscu pracy przed dymem (zakaz palenia w miejscu pracy), dlaczego osoby pracujące w lokalach nie mają takiej ochrony?


Nikt ich do takiej pracy nie zmusza.


Życie zmusza. Ty się wogóle zastanowiłeś nad tym argumentem? Tak samo można powiedzieć „nikt nikogo wogóle do pracy nie zmusza”. No tak, ale nie każdy chce być bezrobotnym lub zarabiać nieuczciwie. Myślę, że większość dziewczyn pracujących jako kelnerki, wybrała by inną pracę, gdyby miała sensowną alternatywę. Ale nie ma.


To, że ktoś nie potrafi sobie znaleźć pracy, która by mu odpowiadała nie jest problemem państwa. Rząd nie może brać pod uwagę, że np. 60% kelnerek nie jest zadowolonych ze swojego zawodu, bo to gdzie pracują jest ich prywatną sprawą.

Życie zmusza do podjęcia pracy – owszem, ale zawsze istnieje alternatywa (mówię z doświadczenia własnego, oraz moich koleżanek).


30.  

„To, że ktoś nie potrafi sobie znaleźć pracy, która by mu odpowiadała nie jest problemem państwa.”

W Polsce jest – vide zamykanie sklepów w niedziele i święta (która partia za to odpowiada?).

BTW, w UK jest zakaz palenia w pubach (m.in.) i ludzie jakoś sobie z tym radzą. Palacze wychodzą na zewnątrz, niepalący nie przesiąkają dymem. Na przystanku autobusowym też nikt mnie dymem nie wędzi.

Gdy na święta wróciłem do kraju i spotykałem się ze znajomymi, to po każdym wyjściu do kawiarni czy pubu ubrania nadawały się tylko do prania :(

A niestety pubów/knajpek/kawiarni dla niepalących jest jak na lekarstwo (nie wiem gdzie jest jakiś sensowny wybór – w Warszawie może? We Wrocławiu? Bo Poznań najwidoczniej nie jest jeszcze dość wyrafinowany, moja rodzinna Zielona Góra tym bardziej :)

Mówiąc krótko: jestem za zakazem palenia w miejscach publicznych, pubach, kawiarniach, na przystankach, dworcach itp.

A że składka czy jakiś podatek skoczy? I tak wolałbym to niż wdychać czyjś dym. Pieniądze to nie wszystko…


„W Polsce jest – vide zamykanie sklepów w niedziele i święta (która partia za to odpowiada?).”
To nie problem państwa tylko nieudolnych polityków, którzy nie mają pojęcia o tym, jak zarządzać państwem…

„w UK jest zakaz palenia w pubach…”
Aspekt ekonomiczny – porównaj sobie PKB UK i PL. Nas na takie zabiegi zwyczajnie nie stać.

„A że składka czy jakiś podatek skoczy? I tak wolałbym to niż wdychać czyjś dym. Pieniądze to nie wszystko…”
Niestety w PL mamy inną sytuację społeczną niż w UK (zakładam, że tam na stałe mieszkasz) i ludzie nie mają tego czy zapłacą więcej na składkę zdrowotną gdzieś... Tobie wypada tylko pogratulować sytuacji materialnej, skoro takie zmiany Cię nie interesują...


> Aspekt ekonomiczny – porównaj sobie PKB UK i PL. Nas na takie zabiegi zwyczajnie nie stać.

Zwróć uwagę, że (o ile mi wiadomo) liczba palaczy w krajach, gdzie wprowadzono zakazy nie uległa zmianie. Nic nie wskazuje na to, że u nas miałoby być inaczej.


to pis chce zabronic a nie PO


Polecam kontrę:
http://interia360.pl/artykul/dymna-wojna,5159
http://interia360.pl/artykul/palaczu-truj-sie-sam,681

Reasumując: NIKT nie broni palaczom palenia. Większość zakazów nie łamie wolności a zabrania czynienia szkody innym.


Jakiekolwiek zakazy dotyczące przymiotów jakiejkolwiek grupy społecznej są dyskryminacją owej grupy.

Poza tym – cała ta sytuacja wygląda kuriozalnie – Kopacz rzuciła palenie i postanowiła, że albo inni palacze postąpią tak samo, albo zamkną się w domach, bo nawet na piwo nie będą mogli legalnie iść z papierosem… Śmieszne.


Nic w tym śmiesznego. Taka sama sytuacja jest z alkoholem czy innymi narkotykami. Aż dziw, że dopiero teraz się wyrównuje.


Sharnik – Piwo jako narkotyk? Tego jeszcze nie słyszałem. Aż strach pomyśleć, kiedy przyjdzie to do głowy naszym (p)osłom i zakażą picia piwa publicznie…


Nie wiem w jakim magicznym świecie Ty żyjesz, że możesz pić piwo publicznie, a naokoło pełno knajp dla niepalących, ale przyślij mi pocztówkę. Najlepiej z kolorową tęczą i jednorożcem.


39.  

Panie Piechuła, odnosząc się do fragmentu z tekstu:

„Wbrew temu co się mówi palacze nie umierają przez swój nałóg jeden za drugim”

muszę stwierdzić (trochę kontrowersyjnie), że nawet lepiej by było gdyby owi palacze umierali jeden za drugim. Po wielu latach palenia owi palacze muszą leczyć choroby wywołane (czy raczej wyhodowane) przez swój nałóg, a za to płaci już całe społeczeństwo. Brnąc dalej w swych dywagacjach muszę zauważyć, że gdyby palacze porzucili swój nałóg to wydaliby pieniądze na co innego. Gospodarka się napędzi, do skarbu państwa również coś trafi.

No chyba, że zaczną palić banknoty?


Sharnik – w tym momencie nasza dyskusja się kończy, albowiem przeistacza się ona w pyskówkę, a nie merytoryczną wymianę zdań. Uściślając jednak – jeśli chodzi o picie piwa miałem na myśli identyczne restrykcje jak w stosunku do palących, co mieści się pod chwytliwe brzmiącym zwrotem „zakaz w miejscach publicznych”.

Kubala –
„nawet lepiej by było gdyby owi palacze umierali jeden za drugim” –
Dorośnij i wróć porozmawiać.

„Po wielu latach palenia owi palacze muszą leczyć choroby wywołane (czy raczej wyhodowane) przez swój nałóg, a za to płaci już całe społeczeństwo.”
– Przez te wszystkie lata palenia państwo zyskuje z akcyzy opłaconej przez palacza tyle pieniędzy, że mógłby się on leczyć już od 40 roku życia na raka płuc. Państwu nadal by się to opłacało.

„Brnąc dalej w swych dywagacjach muszę zauważyć, że gdyby palacze porzucili swój nałóg to wydaliby pieniądze na co innego. „
– Czyli na wszystko mamy w kraju akcyzę? Brawo…


Piechuła – Wybacz, jeśli to odebrałeś jako pyskówkę, bo myślałem, że kpisz. Przecież od dawna jest w prawie ustawa o wychowaniu trzeźwości (o ile dobrze pamiętam nazwę tego aktu prawnego), która zabrania picia piwa w miejscach publicznych, czyli poza miejscami do tego przeznaczonymi (lokale gastronomiczne) i własnym zaciszem domowym. Jako, że nikt nie zamierza wprowadzać chyba zakazu palenia na tzw. świeżym powietrzu, to restrykcje obowiązujące palaczy, będą (powierzchniowo licząc) mniejsze niż restrykcje dotyczące picia piwa.


Doprecyzuję jeszcze bardziej – zakaz w pubach / knajpach / barach / czy jak tego nie nazwać.

Ale to czeka nas chyba dopiero wtedy, gdy minister Kopacz zerwie definitywnie z piciem alkoholu… ;)


Doprecyzuję bardziej – mam na myśli, że nawet jak to prawo wejdzie, to palacze się będą cieszyć większą wolnością niż aktualnie miłośnicy piwa.


Tyle tylko, że nie można porównywać tych używek. Papieros nie wywołuje takich efektów jak alkohol.


Tzn. jakich?


Piłeś kiedyś piwo? Tudzież coś mocniejszego? ;)


Oj, nieraz ;) I nie widzę w tym nic zdrożnego, czy nielegalnego.


Tak samo palacz nie widzi niczego złego w paleniu w barze.

Po papierosie jednak nie będziesz chodził zygzakiem na autopilocie. A dla niektórych nie raz wizyta w knajpie tak się właśnie kończy. Jeśli miarą zakazywania używek są efekty ich działania, to przed zakazem palenia powinniśmy mieć prohibicję w barach…


Chodząc zygzakiem możesz co najwyżej zrobić krzywdę sobie, jak wpadniesz na latarnię.

Zresztą, nie to jest miarą zakazywania używek. Ustawę o wychowaniu w trzeźwości stworzono, by dzieci nie patrzyły na ludzi raczących się używkami dla nich zabronionymi. Powinni wtedy zabronić tak samo papierosów, ale cóż, lobbyści alkoholowi najwyraźniej mają mniejszy wpływ.


Znam takich, co po alkoholu zaczynają szukać ludzi, którym zrobić krzywdę...

Jeśli chodzi o to, by dzieci nie widziały dorosłych z używkami to zakażmy kawy, herbaty (tak, tak – to też używka), coli (i szeroko pojętych napojów gazowanych), pornografii, uprawiania seksu (a co jak jakiś dzieciak zobaczy?!), że o takich oczywistościach jak alkohol i papierosy nie wspomnę...


A ja znam takich co i bez alkoholu szukają ludzi, którym zrobić krzywdę i co z tego?

Kawa, herbata i cola są dozwolone dla dzieci przed 18-tym rokiem życia, w odróżnieniu od alkoholu i papierosów.


A ja znam takich co bez palenia zachorowali na raka płuc.

Obwarowania dotyczące tego, co jest dozwolone i od którego momentu w życiu zostały wymyślone przez tych samych polityków, którzy teraz owe zakazy zaostrzają.

Ja wolałbym, by miernikiem posiadanej władzy nie była ilość wprowadzonych zakazów (zresztą ze szkodą dla budżetu państwa), a suma rozwiązanych problemów społecznych.


53.  

Piechuła:

„Przez te wszystkie lata palenia państwo zyskuje z akcyzy opłaconej przez palacza tyle pieniędzy, że mógłby się on leczyć już od 40 roku życia na raka płuc. Państwu nadal by się to opłacało.”

Równie dobrze można powiedzieć, że państwu jednak to się nie opłaci (osoby chorujące mogą nie pracować, pobierać rentę, potrzebować stałej opieki). No chyba, że zamierzasz przeprowadzić kolejne „wyliczenia”, które jednak obalą moją teorię.

„Czyli na wszystko mamy w kraju akcyzę? Brawo…”

Skąd w ogóle takie pytanie/wniosek? Sugerowałbym raczej zaakceptowanie faktu, że ludzie zaoszczędzone pieniądze wydadzą na inne cele i prawdopodobnie zrobią to kupując mniej opodatkowane rzeczy/usługi, które nie są tak szkodliwe dla zdrowia. Tak więc dla mnie suma 700 milionów złotych jest zawyżona.

Pozdrawiam


„ludzie zaoszczędzone pieniądze wydadzą na inne cele i prawdopodobnie zrobią to kupując mniej opodatkowane rzeczy/usługi”
I gdzie tutaj miejsce na jakikolwiek zysk bezpośredni dla państwa? Zauważ, że tytoń też jest opodatkowany, a pieniędzy napływających z tego tytułu nie podliczyłem, bo zdaję sobie sprawę, że pieniądz tak czy owak zostanie wydany. Powyższa strata jest więc kwotą realnej straty dla budżetu.

„Równie dobrze można powiedzieć, że państwu jednak to się nie opłaci (osoby chorujące mogą nie pracować, pobierać rentę, potrzebować stałej opieki).”
– Jeśli ktoś traci miesięcznie 30-40% swoich dochodów na składki zdrowotne itp. obowiązkowe opłaty (w tym na przyszłą emeryturę/rentę), to chyba ma prawo zachorować? A tłumaczenie, że zakazywanie papierosów ma ustrzec przed chorobą jest idiotyczne. Fast Foody powodują kilka bardzo poważnych chorób, kawa wywołuje nadciśnienie, podobnie cola i red bull, alkohol nawet w małych ilościach (np. jedno piwo) pity regularnie wywołuje alkoholizm, telewizja i komputery niszczą wzrok, gry komputerowe wywołują agresję u mniej kumatych osobników etc…

Zakażmy więc wszystkiego! – oto sedno pańskich „dywagacji”....


55.  

Panie Piechuła:

„I gdzie tutaj miejsce na jakikolwiek zysk bezpośredni dla państwa? Zauważ, że tytoń też jest opodatkowany, a pieniędzy napływających z tego tytułu nie podliczyłem, bo zdaję sobie sprawę, że pieniądz tak czy owak zostanie wydany. Powyższa strata jest więc kwotą realnej straty dla budżetu.”

NC

„Jeśli ktoś traci miesięcznie 30-40% swoich dochodów na składki zdrowotne itp. obowiązkowe opłaty (w tym na przyszłą emeryturę/rentę), to chyba ma prawo zachorować?”
Ja chorować nikomu nie zabraniam, tak więc nie rozumiem tego pytania (zapewne retorycznego). Chciałem jedynie powiedzieć, że osoby palące (również biernie), częściej chorują (no chyba, że uważa Pan inaczej) i część pieniędzy z budżetu państwa jest przeznaczona na ich leczenie podczas gdy można by było te pieniądze przeznaczyć na co innego (np. na zakup nowego sprzętu dla szpitalu itd). W skrajnych przypadkach osoby chorujące nie tyle tylko pobierają pieniądze od państwa (w celu wyleczenia) ale również przestają pracować (i tym samym przestają być produktywne, co również jest kosztem dla społeczeństwa)

„Fast Foody powodują kilka bardzo poważnych chorób, kawa wywołuje nadciśnienie, podobnie cola i red bull, alkohol nawet w małych ilościach (np. jedno piwo) pity regularnie wywołuje alkoholizm, telewizja i komputery niszczą wzrok, gry komputerowe wywołują agresję u mniej kumatych osobników etc…”

Te wszystkie wymienione przez Pana rzeczy na pewno skracają życie. Dobrze, że chociaż palenie tytoniu zmniejszy swój udział wśród owych „trucicieli” co w przyszłości przełoży się na ogólny stan zdrowia społeczeństwa.

„Zakażmy więc wszystkiego! – oto sedno pańskich „dywagacji”...”

Sednem moich dywagacji jest wskazanie, że nie widzi Pan wielu innych „zysków/strat” w założeniu, że liczba palaczy spadnie i w związku z tym budżet państwa straci, co w dalszym czasie przełoży się na wyższe podatki. Pańskie myślenie jest myśleniem racjonalizującym a nie racjonalnym.

Chcąc uprzedzić pański zarzut w potencjalnej odpowiedzi, podkreślam, że nie uważam iż pozjadałem wszystkie rozumy i, że widzę więcej niż Pan widzi w tej sprawie (po kilku pańskich odpowiedziach jestem w stanie uwierzyć, że wyciągnie Pan taki wniosek). Po prostu staram się podrzucić parę argumentów pod fundamenty pańskiego założenia (i nie ukrywam, w celu jej naruszenia).

Pozdrawiam


„NC”
Już mówiłem – dorośnij i wróć dyskutować.

„W skrajnych przypadkach osoby chorujące nie tyle tylko pobierają pieniądze od państwa (w celu wyleczenia) ale również przestają pracować”
W skrajnych przypadkach takie efekty powodują także w/w picie coli, jedzenie posiłków w fast foodach, oglądanie telewizji, korzystanie z komputera, gry komputerowe (co jakiś czas słychać o kimś kto zagrał się na śmierć), alkohol, kawa, tłuste jedzenie itd. itp.

„widzę więcej niż Pan widzi w tej sprawie”
Raczej o wiele mniej, albowiem nie jest Pan palaczem. Ja palę, ale kiedyś nie paliłem. Znam obie strony medalu. Znam też strukturę wydatków budżetowych i po prostu wiem, że nas na takie prawo w tym momencie nie stać. Zakazy wzorowane na europie zachodniej są przejawem owczego pędu, a nie racjonalnej analizy polityczno-ekonomicznej.


57.  

„W skrajnych przypadkach takie efekty powodują także w/w picie coli, jedzenie posiłków w fast foodach, oglądanie telewizji, korzystanie z komputera, gry komputerowe (co jakiś czas słychać o kimś kto zagrał się na śmierć), alkohol, kawa, tłuste jedzenie itd. itp.”

Zgadzam się z tym, ale jak już mówiłem – zmniejszy się udział papierosów w „psuciu zdrowia” społeczeństwa to społeczeństwo będzie zdrowsze.

„widzę więcej niż Pan widzi w tej sprawie”

Źle mnie Pan zrozumiał (z mojej winy), dlatego jeszcze raz napiszę to co miałem na myśli:

„podkreślam, że nie uważam iż pozjadałem wszystkie rozumy i NIE UWAŻAM, że widzę więcej niż Pan widzi w tej sprawie”

„nie jest Pan palaczem”

Akurat jestem palaczem i nawet mieszczę się w pańskim wyliczeniach (2-3 paczki tygodniowo).

„I PO PROSTU WIEM, że nas na takie prawo w tym momencie nie stać.”

No i właśnie tutaj mamy sedno sprawy. Pan po prostu WIE i to co Pan tu pisze jest prawdą NIEPODWAŻALNĄ. Nie dopuszcza Pan do siebie myśli, że pańskie założenie z 700 milionami w tle może być błędne i zawyżone.

I na koniec, żeby być złośliwym:

„Ja palę, ale kiedyś nie paliłem.”

Na ogół każdy palacz był kiedyś niepalącym. No chyba, że urodził się z petem w ustach.

Pozdrawiam


„Zgadzam się z tym, ale jak już mówiłem – zmniejszy się udział papierosów w „psuciu zdrowia” społeczeństwa to społeczeństwo będzie zdrowsze.”
Tylko, że stosując taki precedens można zakazać wszystkiego w dowolnym zakresie. Więc jest to argument praktycznie bezwartościowy.

„Akurat jestem palaczem i nawet mieszczę się w pańskim wyliczeniach”
I jest Pan ZA zakazem palenia w barach…? Gdybym był złośliwy zapytałbym czy prowadzi Pan życie towarzyskie ;)


59.  

Widzę, że świetnie się rozumiemy;)

W moich wywodach nie przedstawiam argumentów by być ZA lub PRZECIW w sprawie zakazu palenia, lecz po to, by wykazać, że skutki wprowadzenia zakazu mogą być zgoła inne dla społeczeństwa niż przedstawione przez Pana. Cała dyskusja opiera się na założeniu „700 milionów mniej dla budżetu”, co staram się podważyć.

„Tylko, że stosując taki precedens można zakazać wszystkiego w dowolnym zakresie. Więc jest to argument praktycznie bezwartościowy.”

Ja piszę jedynie o tym jaki SKUTEK przyniesie wprowadzenie takiego zakazu, jednak owy skutek, jak słusznie Pan zauważył, nie może być argumentem w celu wprowadzenia owego ograniczenia.

„Gdybym był złośliwy zapytałbym czy prowadzi Pan życie towarzyskie ;)”

To cios poniżej pasa;)

Jeszcze raz podkreślam: wprowadzenie zakazu palenia w miejscach publicznych przyniesie jeszcze inne skutki, o których Pan nie wspomina a których nie jestem w stanie Panu wmówić;>

Dziękuję za pouczającą dyskusję

Pozdrawiam


„Cała dyskusja opiera się na założeniu „700 milionów mniej dla budżetu”, co staram się podważyć.”
Nie przedstawia Pan za tym argumentów, twierdzi Pan jedynie, że ludzie będą nabywać mniej opodatkowane dobra (jak rozumiem chodzi o brak akcyzy) za zaoszczędzone pieniądze, a więc przyznaje Pan pośrednio, że budżet państwa na tym straci.


61.  

„Nie przedstawia Pan za tym argumentów, twierdzi Pan jedynie, że ludzie będą nabywać mniej opodatkowane dobra (jak rozumiem chodzi o brak akcyzy) za zaoszczędzone pieniądze, a więc przyznaje Pan pośrednio, że budżet państwa na tym straci.”

Zgadza się. I właśnie chciałbym zauważyć, że brakuje wyliczeń, które by wykazały jaki będzie napływ do budżetu państwa po zakupie rzeczy bez akcyzy.


Dla mnie ten zakaz to oszołomstwo.Niby dlaczego mam nie palić w klubie do którego lubię chodzić.Jeśli komuś przeszkadza dym może iść do klubu gdzie się nie pali.
Może ja zapytam tak:dlaczego ja mam wąchać dym z rur wydechowych samochodów?Chyba że ostatnio spaliny są zdrowe.Pamiętam z histori,że w czasie okupacji Niemcy uśmiercali więźniów spalinami nie papierosami.


Tylko dlatego, że spaliny tańsze.


To może zrobimy doświadczenie.
Ja się zamknę w samochodzie i będę palił jednego za drugim powiedzmy przez pół godziny,a kolega odpali samochód założy wąż na rurę wydechową i wprowadzi ją do środka.
Zobaczymy kto wyjdzie o własnych siłach.


Ludzie… ale nikt nikogo nie zmusza do palenia. Jest wręcz odwrotnie – to niepalący zmuszają palaczy do zaprzestania.

Gdyby było odwrotnie to zaraz zrobiono by z tego wielkie halo. Ale przecież palaczy można dyskryminować, a nie odwrotnie… no nie?


Zbych: To może zróbcie.

Piechuła…. ale nikt nikogo nie zmusza do zaprzestania palenia. Niech sobie palacze palą. U siebie.


Niech sobie nie palący nie wchodzą do lokali gdzie można uraczyć się papierosem. Równie proste, a nikogo nie dyskryminujące rozwiązanie (dodatkowo nie przynoszące start państwu i barom – jak takie zakazy działają destrukcyjnie na tzw. „small-biznes” można zobaczyć całkiem niedaleko, bo u naszego zachodniego sąsiada).


Ależ dyskryminujące – „niech sobie palący nie wchodzą” – tutaj wyraźnie widać dyskryminację ;)

A u zachodniego sąsiada byłem i nie widziałem, żeby działało coś destrukcyjnie. Ponoć w Irlandii też nikomu nie zaszkodziło.


„Ależ dyskryminujące – „niech sobie palący nie wchodzą” – tutaj wyraźnie widać dyskryminację ;)”
Właśnie nie, bo tutaj właściciele lokali decydują kogo do swojego baru wpuszczą. To się nazywa wolność, bo nadal pozostają miejsca dla palaczy i niepalących. PO nam chce owy wybór odebrać i obarczyć kosztami swojej nieodpowiedzialnej decyzji.

Po wprowadzeniu owych zakazów w Niemczech upadło 30% lokalnych pubów.


Właśnie właściciele barów decydują kogo dyskryminują ;)

A 76% statystyk branych jest z powietrza.


„Właśnie właściciele barów decydują kogo dyskryminują ;)”
To ICH lokal, więc mogą (jeszcze przez jakiś czas) wpuszczać kogo uznają za słuszne. To właśnie istota demokracji – pozorna wolność.

To, że większość knajp pozwala u siebie palić świadczy o obojętności niepalących, którzy i tak przychodzą do baru gdzie się pali, chociaż wcale nie muszą. To głupota w formie najczystszej – to tak jakby walić głową w mur i skarżyć się, że boli…

„76% statystyk branych jest z powietrza.”
Jeśli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla faktów – typowy argument niepalącego. Ja jednak wolę dyskutować o faktach, a nie bajdurzyć o niebieskich migdałach.


Demokracja nie ma tu nic do rzeczy. To tylko sposób wybierania rządzących, a nie wyznacznik wolności.

Głupotą w formie najczystszej jest pomijanie faktu, że niepalący nie mają specjalnie wyboru barów, do których mogą sobie chodzić.

Fajnie, że wolisz dyskutować o „faktach” zamiast podać źródło.


Demokracja to wbrew pozorom nie tylko parlament, poczytaj więcej na ten temat.

„Głupotą w formie najczystszej jest pomijanie faktu, że niepalący nie mają specjalnie wyboru barów, do których mogą sobie chodzić.”
Zależy gdzie, w mojej okolicy są 2 puby gdzie z papierosem nie wejdziesz. Gdyby niepalący nie chodzili do pubów dla palaczy, to pewnie byłoby o wiele więcej miejsc z zakazem palenia. Ale tak nie jest, bo nie palący to człowiek walący głową w mur i skarżący się, że boli.

Ponadto w kapitalizmie rynek kształtują potrzeby – skoro niepalący nie potrafią zasygnalizować swoich potrzeb, to lokale bez papierosa są nieliczne.


A u mnie w 600-tysięcznym mieście nie ma żadnego. A palący to idioci.

A ta dyskusja nie ma sensu.


„A palący to idioci.”
...Współczuję. Wróć jak dorośniesz do dyskusji.


Przyganiał kocioł garnkowi („nie palący to człowiek walący głową w mur i skarżący się, że boli”).

Dorośnij do prawidłowego postrzegania rzeczywistości.


Ja podaję argumenty na każdą formułowaną tezę – Ty tylko obrażasz, niestety.


Obrażać Ty zacząłeś. Między innymi mnie.

A Twoje argumenty są o kant dupy rozbić, bo ja mogę wyciągnąć analogiczne: „Gdyby palacze nie chcieli zakazu palenia, to by nie głosowali na PO, bo w demokracji rządzący wyrażają wolę ludu.” Tylko obaj wiemy, że teoria ma się nijak do rzeczywistości. Tak jak i przy „w kapitalizmie rynek kształtuje potrzeby” i „gdyby niepalący nie chodzili do knajp dla palaczy”.


79.  

Witam!

Podaję link do ciekawego artykułu odnośnie papierosów.

http://www.rp.pl/artykul/83441.html

Pan Piechuła co do jednego ma całkowitą rację – państwo doi palaczy ile może;)


„Obrażać Ty zacząłeś. Między innymi mnie.”
Stwierdziłem tylko, że szczytem głupoty jest robienie czegoś co szkodzi, a następnie skarżenie się na to. Nikt nikogo do niczego nie zmusza, a tym bardziej do picia piwa w pubach dla palaczy… Skarżenie się niepalących na taką sytuację porównałem obrazowo i moim zdaniem celnie.

„A Twoje argumenty są o kant dupy rozbić”
Bardzo merytoryczny „argument”... Mam nadzieję, że ostatni w tym stylu, bo się pożegnamy.

„Gdyby palacze nie chcieli zakazu palenia, to by nie głosowali na PO, bo w demokracji rządzący wyrażają wolę ludu.”
Rząd musi uwzględniać prawa mniejszości przy podejmowaniu każdej decyzji. Nawet gdyby PO miało 99%. Radzę zapoznać się z konstytucją i prawem międzynarodowym.


A moim zdaniem obraźliwie i niecelnie.
Równie dobrze ja mógłbym uzasadnić, że palący to idioci, bo kto inny truł by się i wędził, płacąc jeszcze za to grubą kasę.

Oczywiście, że rząd musi uwaględniać prawa mniejszości. Ale skoro palacze głosowali na PO, czyli popierają działania tej partii, to najwyraźniej sami sobie załatwiają taki zakaz. To jest argument na poziomie Twoich z „mechanizmami kapitalizmu”.


Palenie to głupi nałóg, powie Ci to każdy palacz. Ale za to przyjemny i likwidujący stres. Nie każdy kto robi coś głupiego jest zaraz idiotą – więc staraj się celniej dobierać słowa.

„Oczywiście, że rząd musi uwzględniać prawa mniejszości. Ale skoro palacze głosowali na PO, czyli popierają działania tej partii, to najwyraźniej sami sobie załatwiają taki zakaz. To jest argument na poziomie Twoich z „mechanizmami kapitalizmu”.”
Czyli ludzie którzy głosowali na PO mieli świadomość, że ich partia poprze PiS-owski projekt ograniczenia wolności mniejszościowej grupie społecznej? Raczej nie mieli, zwłaszcza że PO udaje partię liberalną, a więc wolnościową.

Ponadto, oddanie głosu na jakieś ugrupowanie nie oznacza automatycznego przyzwolenia na wszystko. To o czym piszesz to fanatyzm, a nie demokracja, więc mamy tutaj błąd przesunięcia kategorialnego (ćwiczę przed sesją z logiki ;))

Mechanizm kapitalistyczny jest czymś w co liberałowie wierzą. I to zdecydowanie. Stąd odrzucenie Keynesowskiego modelu w ekonomii. Tym bardziej dziwi mnie, że „liberałowie” (cudzysłów konieczny!) z PO chcą dokonać interwencji w mechanizm rynkowy, szkodząc jednocześnie small-biznesowi, który w krajach rozwijających się stanowi poważną gałąź rozwoju gospodarczego.

I abstrahując od argumentów – wydaje mi się, że chcesz dopiec palaczom bez względu na merytoryczne uzasadnienie i kwestię wartości logicznej zdań motywujących takie działanie… Może lepiej to przemyśleć? ;)


Ja bym nie łączył palenia z polityką na podłożu finansowym… Myślę, że ten, kto poprze taki projekt ustawy (blokującej palenie), ten straci poparcie palaczy. A popracie najważniejsze jest :(


84.  
ekonometria
17 marca 2009, 12:51

Palicie papierosy? Co to wam daje? Skąd macie pieniądze?

Założenie:
Ilość spalonych paczek dziennie: 1 paczka
Średnia cena paczki papierosów: 6.50 zł
Cena za 30 dni: tylko 195 zł
Cena za 365 dni: 2372,50 zł


Uwaga!
Drogi Internauto!
Polityka i dziedziny z nią pokrewne są często źródłem nieporozumień i konfliktów.
Na tym blogu spotkać się możesz z ludźmi o odmiennych poglądach. To, że ktoś się z Tobą nie zgadza, nie jest jednak powodem, by go obrażać.
Dyskutuj, nie wyzywaj! Za nieprzestrzeganie tej zasady możesz zostać zablokowany, a Twoje posty wykasowane. Szanujmy się nawzajem.
Podpis:
Treść:
Strona WWW (opcjonalnie):
Wpisz kod:code


w trzech zdaniach:
wyszukiwarka:
polecane:
mikroblogi:
Obserwuj mnie na Twitterze!

Wczytywanie...




kategorie tematyczne:
archiwum:
odnośniki: